Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Żeby pomóc klubowi, kibice polskiego klubu… piją piwo. Ogromna sprzedaż!

Można narzekać na wyniki, brak akademii z prawdziwego zdarzenia, marketing czy frekwencję. Można też samemu zadbać o tę ostatnią rzecz i wykupić kilkanaście tysięcy karnetów, a w każdym z pozostałych aspektów działania klubu piłkarskiego pomóc finansowo. Nie musi się jednak wiązać to z uszczupleniem portfela, a chociażby poprzez… picie piwa.

W Łodzi przyszedł czas na pójście za karnetowym ciosem. Projekt, który podbił serca kibiców, nie jest niczym innowacyjnym. Robotnicze, czyli oficjalne piwo Widzewa, ma swoje odpowiedniki choćby w klubie lokalnego rywala, Łódzkim Klubie Sportowym czy też w Zawiszy Bydgoszcz. W przypadku czerwono-biało-czerwonych nie jest to jednak przyjemny gadżet dla kibica, ale też pokaźna suma, która ma wpływać co roku do klubowego budżetu.

Sprzedaż przeszła wszelkie oczekiwania, a zaangażowanie fanów w promocję i dystrybucję złotego trunku sprawiło, że producent piwa – czeski browar Holba – nie nadąża z jego produkcją.

Cena sugerowana piwa wynosi 3,90 zł, więc nie jest tanio, ale za to bardzo smacznie. Produkowane jest ono w Czechach, czyli jednej ze światowych stolic dobrych browarów. Nie ujmując niczego produktom „po zbóju” czy „prawie robiących wielką różnicę” – Robotnicze jest i smakuje jak piwo premium.

Grupę docelową wskazać nie jest trudno, więc jeśli to nie ma być produkt, w którym zakocha się cała Polska – cena nie grała takiej roli, jak jakość. O takową się postarano, więc kibice chętnie korzystają nawet z nieco droższej opcji po to, by wesprzeć klub. W Łodzi wynegocjowali to, by właśnie Widzew zarabiał na sprzedanej butelce najwięcej spośród wszystkich podmiotów.

– Zakładaliśmy w klubie, że przy niższej cenie będzie się udawało sprzedawać milion butelek rocznie. Przy tej obecnej uważam, że na pewno zaskakujące jest to, ile się Robotniczego sprzedało, bo mówimy o liczbie ponad stu tysięcy przy mocno ograniczonej dystrybucji i w ekspresowym tempie – powiedział dyrektor klubu ds. projektów klubowych i IT, Tomasz Sadłecki.

Kolejki po piwo ustawiały się, zanim jeszcze produkt trafił do – nielicznych na samym początku – sklepów. Ich lista była ciągle aktualizowana przez Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kibiców „Tylko Widzew”, które na swojej stronie internetowej utworzyło także „robotniczy szlak”, czyli mapę z miejscami, w których można piwo kupić.

Widziano kibiców kupujących od razu po kilka skrzynek produktów. Zapotrzebowanie jest większe niż obecne możliwości browaru, wynikające z samego środka sezonu. Sto tysięcy butelek trafiło do sprzedaży i to produkt, którego już właściwie nie ma. Kolejne transporty z Czech, które przywiozą do Polski kolejne 200 tysięcy butelek, mają nieco nasycić popyt.

– Wybitni smakosze piwa mówią, że jest bardzo dobre. Mi też smakowało, ale najważniejsze jest to, że odpowiada kibicom. Jesteśmy zadowoleni ze sprzedaży i kwoty, która dzięki niej zasila klubowy budżet. Weźmy pod uwagę też to, że ponad 90% sklepów, które chciałoby to piwo mieć na swoich półkach, nadal go nie ma. Browar pewnie nie spodziewał się aż takiego „boom”, muszą bardzo dużo butelek wyprodukować, by nasycić rynek – mówi nam prezes Widzewa, Przemysław Klementowski.

Dlaczego jeszcze nie nasycono rynku? Projekt miał wystartować już w lutym, który byłby dobrym miesiącem na to, by przygotować się do znacznie szerszej dystrybucji Robotniczego. Wystartowano jednak w środku lata, czyli w środku sezonu. Przez to produkt nie jest dostępny takich ilościach, w jakich chcieliby kibice.

Projekt był wstrzymany, bowiem zdaniem Murapolu – niedoszłego właściciela klubu, który przez wynikający z umowy pierwszy rok jednak był głównym udziałowcem Widzewa – pomysł z piwem miał się nie spinać finansowo. Zrezygnowano z niego z powodów biznesowych, ale na szczęście po powrocie większościowych akcji w ręce Stowarzyszenia RTS Widzew Łódź do projektu wrócono. Na szczęście, bo dzięki temu klub regularnie zasila pokaźna suma.

W przyszłości produkt ma być dostępny w większych sieciach handlowych w wielu miejscach w województwie łódzkim, dzięki czemu sprzedaż może tylko wzrosnąć. Przewidywana kwota zasilająca budżet klubowy z samego piwa może być większa niż cały roczny budżet niejednego rywala łodzian w drugiej lidze.

W przyszłości mają pojawić się urozmaicenia produktu. Pomysły dotyczą choćby zagospodarowania powierzchni pod kapslem, a także sezonowych produktów dodatkowych jak limitowane edycje różnych odmian piwa: ciemnego, mocniejszego, marcowego etc. Pomysłów jest sporo, popyt nie maleje, sprzedaż cieszy władze klubów, a piwo smakuje jego kibicom. Czego chcieć więcej? Przede wszystkim piwa, odpowiedzieliby kibice Widzewa, bo tego już w Łodzi brakuje. Ten stan, przy takim zainteresowaniu, jest jednak tymczasowy.