Zidane będzie miał nowe zajęcie? Nietypowy powrót do wielkiej piłki

Choć nie ma innego trenera na świecie, który tak bardzo rozumiałby Real Madryt i tak idealnie do niego pasował – wszystko ma swój początek i koniec, a dla Zinedine’a Zidane’a przyszedł czas na nowe wyzwania. Zupełnie nowe, bo zostanie… doradcą dyrektora sportowego. Według hiszpańskiego dziennika internetowego "Libertad Digital", legendarny piłkarz podpisał kontrakt z Juventusem.

Francuz podczas pracy na ławce trenerskiej Królewskich dokonał niemal niemożliwego: więcej razy sięgnął po Ligę Mistrzów niż przepracował lat jako szkoleniowiec klubu z Santiago Bernabeu. Trzy razy Liga Mistrzów, dwa Klubowe Mistrzostwa Świata i Superpuchary Europy, po jednym triumfie w lidze i krajowym superpucharze. Niewiarygodne liczby biorąc pod uwagę głosy, jakie obiegły świat po tym, jak Zinedine Zidane przejął drużynę Realu Madryt. Jego szkoleniowe CV było nie tylko pozbawione sukcesów, ale i jakiegokolwiek poważnego doświadczenia w tej roli. Mimo to zagrał wszystkim sceptykom na nosie. Po trzech latach odchodzi z podniesionym czołem, w blasku chwały i zalewie ogromnego szacunku.

Po trzecim triumfie na Starym Kontynencie, a w sumie dziewiątym na trzynaście możliwych, postanowił odejść. Wszystko wskazuje na to, że przerwy od piłki nie będzie miał długiej.

Zdobywca Złotej Piłki, mistrz świata i Europy z reprezentacją Francji, autor przepięknego woleja dającego Realowi Madryt Ligę Mistrzów dołączy do Cristiano Ronaldo w Turynie. To wyraźny znak: Juventus rusza po Champions League. Najpierw zatrudnił specjalistę od wygrywania LM na boisku, a teraz idzie za ciosem i zakontraktuje eksperta, który smak tytułu najlepszej drużyny na Starym Kontynencie zna lepiej, niż w Polsce zna się smak ziemniaków.

Pewnie, że wpadki w Pucharze Króla chwały nikomu w Madrycie nie przyniosły, a w lidze wielką porażką była dominacja tak znienawidzonej w stolicy FC Barcelony, jak i oglądanie pleców lokalnego rywala, Atletico. Pomimo tego nikt nie ma wątpliwości, jaka drużyna jest była ostatnio najlepsza na świecie i kto ją prowadził.

Trzy Ligi Mistrzów z rzędu – dawno nikt nie dokonał bardziej spektakularnej rzeczy. Guardiola w Barcelonie wygrał sześć trofeów w jednym roku, ale nawet jego fantastyczna Barcelona i jej tiki-taka nie obroniła trofeum na Starym Kontynencie. Ostatnia taka dominacja jednego klubu, która przełożyła się na serię wygrywanych trofeów w europejskich pucharach, to Ajax i Bayern w latach 70. To, co osiągnął debiutant Zidane jako trener Królewskich, jest czymś wielkim w całej historii futbolu. Czekaliśmy na to niemal pół wieku.

Jednocześnie jego kariera zaczyna przypominać tor lotu bumerangu.

Zakończył ją w Realu Madryt, tam też zaczął przygodę trenerską. Zanim trafił do stolicy Hiszpanii, ogromne i rekordowe w tamtych czasach pieniądze zainkasował za niego Juventus Turyn, do którego teraz wraca po latach. Na Półwyspie Apenińskim spędził pięć sezonów. Jego powrót na pewno nie obiegnie świata tak ogromnym echem, jak transfer Cristiano Ronaldo, ale z futbolowego punktu widzenia jest nie mniej spektakularny.

Powiedzmy sobie jasno: „Stara Dama” zatrudnia jednego z największych piłkarskich geniuszy, jakich nosi ta ziemia. Człowieka, który zachwycał każdym dotknięciem piłki w czasie kariery zawodniczej, a jednocześnie takiego, który okazał się fenomenalny w garniturze, z krawatem na szyi, stojący już poza boiskiem lub siedzący na ławce rezerwowych w roli trenera.

Czy w Turynie wymyśli proch? Będąc trenerem Realu nie próbował tego zrobić. Królewscy pod jego wodzą byli do bólu skuteczni, mieli odrobinę szczęścia i potrafili się spiąć na najważniejsze spotkania. Zizou nie przewrócił do góry nogami futbolowych prawd i piłkarskiej filozofii. Po prostu osiągnął wynik. Może dlatego, że piłka nożna to w zasadzie prosta gra? A jednocześnie najtrudniejsze jest to, by prosto grać?

Zidane wie, jak to robić. Grał fantastycznie w piłkę, nie gorzej prowadził piłkarzy. Zna futbol od podszewki. Piłkarze się zmieniają, starzeją, odchodzą, doznają urazów, mają wahania formy. Posiadanie kogoś takiego w klubowych strukturach – można zaryzykować stwierdzenie, że najwybitniejszego człowieka piłki ostatnich dwóch dekad – jest o wiele ważniejsze.