Zwycięstwo z Estonią pieczętuje awans Polski do fazy pucharowej Eurovolley

Polska w Ergo Arenie pokonała Estonię 3:0 i awansowała do kolejnej rundy zmagań. Wynik nie oznacza jednak, że mecz pozbawiony był emocji. Rywale zawiesili poprzeczkę naprawdę wysoko i z podniesionym czołem pożegnali się z turniejem. 

 

Zanim Polacy wyszli na parkiet, byli już pewni, że bez względu na wynik spotkania z Estonią są już w kolejnej rundzie zmagań. Ponieważ Serbowie ograli Finlandię 3:0, wiedzieli też, że pierwsze miejsce w grupie i bezpośredni awans jest poza zasięgiem, ponieważ wywalczyła ją drużyna z Bałkanów. Nie oznaczało to jednak spacerku dla Biało-Czerwonych, ponieważ Estonia nie dość, że wciąż miała szansę na awans do barażów, to w przypadku zwycięstwa, bez względu w jakim stosunku, zajęłaby drugie miejsce w grupie, co oznaczało łatwiejszego teoretycznie rywala niż Polacy w walce o ćwierćfinał.

Punkt za punkt – takim trybem toczyła się gra na początku meczu. Żadna z drużyn nie zdołała wypracować sobie większej przewagi. Przerwał to dopiero asem serwisowym Mateusz Bieniek, dzięki czemu Polacy na pierwszą przerwę techniczną schodzili przy wyniku 8:6. Gdy siatkarze obu zespołów wrócili na parkiet skończyły się taktyczne szachy, a zaczęła się regularna wojna. Trup padał gęsto. Podopieczni Ferdinando de Giorgiego utrzymali jednak przewagę dwóch oczek do kolejnej regulaminowej pauzy przy rezultacie 16:14.  Gdy Finowie zdołali zniwelować stratę z trzech do zaledwie jednego punktu przy stanie 20:19, o czas poprosił Fefe. Pomogło, bo Orły do końca seta oddali rywalom tylko dwie wymiany, wykorzystując pierwszą piłkę setową i wygrywając premierową partię 25:21.

Początek drugiej odsłony był bardzo podobny jak tej pierwszej, przy czym tym razem Polacy zdołali odskoczyć jeszcze wcześniej, bo od stanu 5:5 punktowali trzy razy w rzędu i z dobrą zaliczką schodzili na przerwę techniczną. Wystarczyło jednak kilka nieskończonych ataków, parę ofiarnych obron i podopieczni Gheorge Cretu doprowadzili do remisu po 9. Na parkiecie trwała wojna. Druga przerwa techniczna? Skromne 16:15 dla Biało-Czerwonych. Oko za oko, ząb za ząb, walka na całego trwała praktycznie do ostatniej wymiany, a międzyczasie nie brakowało efektownych ataków, kontrowersyjnych decyzji sędziów i wideoweryfikacji. Więcej zimnej krwi w końcówce zachowali jednak Polacy, którzy na przewagi, 26 do 24, wygrali drugiego seta i wyszli na prowadzenie 2:0 w całym meczu.

Jeśli komuś w Ergo Arenie wydawało się jednak, że Estonia się podda – był w wielkim błędzie. Już w poprzednich meczach siatkarze z małego nadbałtyckiego państwa pokazali, co to znaczy walka do końca i serce zostawione na parkiecie. Po 10-minutowej przerwie goście wrócili odmienieni, a ponieważ nie mieli już nic do stracenia – zaczęli ryzykować, a to z kolei zaczęło dawać im kolejne punkty. Na pierwszą przerwę techniczną schodzili przy wyniku 8:5, a chwilę później podwyższyli prowadzenie do czterech oczek. Pojawienie się w polu zagrywki Bartłomieja Lemańskiego pomogło Polakom zniwelować tę stratę i doprowadzić do remisu. Wynik 16:15 dla rywali przy drugiej przerwie technicznej zwiastował niesamowite emocje w końcówce. Przy remisie Biało-Czerwoni wygrali nieprawdopodobną wręcz wymianę, podczas której obie drużyny wielokrotnie miały piłkę w górze. Cretu poprosił o czas. Po powrocie na parkiet Lemański zaserwował kapitalnego asa. Polacy już tego nie zamierzali wypuścić z rąk i tak też się stało. Wygrali tego seta 25 do 22, a cały mecz 3:0.

Wtorek to podczas Eurovolley dzień przerwy. Polska zmagania w grupie A turnieju zakończyła na drugim miejscu, co oznacza, że w meczu barażowym o ćwierćfinał w środę zmierzy się w Krakowie ze Słowenią. W meczu o półfinał na zwycięzcę czeka już reprezentacja Rosji.

Komentarze