Zwycięstwa Arki i Wisły, wpadka Legii!

    Pierwsze rozdanie za nami, ekstraklasa niemal w pełni zakończyła premierowe okrążenie. Przed nami jeszcze spotkanie Korony z Zagłębiem, ale siedem spotkań to wystarczający materiał, by móc napisać coś więcej na temat pierwszego weekendu z rodzimymi rozgrywkami. Byliśmy świadkami niespodzianek, wyników łatwych do przewidzenia oraz pięknych goli. Z czystym sumieniem możemy powiedzieć, że jak na nasze krajowe podwórko: działo się!

    Drugi rok z rzędu sezon zainaugurowaliśmy w Płocku i ponownie Wisła podejmowała na swoim boisku Wisłę Płock. Gdy dodamy, że ponownie pierwszym strzelcem w rozgrywkach jest Marco Paixao, który ponownie zdobył gola głową… niesamowite. Tyle jednak podobieństw, bo sam mecz i – co najważniejsze – wynik był tym razem zgoła inny. Lechia pewnie zwyciężyła 2:0 i została pierwszym liderem ekstraklasy.

    Później obserwowaliśmy starcie Pogonii Szczecin z Wisłą Kraków, a na ławce trenerskiej Portowców… Maciej Skorża. Były opiekun Białej Gwiazdy tym razem grał przeciwko swojej dawnej drużynie i prowadzony przez niego zespół zaprezentował się tak, jakby faktycznie obchodził się jak z jajkiem ekipą z Krakowa. Goście zwyciężyli 2:1, a oba trafienia padły do 20. minuty. Najpierw na listę strzelców wpisał się Carlitos Lopez, chwilę później podwyższył Peraz Brlek. Kontakt w 33. minucie po rzucie karnym zapewnił Adam Gyurcso, ale tylko na tyle było stać Pogoń tego wieczora.

    Królowie remisów sprzed roku, czyli drużyna Cracovii, z nowym trenerem na pokładzie, czyli Michałem Probierzem tylko zremisowała z Piastem Gliwice 1:1. Znacie te powidzenie, że najłatwiej jest stracić gola, gdy samemu się go chwilę wcześniej zdobyło, prawda? No własnie. W 13. minucie Pasy wyszły na prowadzenie za sprawą gola Sergeia Zenjova, minutę później wyrównanie zapewnił Gerard Badia. Cracovia – Piast, 1:1.

    Sensacyjne rozstrzygnięcia oglądaliśmy w Zabrzu, gdzie beniaminek ekstraklasy, przy pomocy kompletu publiczności, pokonał Legię 3:1. Mistrzowie Polski byli w tym meczu zagubieni jak 3-letnie dziecko w Disneylandzie. Gol Sadiku w 80. meczu na 3:1 nieco osłodził kibicom z Warszawy ten mecz, ale i tak wyglądało to bardzo, bardzo słabo. Legia na swoją optymalną formę musi jeszcze poczekać. A Górnik? Górnik pokazał kawał dobrej, solidnej piłki.

    W niedzielę obserwowaliśmy aż trzy spotkania, w tym dwa, które rozpoczęły się o 15:30. Arka podejmowała Śląsk, który znacząco się wzmocnił w letniej przerwie. Równolegle, w Niecieczy, Termalica podejmowała wicemistrzów Polski, czyli ekipę Jagiellonii Białystok.

    Pamiętamy konfrontację Arki ze Śląskiem sprzed roku. Wtedy też były wakacje i wtedy też gdynianie byli w sztosie. Nie inaczej było również wczoraj, gdy gołym okiem było widać, że jednej drużynie zdecydowanie bardziej zależy na wygraniu tego spotkania. Po golach Patryka Kuna i Michała Nalepy Arkowcy zwyciężyli 2:0 i zostawili po sobie naprawdę dobre wrażenie. Najpierw Legia, teraz Śląsk. Kto następny?

    Jaga, która nie jest jeszcze w optymalnej formie, zwyciężyła w Niecieczy najmniejszym nakładem sił 1:0. Gola z rzutu karnego zdobył Łukasz Sekulski, a my nie byliśmy świadkami piłkarskiego widowiska. Mecz z cyklu: obejrzeć, zapomnieć i nigdy już do niego nie wrócić.

    Na koniec niedzieli Lech zremisował z Sandecją 0:0, choć miał znakomite okazje do tego, by wygrać z beniaminkiem. Zabrakło skuteczności w ekipie Kolejorza, choć warto zauważyć, że znakomite zawody między słupkami rozegrał Michał Gliwa, który był najjaśniejszym punktem drużyny z Nowego Sącza.

    Dziś spotkanie Korony Kielce z Zagłębiem Lubi. LV BET przygotował specjalne kursy na te spotkanie. Pełna oferta TUTAJ.

     

    Komentarze