Z nieba do piekła (i z powrotem?), czyli o siatkówce w stolicy

Zaczęło się od transferu MVP mistrzostw świata 2018 – Bartosza Kurka. Później wybuchła dużo większa euforia, bo klub funkcjonujący wtedy jeszcze pod nazwą ONICO zdobył pierwszy w swojej historii medal mistrzostw Polski. Ale jak się okazało nie każda bajka kończy się dobrze. Mimo to teraz wszystko wskazuje na to, że ta o warszawskiej siatkówce trwa nadal, choć jeszcze kilka tygodni temu było to nie do pomyślenia.

Listopad 2018 roku. Zaledwie dwa miesiące po zdobyciu przez Polskę drugiego z rzędu tytułu mistrzów świata MVP turnieju we Włoszech i Bułgarii – Bartosz Kurek – zostaje bez klubu. Wszystko przez finansowe kłopoty Stoczni Szczecin, której był zawodnikiem od początku sezonu. Okazję wykorzystuje ONICO Warszawa z trenerem Stephane’em Antigą i kilkoma reprezentantami Polski w składzie, które kusi doświadczonego atakującego możliwością walki o najwyższe cele i zapewne także całkiem niezłą pensją.

Tak zaczyna się piękna bajka o warszawskiej siatkówce, która wcześniej co prawda funkcjonowała w PlusLidze, ale nigdy nie odgrywała w niej żadnej znaczącej roli.

Po transferze Kurka wybuchła euforia – wszak do stołecznego zespołu trafił zawodnik uznawany za najlepszego na świecie. Nic więc dziwnego, że w Warszawie zapanowała moda na siatkówkę. Od początku 2019 roku na większości spotkań domowych Torwar, gdzie ONICO rozgrywało swoje mecze, pękał w szwach. Nieraz trzeba było wręcz dostawiać dodatkowe trybuny, a zainteresowanie i tak kilkukrotnie przewyższało liczbę dostępnych miejsc w hali. Sielanka trwała do maja. Właśnie wtedy stołeczni sięgnęli po pierwszy w historii klubu medal mistrzostw Polski (srebrny, po porażce w finale z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle). I właśnie wtedy coś zaczęło się psuć.

„Po transferze Kurka wybuchła euforia”

Na początku tam, gdzie nie sięgają telewizyjne kamery czy dziennikarskie dyktafony – w klubowych biurach. Pierwszym niepokojącym sygnałem było pożegnanie kilku osób związanych z ONICO od lat. Już wtedy w kuluarach dało się usłyszeć, że właściciel – firma ONICO S.A. – znalazł się w poważnych tarapatach finansowych. Niedługo później okazało się, że pojawiły się problemy z wypłatami premii za wicemistrzostwo Polski. Dodatkowo z drużyny odszedł bohater transferu sprzed kilku miesięcy – Kurek. Nie mógł on liczyć na oczekiwaną pensję, która znacznie przewyższała możliwości klubu.

Mimo coraz poważniejszych kłopotów, o których mówiło się nieoficjalnie, wszystko funkcjonowało – przynajmniej teoretycznie – w jak najlepszym porządku. Kontrakty z ONICO podpisywali nowi zawodnicy, m.in. takie gwiazdy jak Piotr Nowakowski czy Kevin Tillie, a nowym trenerem został były selekcjoner reprezentacji Polski, Andrea Anastasi. Z zewnątrz wydawało się więc, że klubowi nie ma prawa stać się nic złego, jednak wewnątrz sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. A idealnym, choć mało szczęśliwym podsumowaniem tego okresu była informacja o złożeniu przez ONICO S.A. wniosku o ogłoszenie upadłości. W wakacje warszawska siatkówka znalazła się nad przepaścią.

Dla trenera Anastasiego nie była to pierwszyzna, bowiem wcześniej pracował w Gdańsku.

