Zawsze był milionerem, zawsze miał najlepsze auta i dziewczyny. Po prostu Paweł Zarzeczny

Nadeszły te dni w roku, kiedy więcej myślimy o tych, których już z nami nie ma. On jest tym, którego niewątpliwie bardzo brakuje piłkarzom czy kibicom wszystkich pokoleń. Dziś wspomnimy naszego byłego redakcyjnego kolegę - Pawła Zarzecznego. Tekst napisałem dzień po jego odejściu.

Kilka razy wpadł do redakcji Weszło, kiedy jeszcze tam pracowałem. Rozsiadał się na fotelu, otwierał browarek. I rozpoczynał kwiecisty monolog, w swoim stylu zagadując nas – dziennikarzy. Ironicznie, z humorem. Jak to Paweł. Nigdy nie pisałem takiego tekstu, ale kiedy dowiedziałem się, że odszedł, coś ścisnęło mnie za gardło.

Akurat jechałem na wywiad z Leszkiem Ojrzyńskim. Wszedłem do kawiarni, gdzie byliśmy umówieni. Pytam, czy wie o Pawle. Roześmiał się.

– No co tam znowu Pawełek wymodził?

Jeszcze nie słyszał. Gdyby Paweł wiedział, że piszę ten tekst, pewnie powiedziałby, że mogę bazgrać co chcę, bo i tak mnie nie pamięta.

Dlaczego mnie ścisnęło? Przede wszystkim dlatego, że to ogromna strata dla dziennikarstwa, nie tylko sportowego. Może to banalne, ale jedni Pawła lubili, drudzy nie, ale szanowali właściwie wszyscy. Był jakiś. Do końca był wielokolorową gwiazdą naszego środowiska. Dla niego średnio istotne było to, czy jest naczelnym Przeglądu Sportowego, czy nagrywa programy na Weszło. Czy ma furę pieniędzy, czy żyje od pierwszego do pierwszego. Zawsze był milionerem, zawsze miał najlepsze samochody i dziewczyny.

– Kurde, Paweł, zajebisty Land Rover stoi pod domem.

– Wiem, że zajebisty, bo mój. Jedna z trzech moich bryk.

I pokazywał zdjęcia. Albo dziewczyna na zdjęciu w tle w Facebooku. Myślałem, że może to córka.

– Piotruniu, to jedna z moich modelek. Fajna, nie? Pokaże Ci zdjęcia.

Przez jakiś czas jeździłem nagrywać One Man Show, w zastępstwie za Karola, który dla odmiany akurat bujał się po świecie. Nie ukrywam – przed pierwszym spotkaniem miałem tremę. Bałem się, że zaraz złapie mnie na jakimś błędzie językowym. Powie, że jestem spoza górnych trzech procent, które go rozumieją. Okazał się mega sympatycznym, choć specyficznym facetem. Identycznym jak w tekstach, czy filmach – jedynym w swoim rodzaju.

Rano wychodził do kiosku po gazety. Wracając zostawiał otwartą furtkę i drzwi wejściowe. Wchodziłem po schodach, mijając wspomnianego Range’a. On już robił przegląd prasy do One Man Show, popijając piwko.

– Piotruś, na pewno zamknąłeś furtkę? Ostatnio chyba zapomniałeś, bo sąsiad mnie opierdolił.

Ustawiałem kamerę i wychodziłem do pomieszczenia obok, bo nie lubił, jak ktoś się kręcił. Dwadzieścia minut siedziałem w łazience i paliłem papierosa, potem trzeba było dać znak, że czas finiszować. Po nagraniu wracał na łóżko i opowiadał. O wszystkim. O sobie, o trenerach, o dziewczynach, o piłkarzach. Anegdotami strzelał jak z karabinu. Żałuję, że ich nie zapisywałem, pewnie nie tylko ja.

Kilka miesięcy temu spotkaliśmy się przypadkiem, na stacji metra.

– To ty wypisujesz w tych komentarzach, że jestem grubasem? – przywitał mnie, ale nie złośliwie, tylko jak zwykle z charakterystycznym sarkazmem.

Chyba o mnie zapomniał. Nic dziwnego. W końcu w jego barwnym życiu byłem tylko mikroskopijnym incydentem. Ale po chwili się zorientował. Spytałem o to, czy udzieli mi wywiadu. Nie ma problemu. Miałem dzwonić. Nie zadzwoniłem, nie zdążyłem. Do dziś żałuję.

***

– Kurde, ciągle zbieram się, żeby kupić tą twoją książkę – zagadałem po jednym z nagrań.

– Po co będziesz kupować. Weź sobie, mam ich trochę. Napiszę ci nawet elegancką dedykację.

I napisał.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem