Wśród ślepych jednooki królem – Legia wiceliderem Ekstraklasy

Czwarty mecz wygrany z rzędu, trzecie ligowe spotkanie na zero z tyłu. Legia Warszawa pokonała przy Łazienkowskiej Arkę Gdynia 2:0 i po 14. kolejkach Ekstraklasy wskoczyła na pozycję wicelidera rozgrywek. Główny kandydat do mistrzostwa Polski w końcu chwilami go przypominał…

Czwarty mecz wygrany z rzędu, trzecie ligowe spotkanie na zero z tyłu. Legia Warszawa pokonała przy Łazienkowskiej Arkę Gdynia 2:0 i po 14 kolejkach Ekstraklasy wskoczyła na pozycję wicelidera rozgrywek. Główny kandydat do mistrzostwa Polski w końcu chwilami go przypominał…

 

Początek dla Arki

Pierwsze pół godziny spotkania należało do gości. Długie podania oraz inne, najprostsze środki na przeniesienie piłki pod pole karne okazały się wystarczające, żeby przed bramką Legii robiło się gorąco. Niby miejscowi byli przygotowani na to, że Arka jest bardzo niebezpieczna przy stałych fragmentach gry, ale kiedy podopieczni Leszka Ojrzyńskiego zaproponowali nowe sposoby rozegrania wyrzutu z autu – Wojskowi byli w opałach. Strzały Kuna i Siemaszki nie trafiły jednak w światło bramki, a sił na bardzo wysoki, agresywny pressing starczyło jedynie na 25-30 minut gry. W tym fragmencie meczu to zespół z Gdyni częściej był w posiadaniu piłki i sprawiał lepsze wrażenie, ale po pierwszym, wyprowadzonym przez Legię ciosie już się nie otrząsnął, a po przerwie praktycznie nie stworzył groźnej sytuacji podbramkowej. Zarówno cała drużyna jak i poszczególni zawodnicy z minuty na minutę gaśli w oczach, impulsu nie dali też zmiennicy. Jak powiedział po meczu Mateusz Szwoch:

– Dobre pierwsze pół godziny, ale reszta do zapomnienia…

Przez pierwsze pół godziny meczu Legia była w opałach, ale od czego jest Michał Pazdan…

Motor napędowy Gui

Zanim Legia objęła prowadzenie, największą aktywność w jej szeregach wykazywał Guilherme. Brazylijczyk nosił się z zamiarem opuszczenia stolicy Polski, ale w końcu podpisał nowy kontrakt i najwyraźniej na murawie stara się pokazać, że na podwyżkę po prostu zasłużył. Jego próby kombinacyjnej gry z pierwszej piłki często spotykały się z niezrozumieniem ze strony kolegów z drużyny, więc indywidualnymi akcjami nękał obronę gości. Wielokrotnie uderzał na bramkę, między innymi przewrotką. W idealnym świecie zakończyłby mecz z co najmniej dwiema bramkami i asystą na koncie, ale ponieważ występuje w takim, a nie innym otoczeniu – zakończył z zerem po stronie zysków, natomiast w końcówce, po kolejnym nieudanym zagraniu został ukarany żółtą kartką za niesportowe zachowanie i nie zagra w kolejnym spotkaniu. Nie zmienia to jednak faktu, że był motorem napędowym akcji ekipy mistrza Polski i jeśli jego forma będzie szła w górę, może za sobą pociągnąć całą drużynę.

Brawa dla Jozaka

W 37. minucie meczu gola na 1:0, po raz piąty w tym sezonie zdobył Jarosław Niezgoda, wykorzystując dośrodkowanie z rzutu wolnego Mączyńskiego i błędy w kryciu przyjezdnych. Mniej więcej w tym momencie każdy kibic śledzący spotkanie przy Łazienkowskiej już wiedział – Legia tego meczu nie przegra. I rzeczywiście, gospodarze koncentrowali się na obronie w równym stopniu, co w poprzednich, wygranych po 1:0 meczach z Lechią i Wisłą. Ponownie dwoił się i troił Michał Pazdan, który był nie do przejścia. Wojskowi do szczelnej defensywy dorzucili jednak nowy element – widać było, że bardzo zależy im na strzeleniu drugiego gola, który w praktyce „zabije mecz”. Sam Jozak dał ku temu sygnał, ściągając z boiska Mączyńskiego i w jego miejsce posyłając do gry bardziej ofensywnie usposobionego Pasquato. I to przyniosło skutek. Z wielu dogodnych okazji w drugiej połowie meczu warszawianie wykorzystali jeszcze jedną, podanie innego zmiennika, Sadiku, na bramkę zamienił Michał Kucharczyk. O ile po połowie godziny gry przewagę w posiadaniu piłki miała jeszcze Arka, na koniec meczu ta statystyka wynosiła 65 do 35% na korzyść Legii. Po przerwie i dokonanych zmianach była po prostu dużo lepszą drużyną.

Tym razem Romeo Jozak nie bronił skromnej zaliczki, tylko dążył do zdobycia przez Legię kolejnej bramki.

To niestety powinno wystarczyć…

…żeby obronić tytuł mistrza Polski. W 15. kolejce Ekstraklasy Legia zagra na boisku czerwonej latarni rozgrywek, Pogoni Szczecin i nie zdziwimy się specjalnie, jeśli po słabej w swoim wykonaniu rundzie będzie otwierała tabelę… A co dopiero stanie się, jeśli podopieczni Romeo Jozaka wrzucą nieco wyższy bieg? Na dzień dzisiejszy w lidze nie ma zespołu, który gwarantowałby wyższy, przyzwoity poziom gry dłużej, niż przez kilka meczów z rzędu. Wśród ślepych – jednooki królem…

Arka natomiast po starcie bramki wyglądała nieco tak, jakby już myślami była przy piątkowych derbach Trójmiasta. Kiedy plan otworzenia wyniku przy Łazienkowskiej spalił na panewce, a szanse na wywiezienie z Warszawy chociażby punktu stawały się coraz bardziej nikłe, chyba podświadomie gdynianie zaczęli się nieco oszczędzać. W ostatnich tygodniach widzieliśmy mecze, w których prezentowali się dużo lepiej, ba, nawet dziś przez pół godziny potrafili dziś zdominować Legię. A już za kilka dni najważniejszy mecz rundy dla Żółto-niebieskich. Tam walka na pewno będzie trwała do ostatniej sekundy spotkania…