Wrócił Kita, a wraz z nim siła Widzewa. RTS dobrze zaczyna rok

Rok 2020 nie był dla Widzewa najlepszym okresem: najpierw awans w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach, w których prawdopodobnie nikt ze zgromadzonych na Piłsudskiego 138 nie świętował promocji na zaplecze Ekstraklasy. Jesienią słaby start w pierwszoligowych rozgrywkach, dopiero 13. miejsce na koniec roku, a do tego porażki w najbardziej prestiżowym meczach: z Łódzkim Klubem Sportowym w derbach

Rok 2020 nie był dla Widzewa najlepszym okresem: najpierw awans w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach, w których prawdopodobnie nikt ze zgromadzonych na Piłsudskiego 138 nie świętował promocji na zaplecze Ekstraklasy. Jesienią słaby start w pierwszoligowych rozgrywkach, dopiero 13. miejsce na koniec roku, a do tego porażki w najbardziej prestiżowym meczach: z Łódzkim Klubem Sportowym w derbach i Legią Warszawa w Pucharze Polski. Do tego pandemia, brak kibiców w „Sercu Łodzi” lub ich ograniczona liczba…

Fala złych wiadomości rozpoczęła się od poważnej kontuzji Przemysława Kity. Piłkarza, który jesienią 2019 roku był jednym z najlepszych w drużynie. Świetnie rozumiał się z Marcinem Robakiem, odnalazł się także na skrzydle. Imponował szybkością, walecznością, pomysłowością. Łamał schematy, nieustannie strofował defensywę rywali. Jego wpływ na zespół był jeszcze bardziej widoczny, gdy przez cały rok przechodził okres rekonwalescencji.

W pierwszym meczu 2021 roku Przemysław Kita wrócił do gry, a wraz z nim cały zespół.

Widzew zaczął pewny swego, ofensywnie ustawiony, szukający bramek. I dzięki Przemysławowi Kicie, ale także Pawłowi Tomczykowi w linii ofensywnej miał kim straszyć defensywę Korony Kielce. Samiec-Talar i Michalski wchodzący ze skrzydła również potrafili sprawiać kłopoty, a środek pola w postaci Mateusza Możdżenia i Patryka Muchy nie ograniczał się tylko do obrony.

Właśnie akcja Kity i Tomczyka dała Widzewowi pierwszą bramkę w 2021 roku. Ten pierwszy wyłuskał piłkę w polu karnym, zaś były napastnik Lecha Poznań był w nim faulowany. Sam poszkodowany wziął piłkę, ustawił ją na jedenastym metrze i pewnie pokonał Kozioła. Tym samym zastąpił Marcina Robaka nie tylko na placu gry (kapitan zaczął mecz na ławce rezerwowych), ale też w egzekucji jedenastek. Do drugiej w tym meczu, już w drugiej połowie, także podszedł. Przed utratą trzeciej bramki uratował jednak Koronę jej golkiper.

Drugą bramkę Widzew także strzelił po dwójkowej akcji – znów z udziałem Przemysława Kity.

Wracający do gry po rocznej przerwie napastnik tym razem rozmontował defensywę gości z Piotrem Samcem-Talarem. Kita ładnie przyjmował i groźnie uderzał, zaś wypożyczony ze Śląska piłkarz rozpoczął i skończył akcję. Widzew wygrywał 2:0, później miał doskonałą okazję by podwyższyć na 3:0, więc w żadnym momencie nie stracił kontroli nad spotkaniem.

Zastanawiające były jednak zmiany Enkeleida Dobiego, które nieco wyhamowały łodzian. Druga połowa była w wykonaniu gospodarzy gorsza niż pierwsza, na co wpływ mogła mieć zmiana taktyki. RTS zimą pozyskał dwóch napastników (jeden z nich gra na skrzydle), do tego wrócił Kita, a i tak kończył mecz ze znajomym, niezbyt dobrze kojarzącym się obrazkiem: osamotnionym Marcinem Robakiem. Najlepszy strzelec klubu potrafił znaleźć się w dwóch-trzech sytuacjach, ale stuprocentowej się nie doczekał.

Inicjatywę w końcówce nieco przejęła Korona, która jednak nie potrafiła nawiązać kontaktu z czerwono-biało-czerwonymi. RTS punktuje za trzy i zbliża się do strefy gwarantującej udział w play-offach na osiem punktów, wciąż mając jeden mecz rozegrany mniej. Czy dobry start będzie przy Piłsudskiego zwiastunem dobrego roku?

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem