Zachwytów nad „Wasylem” ciąg dalszy

W naszych rodzimych mediach sportowych przyszedł teraz taki moment, w którym wszyscy piszą peany na cześć Marcina Wasilewskiego. Ten zawodnik, który sam o sobie mówi, że jest „dzieckiem Nowej Huty” ma za sobą intensywny weekend, jednak nie ma prawa narzekać. Najpierw zagrał bardzo dobry mecz przeciwko Evertonowi, potem świętował z całym zespołem mistrzowski tytuł, a następnego dnia pojawił się w Brukseli, gdzie dostał od władz klubu specjalną koszulkę. Uhonorowali go za to, że jest częścią drużyny, która sprawiła największą niespodziankę w Europie w tym sezonie.

Nie ma się jednak co oszukiwać. Trudno bowiem uwierzyć w to, że jego wizyta w Belgii miała związek tylko z przyjęciem pamiątkowej koszulki. Nie ma co ukrywać, że pomimo tych wszystkich „zachwytów” nad popularnym Wasylem, to nie jest on ważną częścią drużyny w tym sezonie. Zagrał zaledwie w 3 spotkaniach, a jego niektóre występy były co najwyżej średnie. Dlatego też, jest wielce prawdopodobne, że na koniec swojej kariery Polak wróci do miejsca, gdzie jest uwielbiany i darzony ogromnym szacunkiem. Jego szanse na grę są nieporównywalnie większe w zespole „Fiołków”, niż w kolejnym w Premier League. Będzie tak dlatego, że kibice będą przychodzić na stadion w Brukseli między innymi dla Wasyla. Trzeba pamiętać, że piłkarz ma 36 lat i jeśli jeszcze dostaje takie oferty, to raczej nie odmówi.

Wracając jeszcze do tematu medalu za mistrzostwo Anglii. Polak odniósł się do tych wszystkich tekstów i wrzawy medialnej na temat tego, że nie dostanie medalu. Umieścił na swoim oficjalnym profilu na Instagramie zdjęcie z mistrzowskim pucharem i podpisał, że nie musi dostawać medalu, żeby czuć się mistrzem. Jemu się ten krążek należy nie za to, co większość mediów opisuje jako „robienie atmosfery w szatni”, tylko za ciągłą walkę na treningach i gotowość do gry w każdym momencie. To jest część jego pracy. Fakt, że lata lecą i nie jest to jego najlepsza dyspozycja w karierze, ale to nie zmienia postaci rzeczy. Moim zdaniem każdy członek pierwszej drużyny powinien dostawać medal. Koniec kropka.

Ta angielska przygoda Marcina Wasilewskiego jest nagrodą za chart ducha i determinację, jaką pokazał podczas powrotu do zdrowia po koszmarnej kontuzji. Przez rok przeszedł 6 operacji, nie bał się wrócić na boisko i walczyć w takim samym stylu jak przed urazem. Jak widać, taka postawa się mu opłaciła. Warto na jego przykładzie zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. W sporcie zawodowym najważniejsza jest psychika i charakter. Wasilewski nie jest przecież wirtuozem techniki, wszystko co osiągnął zawdzięcza właśnie swojej determinacji. I oczywiście można się bardzo dobrze odżywiać, trenować po kilka godzin dziennie, ale jak się nie ma serca do tego co się robi, to choćbyście byli najlepszymi atletami to i tak nie dojdziecie na sam szczyt. Wasyl tam trafił, a ja nieświadomie napisałem kolejny pean na jego cześć, a założenia miałem zupełnie inne

Komentarze