Work in progress – Grzegorz Krychowiak w WBA

Grzegorz Krychowiak mimo zaległości w przygotowaniu fizycznym zaczyna powoli nadganiać tempo, w jakim funkcjonuje Premier League. Polak, w meczu z Arsenalem, po niemrawym początku, który nie zapowiadał raczej niczego dobrego w jego wykonaniu, po 30 minutach nagle przebudził się i przypomniał sobie, że jeszcze nie tak dawno skutecznie gonił Messiego przez pół boiska, rozbijał ataki

Grzegorz Krychowiak mimo zaległości w przygotowaniu fizycznym zaczyna powoli nadganiać tempo, w jakim funkcjonuje Premier League. Polak, w meczu z Arsenalem, po niemrawym początku, który nie zapowiadał raczej niczego dobrego w jego wykonaniu, po 30 minutach nagle przebudził się i przypomniał sobie, że jeszcze nie tak dawno skutecznie gonił Messiego przez pół boiska, rozbijał ataki najlepszych kreatorów gry na świecie ale i kapitalnie potrafił uruchomić akcję swojego zespołu.

Krychowiak grał cały mecz tym swoim nieco oszukańczym stylem, czyli trochę poczłapał po boisku, by za chwilę pokazać dobre przyśpieszenie, zastawkę i dokładną długą piłkę. Co prawda po kilku takich szarżach ewidentnie musiał „poprawić getry” lub podeprzeć kolana, czyli po prostu dać sobie chwilę na wyrównanie tętna ale po wyczekiwanym przez pół godziny wejściu w mecz, już z niego nie wyszedł.

Nasz kadrowicz jest gotowy do ciężkiej pracy na boisku ale jeszcze nie w trybie interwałowym, z czego był wcześniej najbardziej znany i za co był uwielbiany. Teraz więc gdy znajduje się akurat w stanie „tlenowej recesji” swojego organizmu, chowa się nieco za przeciwnikiem, by nie zachęcać kolegów z zespołu do grania z nim – normalnie, w takim stanie i tak podbiegał do kolegi z piłką, by chociaż zagrać „przyjął – oddał” i dać szansę na korektę pozycji. O ile w takich momentach, gdy brakuje powietrza, można to usprawiedliwić, o tyle mało chęci do zapoznania się z piłką, w początkowej fazie meczu świadczy jednak raczej o zbytniej zachowawczości na boisku w postępowaniu byłego gracza PSG.

Oczywiście nie był to idealny występ. Niektórzy doszukują się błędu w kryciu przy stracie pierwszego gola ale to nie z jego strefy urwał się Alexandre Lacazette. Krychowiak zaliczył w meczu dwie groźne straty, które w Paryżu normalnie kończyły się katastrofą dla zespołu i utratą bramki, a w efekcie i katastrofą dla sytuacji samego zawodnika w klubie. Dopóki po takich ewidentnych błędach, The Baggies nie tracą bramek, dopóty Grzegorza wszyscy będą pamiętać z tych lepszych fragmentów gry, bo tak chcą go postrzegać i kibice West Bromu i kibice w Polsce i wreszcie sam trener Tony Pulis oraz Adam Nawałka. A tych dobrych momentów, kilka było w meczu z Arsenalem. Kapitalny rajd Krychowiaka z końcówki pierwszej połowy, wejście przed rywala i dośrodkowanie na nos Jaya Rodrigueza zostawiło bardzo dobre wrażenie po Polaku ale i ewidentnie dodało pewności siebie jemu samemu. Zaczęło to przypominać Grzegorza jakiego pamiętamy z jego najlepszych dni, bo popisał się również bezpardonowym odbiorem i wyprowadzeniem akcji z własnej połowy szybkim podaniem.

Po 30 minutach ganiania za Alexisem Sanchezem, niczym za uciekającą, rosołową kurą po podwórku w niedzielę, co zakończyło się faulem i żółtą kartką dla Polaka, Krychowiak jakby przesunął się wyżej na boisku i oddał nieco Chilijczyka pod opiekę obrońców ze swojego teamu. Wyszło to z korzyścią dla drużyny, bo Grzegorz zaczął więcej dotykać piłkę i zazwyczaj wiedział co z nią zrobić. To było jedno z dziwactw tego meczu – GK grający lepiej w rozegraniu niż w destrukcji. Kolejne z nich to pomysł na grę  drużyny Pulisa, gdyż zaskakująco dużo podań przechodziło ziemią przez środek pola, a nie latało po kilkadziesiąt metrów do przodu. Z tego zresztą wzięła się największa liczba kontaktów z piłką, w zespole West Bromu właśnie u naszego kadrowicza (55)

W ostatniej fazie meczu, nie wychodziło już Krychowiakowi wszystko tak, jakby chciał lub tak jak pokazał, że potrafi między 30 a 55 minutą. Narastające zmęczenie zaczęło cofać Polaka w stronę własnych obrońców, a jego bieganie między rozgrywającymi piłkę Kanonierami odbywało się już głównie na alibi. Zastanawia też fakt, że Tony Pulis znów dał Polakowi pograć 90 minut, choć gołym okiem widać było, że w końcówce reprezentant Polski nie przydaje się ani w ataku ani w obronie. Kredyt zaufania godny pozazdroszczenia i jakże inna pozycja w zespole niż w Paryżu. Głosy kibiców Arsenalu, pytających z niedowierzaniem po meczu, jak to się stało, że Krychowiak jest w WBA, a nie na The Emirates, świadczą o tym, że droga obrana przez naszego zawodnika może być najszybszą trampoliną do ponownej gry w największych klubach Europy.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem