Wstyd, żenada, kompromitacja

Jest nam najzwyczajniej w świecie przykro. Moglibyśmy być źli, rzucać mięsem i tupać nogami pod stołem okazując swoje niezadowolenie. Najgorsze możliwe koszmary, czarne sny, które niegdyś nam towarzyszyły na każdym kroku, po raz kolejny wróciły. Mistrz Polski, Legia Warszawa, nie zakwalifikowała się nawet do fazy grupowej Ligi Europy. W dwumeczu najpierw zgarnęła w papę od mistrza Kazachstanu, by teraz przez 180 minut nie umieć pokazać swojej dominacji nad najlepszą ekipą z Mołdawii. Sheriff Tyraspol, kojarzycie? My do niedawna też nie mieliśmy pojęcia, że taki klub w ogóle istnieje. 

Nie możemy popłynąć w tym tekście za daleko, bo bardzo szanujemy naszego redakcyjnego kolegę Jurasa, który Legię ma w sercu. Ale gdy patrzy się na spotkanie rewanżowe pomiędzy tymi ekipami… z pewnością jakość mołdawskich streamów z rosyjskim komentarzem była lepsza od Legii. Od Legii było wczoraj lepsze wszystko. Boże, jaki to jest wstyd. Mistrz piątego kraju w rankingu FIFA, w której składzie gra jeden z najlepszych piłkarzy świata nie jest w stanie wygrać dwumeczu z zespołem z Mołdawii. Przecież w Mołdawii po wylosowaniu mistrzów Polski trzęśli się ze strachu i godzinami podziwiali mecze Wojskowych sprzed roku w Lidze Mistrzów. Przecież oni wiedzą, że w Warszawie mieszka ponad 2 miliony ludzi i ten kraj żyje piłką. Przecież kilka kilometrów od stadionu Legii jest stadion Narodowy, na którym za kilka dni drużyna Nawałki przyklepie awans na mundial do Rosji. Przecież Legia powinna to wygrać. A jednak – ogolili nas pozoranci z Mołdawii, którzy wielką piłkę oglądają co najwyżej w telewizji.

Maciej Dąbrowski przegrał flaszkę z Mateuszem Skwierawskim z WP.pl, a Michał Kucharczyk w końcu będzie miał trochę więcej wolnego. Cały ten zagraniczny szrot, który przyszedł latem do Legii będzie mógł odetchnąć z ulgą i czarować piłkarskich kibiców nad Wisłą swoimi popisami z Niecieczy, Płocku czy Nowym Sączu. Pierwotnie celowano w Barcelonę, Londyn i Turyn, później w Salzburg, Marsylię i Kijów, by teraz pompować się aż do kolejnych europejskich pucharów zwycięstwami na krajowym podwórku. Miało być pięknie, a nad Warszawę znowu wróciły najczarniejsze chmury. Wszystkim po raz kolejny przypomniało się, że my naprawdę nie potrafimy grać w piłkę.

Możemy o tym napisać jeszcze pięćset stron. Możemy wylać hektolitry żalu – papier wszystko przyjmie. Co prawda pan Dąbrowski z panem Kucharczykiem mogą się z tym nie zgadzać, ale to naprawdę wyglądało żenująco. Nic nie ma prawa tego w żaden sposób wytłumaczyć. Od bardzo dawna nie byliśmy aż tak nisko. W pewien sposób historia napisała się na naszych oczach.

Mistrz Polski odpadł najpierw z mistrzem Kazachstanu, a potem z mistrzem Mołdawii.

Boże, co za wstyd.

 

Jakub Borowicz

Komentarze