Tamtejsza drużyna też musiała radzić sobie z problemami natury finansowej i organizacyjnej, ale sytuacja nie była aż tak katastrofalna, jak w stolicy. Podobno Włoch zdążył nawet powiedzieć swojej żonie, że klub nie przetrwa, a on sam będzie musiał szukać sobie nowej pracy. Zawodnicy mieli wolną rękę w poszukiwaniu kolejnych pracodawców, ale wielu z nich czekało do końca na rozwój sytuacji. Ciśnienia nie wytrzymali jedynie dwaj – Piotr Łukasik, który odszedł do ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, oraz Bram van den Dries, który… trafił do ONICO latem i nawet nie zdążył zagrać w oficjalnym meczu. I choć większość pozostałych graczy, tak jak chociażby reprezentant Polski Bartosz Kwolek, miała na stole propozycje kontraktów w innych zespołach, to ostatecznie nie zdecydowała się z nich skorzystać.

„Dla trenera Anastasiego nie była to pierwszyzna”

Mimo to, że jeszcze dwa czy trzy tygodnie temu nic nie wskazywało na to, że klub przetrwa. Owszem, trwały gorączkowe poszukiwania sponsorów, ale rozmowy się przeciągały, a start sezonu zbliżał się wielkimi krokami. W kontekście potencjalnych inwestycji przewijały się nazwy kolejnych firm. Prezes Piotr Gacek dwoił się i troił, by uratować siatkówkę w stolicy. Zresztą nie tylko on. Podobno w pewnym momencie w „akcję poszukiwawczą” zaangażowali się nawet… sami siatkarze. Kolejnych zawodników do pozostania w zespole przekonywał Andrzej Wrona, który jako urodzony warszawiak i symbol klubu do końca wierzył w to, że zespół wystartuje w rozgrywkach. I w październiku pojawiło się światełko w tunelu.

W pomoc zaangażował się Bertrand Jasiński, wielki fan siatkówki, który w przeszłości trenował nawet w MDK Warszawa. Zaangażował się na tyle mocno, że został właścicielem spółki, która od niedawna nosi nazwę Projekt Warszawa. Rzutem na taśmę PZPS przyznał stołecznym licencję na grę w PlusLidze, a oni sami pod nowym szyldem zadebiutowali w starciu o Superpuchar Polski z ZAKSĄ, który ostatecznie przegrali 1:3. Z kolei po pierwszym spotkaniu PlusLigi z MKS-em Będzin, wygranym przez Projekt 3:1, ulgi nie ukrywał Gacek, który wraz z Jasińskim wziął udział w specjalnie zwołanej konferencji prasowej. Właśnie wtedy dowiedzieliśmy się, że klub udało się uratować dzięki znacznemu wsparciu nowego partnera i sponsora – firmy Westminster. Ale to nie koniec rewolucji. Obaj zapowiedzieli bowiem, że niebawem ogłoszony zostanie sponsor tytularny. A to oznacza dalsze zmiany – nazwy, herbu, może nawet barw.

Kolejne w trakcie ostatnich tygodni, bo przecież trzeba było w ekspresowym tempie przekształcić ONICO w Projekt – nie tylko pod względem formalnym.

Mimo wszelkich problemów bajka o warszawskiej siatkówce zdaje się trwać dalej. Jeszcze kilka tygodni temu wszystko wskazywało na to, że zakończy się ona bez happy endu, ale wsparcie wielu osób i instytucji spowodowało, że na koniec tamtego rozdziału pojawił się dopisek „ciąg dalszy nastąpi”. Pod jakim szyldem? Tego jeszcze nie wiadomo, choć nieoficjalnie mówi się, że wspomnianym wyżej sponsorem głównym ma być Orlen.

Spółka Skarbu Państwa to nieco pewniejsze źródło finansowania, niż prywatna firma. Niemniej całkowite zerwanie z dotychczasową historią i tożsamością klubu oraz zawierzenie się w stu procentach sponsorowi jest zwykle dość ryzykowne, o czym w realiach polskiej siatkówki przekonywaliśmy się wielokrotnie. Pozostaje mieć nadzieję, że w Warszawie uczą się na swoich błędach i w przyszłości historia z ostatnich miesięcy więcej się nie powtórzy.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem