Zimnoch ciężko znokautowany, czarna seria polskiego boksu trwa…

Trwa czarna seria polskich pięściarzy. Krzysztof Zimnoch przegrał przez ciężki nokaut w 3. rundzie z Joey’em Abell’em podczas gali, która odbyła się w Radomiu. To druga w karierze zawodowa porażka pochodzącego z Białegostoku boksera.

Miało być dobrze, miało być zwycięsko – tak przed pierwszym gongiem grzmiał Zimnoch, który mówił w ostatnich tygodniach, że depcze już po piętach światowej czołówce, a jego “drapanie po plecach” tych najlepszych w królewskiej dywizji było w ostatnich dniach cytowane wielokrotnie. Nic dziwnego – Zimnoch miał za sobą na rozkładzie kilku pięściarzy, których nazwiska sporo ważą, ale które do ringu jednak zbyt wiele umiejętności wnieść nie miały prawa. To jednak wystarczyło, by wypromować swoje nazwisko do tego stopnia, by w Radomiu to Zimnoch wystąpił w walce wieczoru i to on kazał czekać ludziom przed telewizorami to późnych godzin nocnych.

Jego przeciwnik to Joey Abell, czyli 36-letni Amerykanin, który wielkim bokserskim wirtuozem nigdy nie był, ale który ma mocny cios z obu rąk i potrafi sporo przyjąć. Ma za sobą kilka naprawdę ciekawych pojedynków, jak z Tysonem Furym, Chrisem Arreolą czy Kubratem Pulevem, ale każde z tych starć przegrał. Na co dzień pracuje w szpitalu psychiatrycznym jako ochroniarz pacjentów oraz gości, którzy ich odwiedzają…

A mimo tego to Abell lepiej zaczął i już w pierwszej połowie był w stanie kilkoma mocnymi ciosami wstrząsnąć Zimnochem. Na pierwszy rzut oka nie było tego widać, ale w powtórkach można było zaobserwować gołym okiem – Zimnoch był podłączony, a jeden więcej mocny, celny cios mógł powalić go na deski.

Co działo się między pierwszą, a drugą rundą? Zimnoch przyznał po wywiadzie: nie pamiętam, trudno jest mi powiedzieć. Kolejne starcie nie było już takie złe, ale mimo wszystko to Amerykanin spisywał się lepiej. W trzecim nastąpiła egzekucja. Prawy sierpowy bity na brodę powalił na deski pięściarza z Białegostoku i ten przez kilka minut nie mógł wstać. Te bardzo silne uderzenie kompletnie zaskoczyło Polaka, który zdawał się wyglądać w tym starciu coraz lepiej.

Zimnoch przegrał po raz drugi w karierze, choć przyznał, że postara się wrócić i będzie chciał stoczyć rewanż. Czy będzie mu to dane? Na pewno nie od razu, bo po takiej walce i takiej porażce odpoczynek jest zdecydowanie ważniejszy.

Zimnoch kontynuuje zatem fatalną serię polskich pięściarzy w kategorii ciężkiej w ostatnich tygodniach. Najpierw przegrał Artur Szpilka przez ciężki nokaut z Deontayem Wilderem. Chwilę po nim Tomasz Adamek padł na deski i już się z nich nie podniósł w starciu z Erickiem Moliną. Kilka miesięcy po nim Andrzej Wawrzyk został zdyskawalifikowany za obecność w jego organizmie niedozwolonych substancji, a Izu Ugonoh również uległ w swoim debiucie na amerykańskiej ziemi Dominikowi Breazeale. W międzyczasie Artur Szpilka sromotnie przegrał z Adamem Kownackim, a teraz swoje trzy grosze dorzucił Zimnoch.

Gdy do tego dodamy utratę pasa mistrzowskiego Krzysztofa Głowackiego i nieudany rewanż Andrzeja Fonfary, który znowu wyszedł z ringu pokonany, to dochodzimy do wniosku, że z naszym zawodowym boksem nie jest wcale tak dobrze, jak się wszystkim wydaje.

Czy Krzysztof Zimnoch wróci na ring? Czy zrewanżuje się Abellowi? Czy stoczy pojedynek z Arturem Szpilką? Na wszystko trzeba poczekać. Nie tak to miało wyglądać.

Komentarze