Ponieważ Legia pokonała w piątek Koronę, zadaniem Lecha w meczu z Górnikiem było zainkasowanie kompletu punktów i powrót na pozycję lidera Ekstraklasy. W stolicy wielkopolski kibice Kolejorza przeżyli jednak srogi zawód. Najlepsza obrona ligi dostała bowiem ostre lanie od najskuteczniejszego ataku rozgrywek.

Nenad Bjelica pod nieobecność Roberta Gumnego przesunął na prawą obronę Marko Situma, a po skrzydłach hasali nastoletni Jóźwiak i Klupś. Marcin Brosz z kolei mógł swoją drużyną zestawić prawie optymalnie, jeśli nie liczyć przetrzebionego kontuzjami ataku, w którym szansę dostali młodzi Urynowicz i Smuga. Lepiej na roszadach wyszedł polski szkoleniowiec.

Do drugiej bramki

Przez początkowy kwadrans meczu tak spektakularnego wykolejenia się zespołu gospodarzy nie spodziewał się nikt. Lech żwawo ruszył do ataku i wykreował sobie mnóstwo sytuacji podbramkowych. Sam Kamil Jóźwiak najpierw trafił w słupek, a następnie stanął w sytuacji sam na sam z Tomaszem Loską, ale „Gienek” wyszedł z tego pojedynku górą. Miejscowi niepodzielnie panowali na boisku, szybko odzyskiwali piłkę po jej stracie, kontrolowali środkową strefę boiska. Po kwadransie gry wydawało się, że nie jedna, a kilka bramek dla ekipy z Poznania to tylko kwestia czasu. I właśnie wtedy swoją pierwszą akcję ofensywną przeprowadził Górnik. I to od razu ze skutkiem w postaci gola Marcina Urynowicza. To było premierowe trafienie napastnika w Ekstraklasie.

Trener Górnika Marcin Brosz po raz kolejny postawił na Marcina Urynowicza, a ten w końcu odwdzięczył się golem/ fot. PressFocus

Ta bramka nie odebrała animuszu Lechitom i chociaż dalej atakowali, między słupkami świetnie spisywał się Tomasz Loska, kapitalnie broniąc między innymi strzał głową Gytkjaera. I kiedy gol wyrównujący wisiał w powietrzu, drugą akcję zaczepną wyprowadzili goście…

Ciężki nokdaun

Górnik był tego dnia zabójczo skuteczny, a drugi gol, w przeciwieństwie do pierwszego, kompletnie podcięła skrzydła Lechowi. Gospodarze przez ostatnie kilkanaście minut pierwszej połowy już nie zdołali się ocknąć, a apatia w ich grze trwała w najlepsze przez… kolejne pół godziny gry po przerwie. Po zmianie stron to zabrzanie mieli więcej z gry.

Rafał Kurzawa zaliczył dwie asysty i był jednym z najlepszych, o ile nie najlepszym piłkarzem na boisku/ fot. PressFocus

Sam Damian Kądzior mógł ustrzelić hattricka, ale zdobył jedynie bramkę na 4:0. Chwilę wcześniej do siatki Matusa Putnockiego trafił Szymon Matuszek, wykorzystując dośrodkowanie Kurzawy i bierność obrońców gospodarzy. Kolejorz po raz kolejny pokazał, że gdy mecz nie układa się po jego myśli, piłkarze zaczynają panikować, a wszystkie plany taktyczne biorą w łeb. A że rywale po drugim trafieniu nabrali pewności siebie i przypomnieli sobie, że jesienią byli rewelacją rozgrywek Ekstraklasy, na kwadrans przed końcem spotkania losy spotkania były rozstrzygnięte.

Maki, czyli światełko w tunelu

Gdy padała czwarta bramka dla Górnika, przy linii bocznej stał już gotowy do wejścia Maciej Makuszewski. To był pierwszy po koszmarnej kontuzji zerwania więzadła w kolanie występ skrzydłowego reprezentacji Polski w meczu ligowym. I 28-latek szybko przypomniał wszystkim zgromadzonym na stadionie przy ulicy Bułgarskiej, jak ważnym ogniwem drużyny był przed odniesieniem kontuzji. Już w jednym z pierwszych kontaktów z piłką zaliczył asystę, dośrodkowując piłkę na głowę Chobłenki.

Jedyny pozytyw dla Lecha? Powrót na boisko i asysta Macieja Makuszewskiego/ fat. PressFocus

Wydawało się, że trafienie to będzie niczym więcej, niż golem honorowym, ale w doliczonym czasie gry rozmiary klęski Kolejorza zmniejszył jeszcze kapitalnym strzałem nożycami Maciej Gajos. Nie zmieniło to jednak faktu, że gospodarze tego spotkania zawiedli na całej linii, a ich plan na mecz, pewność siebie i inicjatywa na boisku rozsypały się kompletnie po utracie drugiego gola. Absolutnie nie wyglądali jak kandydat do mistrzostwa Polski. Górnik natomiast pokazał, że w rundzie finałowej może jeszcze namieszać i powalczy o udział w europejskich pucharach. Dwóch faworytów grupy mistrzowskiej zabrzanie mają już na rozkładzie!

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem