Żużel: Mistrzostwo świata wymaga poświęceń. Doyle pokazał charakter!

Są ludzie, którzy mają charakter do sportu. Żeby osiągać najważniejsze sukcesy, to trzeba balansować na granicy ryzyka. Dla prawdziwego sportowca, porażka, to bardzo trudne doświadczenie. Jedni zawodnicy godzą się z nią łatwiej, inni nie mogą o niej zapomnieć do końca kariery.

Jason Doyle – to żużlowiec, który już w zeszłym sezonie pewnie zmierzał po indywidualne mistrzostwo świata. Niestety, podczas Grand Prix w Toruniu uległ poważnemu wypadkowi i ostatecznie nie mógł wystartować w dwóch ostatnich zawodach całego cyklu. Zaprzepaścił tym samym szansę na upragniony medal.

Ta sytuacja musiała go wówczas strasznie zaboleć. Zdobycie mistrzostwa świata, to jego obsesja. Udowodnił to podczas ostatniego turnieju w Danii. Australijczyk wystartował w nim z  trzema złamanymi kośćmi. Dodajmy do tego, że w przerwie między wyścigami poruszał się o kulach!

Jego poświęcenie zostało jednak odpłacone. Żużlowiec został liderem klasyfikacji generalnej całego cyklu Grand Prix. Ten ogromny wysiłek okupił jednak zdecydowanym pogorszeniem stanu zdrowia. Założono mu opatrunek gipsowy i Australijczyk będzie musiał prawdopodobnie pauzować około dwóch tygodni. Z jego charakterem, to jednak nic pewnego!

Bardzo celnie postawę Doyle’a skomentował na łamach „Przeglądu Sportowego” Marek Cieślak: „Żużlowcy to współcześni gladiatorzy, więc nie można się dziwić, że chcą walczyć o tytuł mistrza świata. Jason Doyle już w zeszłym sezonie przez kontuzję stracił szansę na złoty krążek, więc w tym sezonie już nie odpuści.

To normalne, że nikt nie chce przepuścić takiej okazji i po zakończeniu kariery mieć poczucie, że nie zrobiło się wszystkiego, by zapisać się w historii. Bardziej niż zawodników winiłbym za to organizatorów. Ktoś w Horsens musiał wydać zgodę na start, a przecież wszyscy widzieliśmy, że zawodnik poruszał się o kulach. Nikomu z władz cyklu to jednak nie przeszkadzało” – powiedział trener żużlowej reprezentacji Polski.

To rzeczywiście trafna uwaga. Czy żużlowcy rządzą się innymi prawami niż przedstawiciele innych sportów? Czy komisja lekarska dopuszczając do startu zawodnika, który nie jest w stanie się poruszać o własnych siłach popełniła rażący błąd? Mogli przecież ucierpieć inni zawodnicy!

W żużlu to chyba rzeczywiście „normalne” praktyki. Tomasz Gollob również startował ze złamaniami i wstrząśnieniem mózgu. Żużlowcy to wojownicy. Jak powiedział nam kiedyś w wywiadzie dla naszego portalu Krzysztof Cegielski:

Do żużla nie garną się ministranci, naukowcy czy tęgie umysły. Są to często osoby wychowane przez podwórko, z trudnymi życiowymi historiami, ale właśnie żużel jest dla nich dobrą alternatywą. Często też kluby i stadiony są na osiedlach, gdzie o inne zajęcia jest trudno.

 To nie jest sport akademicki, niewielu jest studentów w tej dyscyplinie. Także zaplecze naukowe nie jest zbyt duże. Jest to sport dla specyficznych osób. Wcale nie uważam, że gorszych od innych. To są najczęściej super goście z otwartym sercem, ale z przeróżnymi charakterami.”

Charakter to słowo „klucz”. Jason Doyle pokazał, że mu go nie brakuje. Nie wiemy jeszcze, jak skończy się dla niego ten sezon, ale jedno jest pewne: Australijczyk poświęci wszystko, aby zdobyć tak pechowo utracony w zeszłym sezonie tytuł mistrza świata.

A jak mu się nie uda? To przynajmniej bez problemu będzie mógł spojrzeć sobie w lustro po kolejnym sezonie i powiedzieć, że zrobił wszystko, aby spełnić swoje najskrytsze sportowe marzenie!

Komentarze