Zemsta jest słodka. Grabara wyjaśnił Hajtę na Twitterze

To, że Kamil Grabara i Tomasz Hajto znajdują się na kursie kolizyjnym od dłuższego czasu wiadomo nie od dziś. Młody bramkarz Liverpoolu docina ekspertowi Polsatu. Komentator nie pozostaje dłuższy i odpowiada byłemu stoperowi, ale na ten moment znowu na prowadzenie wyszedł utalentowany golkiper.

 

Niestety, były ekspert znowu nie miał racji. Młodzieżowa reprezentacja Polski pokonała Portugalię 3:1 i sensacyjnie awansowała do mistrzostw Europy. – Za dwa tygodnie przyjdziesz i powiesz: U-21 się skompromitowało odpadając z Portugalią – mówił w programie „Cafe Futbol” Mateusz Borek.

– I tak się kompromituje, że nie awansowało z pierwszego miejsca w grupie – ripostował Tomasz Hajto.

Zdaniem komentatora Polsatu, cztery punkty przeciwko Duńczykom nie są powodem do dumy. Nietrudno się domyślić jaki scenariusz przewidywał na dwumecz z Portugalczykami. Ci na papierze wydawali się być dużo silniejsi od nas. Hajto po prostu nie widział opcji przejścia dalej.

Co najważniejsze, zaplecze kadry nie tylko nie skompromitowało się, ale przede wszystkim, pokonało Portugalczyków i pojedzie do Włoch. Tej znakomitej sytuacji do wbicia kolejnej szpilki nie mógł przepuścić Kamil Grabara, który zaczepił na Twitterze Hajtę.

Nie liczyliśmy zbyt szybko na żadną odpowiedź. Nie tylko dlatego, że były stoper kadry na krytykę lub zaczepki zazwyczaj odpowiada zablokowaniem, ale przede wszystkim z powodu… komentowania meczu reprezentacji Polski. Jak się okazuje, praca, która wymaga skupienia nie przeszkodziła mu, by odpisać „czy są na ty”.

I kompletnie pomijając „ostrość” i celność tej riposty, kompletnie nie rozumiemy jak można jeszcze traktować poważnie Tomasza Hajto. Pal licho wszystkie lapsusy i błędy językowe. Pan komentator jest kompletnie nieobiektywny, a do tego wyjaśniany na każdym kroku. Nie tylko wpisami na Twitterze, ale jak widać również samymi występami na boisku.

O ile na początku cały wizerunek Tomasza Hajty wydawał się być czymś nowym, momentami zabawnym czy po prostu swojskim, o tyle teraz robi się już, delikatnie mówiąc, irytujący. Teraz jednak przeszedł sam siebie – wrzutek na Twittera podczas komentowania jakiegokolwiek meczu kompletnie nie potrafimy zrozumieć.

Kamila Grabarę można albo lubić, albo nie. Trzeba mu jednak przyznać, że w tym momencie ze szpilką trafił znakomicie. A Panu Tomkowi zabrakło nie tylko riposty lub dystansu, ale przede wszystkim klasy i wyczucia czasu.