Zaskoczenie dnia? Mohamed Salah zmienia swój wygląd

Ostatni raz wśród gwiazd futbolowego świata tak bardzo zmianą swojego wyglądu zaskoczył chyba Robert Lewandowski, zmieniając kolor swoich włosów. Mohamed Salah fryzury nie ruszał, choć zszokował jeszcze bardziej. 

Wiemy, jak ważną rolę w dzisiejszym życiu, a przecież futbol jest dla wielu bardzo ważną jego częścią, odgrywa wizerunek, marketing, PR. Zawodnicy z absolutnego topu sięgają po różne sposoby, by wyróżnić się na tle innych. Dzięki temu mogą liczyć choćby na intratne kontrakty reklamowe, które nierzadko zawierają kruczki dotyczące wyglądu (zarost Lewandowskiego a kontrakt z Gilette).

Mo Salah grający fenomenalnie z Liverpoolu, który nie żałuje ani pensa z wydanych na niego 37 milionów funtów, też postanowił coś zmienić w swoim wizerunku. I to dość drastycznie:

https://www.instagram.com/p/BtsntO3DhZy/

Po nim akurat byśmy się nie spodziewali takich ruchów. Na co dzień jest cichy, spokojny, wyważony, skromny. Na pytania kibiców w mediach społecznościowych Liverpoolu odpowiadał w swoim stylu. Ulubione angielskie słowo? Miłość. Ulubiony dźwięk? Mojej córki.  Perfekcyjny dzień? Zostać w domu, zrelaksować się, nie mówić do nikogo.

Nie mówi wiele, a raczej: przemawia czynami. W 2017 roku wybudował w rodzinnym kraju szkołę, szpital i karetkę, a także zasłynął z tego, że pomógł biednym i głodnym ludziom w czasie ramadanu. Hitem okazało się też… wsparcie egipskiej gospodarki kwotą 210 tysięcy funtów.

– Jest wielką gwiazdą, ale nie zachowuje się jak jedna z nich. Nie nosi głowy w chmurach, nie ma much w nosie. Zapieprza także w obronie i nawet słowem nie narzeka – mówi o koledze z drużyny Simon Mignolet. Salah zawsze robi swoje – z pokorą, która zaniosła go na sam szczyt z samego futbolowego dołu.

– Kiedy przeniosłem się do Arab Contractors w Kairze, miałem pięć raz w tygodniu ponad czterogodzinną podróż na treningi. Wychodziłem wcześniej ze szkoły, by zdążyć, w której byłem zresztą tylko dwie godziny dziennie. Teraz sobie myślę, że gdyby nie udało się z piłką to mogłoby być w życiu ciężko, ale chyba każdy piłkarz na tym poziomie podejmował to ryzyko – powiedział kiedyś Mo Salah.

Egipcjanin transferem do Liverpoolu „wygrał życie” – genialnie zaczął i nie spuścił z tonu do tej pory. Kto wie, jak potoczyłby się ostatni finał Ligi Mistrzów gdyby nie niefortunne starcie z Sergio Ramosem?  Wszyscy, którzy sądzili, że będzie „one season wonder”, nie mają w tych rozgrywkach zbyt wielu okazji do powiedzenia „a nie mówiłem?”. Jednosezonowy wyskok, jakkolwiek był genialny i będzie trudny do przebicia w przyszłości, trwa już trzeci rok. W tym sezonie ligowym ma 16 bramek i 8 asyst w 25 meczach, ostatnio pokonał Artura Boruca w meczu z Bournemouth (3:0). Chociaż bardziej adekwatnie może byłoby postawienie mu piramidy, każdego dnia pracuje na pomnik. Ciekawe, czy jeśli będą go rzeźbić – to z brodą czy bez?