Wypuścili z rąk dwa gole, ale nie trzy punkty

Wychwalani przez wszystkich i pod każdym względem. Mieli wiele świetnych spotkań, zaskoczyli, ale podniesioną przez siebie poprzeczkę ponownie strącili z wielkim hukiem. Wynik, choć wysoki, nie oddaje obrazu tego spotkania. Gdyby mecz w Płocku zakończył się pogromem, nikt w Zabrzu nie mógłby mieć do losu pretensji.

Różnicę poziomów między Wisłą Płock i Górnikiem Zabrze w tym inauguracyjnym spotkaniu była mniej więcej taka, jak ta szybkości Konrada Michalaka i Szymona Matuszka. Akcja, która dała gospodarzom pierwsze wyrównanie w tym spotkaniu to niemal pełny obraz tego starcia. Niemal, bowiem ten spektakl miał jeszcze jednego bohatera, który długo był pierwszoplanowym, aż w końcu koledzy z drużyny zepchnęli go na drugi plan.

„Fabik, co ty robisz?”

Klasyka ekstraklasowego gatunku, czyli Janusz Wójcik i jego wiecznie żywy pojazd do Bartoszu Fabiniaku. Ówczesny golkiper Widzewa Łódź spotkanie z Dyskobolią Groclin Grodzisk Wielkopolski (0:3) zapamięta do końca życia, bo to właśnie ten wyjazdowy pojedynek złamał jego karierę. Popełniał w tym spotkaniu fatalne błędy, ale do historii przeszedł dzięki tyradzie swojego ówczesnego szkoleniowca.

Ja tego chłopaka nie uczyłem bronić – mówił na konferencji prasowej Wójcik i taką samą formułkę mógłby wygłosić Jerzy Brzęczek. Jeśli Kamil Grabara na Twitterze śmiał się z Seweryna Kiełpina, to widząc wyczyny Thomasa Dahne ze śmiech pękł, choć wolałby pewnie, żeby w tym akurat meczu bronił jak z nut. Grabara jest wychowankiem i kibicem Ruchu, więc cieszący się z trafień Górnik nie był dla niego dobrym obrazkiem. To właśnie dwie fatalne interwencje niemieckiego golkipera dwukrotnie dały prowadzenie gościom.

Przed startem rundy wiosennej mówiło się, że w Płocku szukają bramkarza. To właśnie tę pozycję, a także linię ataku, wzmocniono w trakcie zimy. Dziś już wiemy, że golkipera znaleźć się nie udało, choć jednego z nich Wisła zakontraktowała. W piłkarskiej szatni o takich golkiperach mówi się brutalnie: gdyby „Nafciarze” wywiesili na poprzeczce ręcznik, wiele by to nie zmieniło.

Zardzewiałe kilofy Górników

Ciekawi jesteśmy jak interweniowałby Dahne, gdyby został zmuszony do poważnych parad i obron. Umówmy się: piłkarze Marcina Brosza ani razu poważnie nie przetestowali jego umiejętności, a Niemiec skompromitował się dwukrotnie. Najpierw przy nieudanej wrzutce, później w zupełnie niegroźnej sytuacji „wypluł” futbolówkę przed siebie. Takich prezentów nie daje nawet św. Mikołaj w świątecznych bajkach.

Gdyby nie błędy bramkarza, ten mecz Górnik znów mógłby przegrać 0:4. Co najmniej…

Jesteśmy ciekawi, ale jednocześnie wątpimy, by Jerzy Brzęczek tę ciekawość zaspokoił. Od następnego meczu z pewnością między słupkami „Nadciarzy” stanie Seweryn Kiełpin, który przy swoim konkurencie wygląda na Oliviera Kahna. Górnik nie dość, że nie zrobił absolutnie nic by słabszy dzień Niemca w bramce płocczan wykorzystać, to jeszcze po odpakowaniu darowanych prezentów jego piłkarze wyrzucali je przez okno.

Przypominali jednego z bohaterów filmu „Chłopaki nie płaczą”, któremu niepotrzebny był kaktus. Górnicy wyglądali, jakby niepotrzebne były im punkty.

Patrzymy w tabelę i z taką grą, piłkarze Marcina Brosza powinni raczej spoglądać za siebie, aniżeli w stronę fotelu lidera. Dziewiąta Wisła Płock zdemolowała KSG na własnym boisku, podobnie jak w ostatniej jesiennej kolejce dwunasta Cracovia. Będąca poza strefą mistrzowską Wisła Kraków ma tylko pięć punktów straty do Górnika, a przecież swój mecz rozegra dopiero jutro.

Świetny atak – fatalny bramkarz = nadal trzy punkty.

Samo spotkanie będzie się bardzo podobało na skrótach, bo zobaczyliśmy sześć bramek, a gospodarze mogli spokojnie dołożyć dwie kolejne. Gorzej wyglądało w całości, bo – być może przez zmrożoną murawę? – dominowała raczej niedokładność i asekuracyjna gra, aniżeli zalew prostopadłych piłek i podejmowane na potęgę ryzyko.

Górnik wyglądał jak złożony z jedenastu wagonów pociąg z węglem. Wisła, głównie dzięki szalejącemu na skrzydle Konradowi Michalakowi, sprawiała wrażenie znacznie żwawszej. Dopiero piąta bramka w tym spotkaniu padła jednak bez większego błędu któregoś z zawodników (drugą i czwartą zawalił Dahne, pierwszą Matuszek, czwartą – Wolniewicz). Im bliżej końca meczu, tym coraz groźniej i skuteczniej atakowali gospodarze. Udało im się przekonująco wygrać i awansować na piąte miejsce. Muszą jednak uważać, by górna ósemka nie wymsknęła im się z rąk. Dosłownie.

Bartłomiej Stańdo

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem