Wspinaczka: Bogumiła Raulin podbija Antarktydę!

Lubimy pasjonatów – wspominamy o tym wielokrotnie. Lubimy ludzi pozytywnych, z zajawką, z pomysłem na siebie i z uśmiechem na ustach. Takich, którzy z szarym Kowalskim nie mają nic wspólnego. Takich, którzy każdą wolną myśl w głowie kierują w stronę marzeń. Marzeń, które z czasem przeobrażają się w cele. Kolejne bariery, które trzeba pokonać.

Takich ludzi nie brakuje. Co ciekawe, na pierwszych stronach gazet raczej ich nie ujrzymy. Często piszą o nich branżowe pisma, występują oni w programach śniadaniowych. Nierzadko mało kto ich zna i prosi o autograf na ulicy. Cieszą się popularnością i szacunkiem wśród ludzi z branży. Wśród podobnych zapaleńców i pozytywnie zakręconych osób.

Bogumiła Raulin, dla znajomych – po prostu Miłka. Właśnie wyruszyła na Antarktydę, by tam wspiąć się na Masyw Vinsona. Jeśli jej się to uda, będzie miała na swoim koncie zaliczone siedem najwyższych szczytów na świecie. Do zdobycia “Korony Ziemi” zostanie jej tylko jeden – Mount Everest.

No i właśnie – 3/4 planu zostało już wykonane. Został wyjazd na Antarktydę i najwyższy szczyt na świecie, na który wyprawa zostanie zorganizowana w 2017 roku. Jeśli Miłka to osiągnie, to będzie najmłodszą Polką, która tego dokona. Będzie liczyła wtedy bowiem dopiero 34 wiosny.

DCIM100GOPRO

Pewnie duże grono naszych odbiorców niespecjalnie wie, skąd wytrzasnęliśmy w ogóle taką kobietę jak Bogumiła Raulin. I musimy przyznać, że nasze zdziwienie jest tym większe, gdy dowiadujemy się, że ktoś o niej nie słyszał. Okej, nie przeczytamy o niej w Przeglądzie Sportowym, ani Gazecie Wyborczej. Kampania promująca jej osobę jest jednak bardzo dobrze zorganizowana, a hasło “Siła Marzeń – Korona Ziemi” jest coraz częściej wpisywaną frazą w internetowych wyszukiwarkach.

Miłka udziela wywiadu za wywiadem, jak sama często żartuje – niedługo będzie znajomym wyskakiwać z lodówki. Potrzebuje rozgłosu, wsparcia, sponsorów i pomocy, by misję cel zrealizować. Mimo że na co dzień pracuje jako inżynier trakcji elektrycznej i całkiem nieźle zarabia, to nie stać ją, by zorganizować w pojedynkę wyprawę na Antarktydę. Koszt takiej wyprawy to bowiem aż 65 tysiące dolarów.

Odnosimy wrażenie, że Miłki nic nie jesteś w stanie złamać. Pytana o wydatki i olbrzymie koszty, odpowiada:

“Wiem, ale postanowiłam kiedyś, że chciałabym ten projekt zrealizować i po prostu robię wszystko w tym kierunku. Mogłabym jeździć rowerem lub łowić ryby i też na swój sposób bym się rywalizowała. Wybrałam jednak góry, więc muszę być bardzo kreatywna.”

Miłka w środę wyruszyła w góry, a w niedzielę powinna być już na miejscu. Na miejscu, czyli na starcie przedostatniej wyprawy. Trzymamy kciuki. Pytając ją, czego życzyć, odpowiedziała krótko – okna pogodowego. Niech ono zatem sprzyja. Będziemy śledzić jej losy.

Komentarze