Zasłużone zwycięstwo Wisły we Wrocławiu, remisy w Gliwicach i Niecieczy

W najciekawszym z sobotnich meczów Ekstraklasy Wisła Kraków pokonała na wyjeździe Śląsk Wrocław 2:0, przerywając tym samym okazałą passę spotkań bez porażki podopiecznych Jana Urbana. W pozostałych dzisiejszych meczach, w Gliwicach i Niecieczy, drużyny podzieliły się punktami.

W najciekawszym z sobotnich meczów Ekstraklasy Wisła Kraków pokonała na wyjeździe Śląsk Wrocław 2:0, przerywając tym samym okazałą passę spotkań bez porażki podopiecznych Jana Urbana. W pozostałych dzisiejszych meczach, w Gliwicach i Niecieczy, drużyny podzieliły się punktami.

 

Carlitos robi różnicę

Kiko Ramirez podkreślał, że przerwa reprezentacyjna przyszła dla jego zespołu w idealnym momencie. Ostatnie dwa tygodnie piłkarze Białej Gwiazdy spędzili na spokojnej, wytężonej pracy i już od pierwszych minut starcia we Wrocławiu było widać, że rzeczywiście nie próżnowali. Goście od razu rzucili się do ataku, a szczególnie aktywny w ich szeregach był Carlitos. To on podawał do Pawła Brożka, gdy ten groźnie uderzał z ostrego kąta, to on był nieuchwytny dla Tarasovsa i tylko brak precyzji Hiszpana dwukrotnie uchronił wrocławian od utraty gola. Dopiero po przerwie starania najlepszego snajpera Wisły przeszły w konkrety. Najpierw zaliczył asystę przy golu swojego rodaka Imaza, do którego kapitalnie dograł piłkę zewnętrzną częścią stopy. Następnie, celnym strzałem z rzutu karnego, w którego podyktowaniu pomógł system VAR, ustalił wynik spotkania na 2:0. Gdyby nie znaczna dawka fantazji, lub wręcz nonszalancji, kiedy zagrywał piętą podczas szybko wyprowadzonej kontry, a następnie przestrzelił w dogodnej sytuacji, jego zdobycze w tym spotkaniu mogły być jeszcze większe. Zwycięzców się jednak nie sądzi, a Biała Gwiazda była tego dnia drużyną po prostu lepszą i zasłużenie sięgnęła po komplet punktów.

Wisła we Wrocławiu zagrała świetne spotkanie i zasłużenie sięgnęła po komplet punktów.

Śląsk nie zagrał źle, pozornie prowadził grę i częściej utrzymywał się przy piłce, ale w jego grze za mało było konkretów, akcje najczęściej kończyły się przed szesnastką Wiślaków, a nieliczne okazje bramkowe zostały zmarnowane. W końcówce podopieczni Jana Urbana przycisnęli i mogli, a nawet powinni pokusić się o trafienie kontaktowe, ale dobrze i szczęśliwie tego dnia interweniował Michał Buchalik. Dzięki tej wygranej Wisła wraz z Jagiellonią okupuje obecnie trzecie miejsce w tabeli Ekstraklasy, a jej gra w dzisiejszym spotkaniu komunikuje wszem i wobec, głośno i wyraźnie, że Biała Gwiazda wróciła na właściwe tory!

 

Fornalik odmienił Piasta

Jeśli ktoś miał wątpliwości, czy dwa tygodnie pracy z drużyną wystarczyły Waldemarowi Fornalikowi, żeby odmienić oblicze drużyny Piasta, to już odpowiadamy – postęp widoczny jest gołym okiem. Może jeszcze nie, jeśli chodzi o dorobek punktowy, ale to też wydaje się po dzisiejszym spotkaniu kwestią czasu.

Gliwiczanie dziś od pierwszego gwizdka sędziego ruszyli do ataku i po faulu w polu karnym sędzia powinien podyktować jedenastkę dla gospodarzy, ale nie dopatrzył się przewinienia. Przewaga Piasta została w końcu udokumentowana golem Sedlara po połowie godziny gry. Gdy pierwsza połowa meczu dobiegała już końca, Sandecja za sprawą Mateusza Cetnarskiego i…systemu VAR doprowadziła do wyrównania. Po przerwie ciągle atakowali miejscowi, ale cuda w bramce „Sączersów” wyczyniał Michał Gliwa, bez dwóch zdań bohater spotkania.

Bramkarz Sandecji Michał Gliwa był bez wątpienia najlepszym zawodnikiem meczu w Gliwicach.

I gdy wydawało się, że musi w końcu skapitulować, gola na 2:1 zdobyli goście, po akcji dwóch zmienników: podawał Brzyski, a głową trafił Piszczek. I tutaj uwidoczniła się kolejna zmiana, jakiej w postawie Piasta dokonał były selekcjoner. Podopieczni Waldemara Fornalika, zamiast zniechęcić się niepowodzeniem i spuścić głowy, jak to bywało już nie raz w bieżącym sezonie, walczyli do końca i w doliczonym czasie gry wyszarpali remis. Gola na wagę jednego punktu zdobył Mateusz Mak. Coś nam się wydaje, że to trafienie było warte jednak znacznie więcej, niż tylko oczko do ligowej tabeli. Gliwiczanie od następnej kolejki powinni ostro pójść w górę!

 

Mecz walczaków na remis

Trudno wyobrazić sobie lepsze otwarcie meczu niż bramka zdobyta już w trzeciej minucie gry. Tak właśnie spotkanie w Niecieczy rozpoczęła miejscowa Termalica, a kibice klubu spod Tarnowa zaczęli zacierać ręce – tak, Maciej Bartoszek odmienił naszą drużynę. Od tego momentu jednak kontrolę nad meczem przejęli goście i to oni w zasadzie przez całe spotkanie prezentowali lepszy futbol. A strzał Romana Gergela, dający miejscowym gola, okazał się z perspektywy całego meczu jedynym groźnym uderzeniem Bruk-Betu w światło bramki…Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego zabrali się za odrabianie strat, a w końcówce pierwszej połowy rzut karny skutecznie egzekwował Mateusz Szwoch.

Wynik meczu Termaliki z Arką na 1:1 z rzutu karnego ustalił Mateusz Szwoch.

Sama decyzja arbitra o podyktowaniu jedenastki była dość kontrowersyjna, ponieważ wydawało się, że przypadkowe zagranie ręką obrońcy gospodarzy miało miejsce poza polem karnym. Po zmianie stron gdynianie wciąż przeważali, ale czesto brakowało celnego, ostatniego podania, a akcje ofensywne najczęściej kończyły się przed polem karnym Jana Muchy, bądź strzałami z dystansu. Remis ze wskazaniem na gości – takie wrażenia można było odnieść po końcowym gwizdku sędziego. Trzeba jednak sprawiedliwie przyznać, że Arka nie zrobiła w Niecieczy na tyle dużo, żeby z niełatwego terenu przywieźć do Gdyni komplet punktów, a nie tylko jedno oczko.

 

Ofertę LV BET na mecze polskiej Ekstraklasy można sprawdzić TUTAJ!