Sebastian Vettel – czterokrotny mistrz świata, jedna z legend Formuły 1. Charles Leclerc – jeden z najbardziej utalentowanych kierowców w całej stawce. Wydawałoby się, że Ferrari ma skład, który pozwoli walczyć o najwyższe cele. Sęk w tym, że niezdrowa rywalizacja pomiędzy oboma zawodnikami odbija się czkawką całemu zespołowi.

Ci, którzy Formułę 1 śledzą tylko okazjonalnie, twierdzą zapewne, że kierowcy występujący w barwach jednego zespołu ze sobą współpracują, by osiągać jak najlepsze wyniki. Oczywiście dla dobra teamu. Ale wystarczy nieco mocniej zagłębić się w świat F1, by dojść do wniosku, że są to mrzonki. Bo często bywa tak, że napięcia między kierowcami z jednej stajni są po prostu gigantyczne i niejednokrotnie przekształcają się w otwarte konflikty. Tak sytuacja wygląda obecnie m.in. w Ferrari. W zespole od kilku lat czuć narastającą presję, bo ostatni raz kierowca włoskiego teamu zdobył mistrzostwo w 2007 roku. Był to Kimi Raikkonen. A od 2008 roku, kiedy udało się wygrać klasyfikację konstruktorów, zapanowała posucha jeśli chodzi o sukcesy.

W 2015 roku do Ferrari trafił Sebastian Vettel, który zdominował mistrzostwa świata F1 w latach 2010-2013. Wtedy w barwach Red Bulla cztery razy z rzędu zdobywał tytuł.

Niemiec miał pomóc włoskiemu teamowi w powrocie na szczyt, ale od tamtej pory za każdym razem musiał uznawać wyższość rywali – Lewisa Hamiltona (w 2015, 2017, 2018 i bieżącym roku) oraz Nico Rosberga (w 2016 roku). Frustracja zaczęła narastać, gdy przed sezonem 2019 do zespołu trafił Charles Leclerc. Utalentowany kierowca ani myślał o tym, by uznawać wyższość starszego i bardziej utytułowanego kolegi i pracować na jego dobre wyniki. Kilka razy wyścigi kończył przed Vettelem (m.in. wygrał w Belgii czy we Włoszech), a to jeszcze zaostrzyło rywalizację między oboma zawodnikami. Sęk w tym, że teraz cierpi na tym Ferrari.

Napięte relacje zaczęły się komplikować na włoskim torze Monza, kiedy to Leclerc nie pomógł Vettelowi w kwalifikacjach. Niedługo później w Rosji to Niemiec podczas wyścigu nie przepuścił kolegi mimo wyraźnego rozkazu teamu. Ale obaj przeszli samych siebie w miniony weekend w Brazylii. W samej końcówce wyścigu 22-latek wyprzedził starszego z kierowców. Ten jednak nie zamierzał odpuszczać i skontratakował. Zrobił to jednak w taki sposób, że doprowadził do kontaktu bolidów, w efekcie którego u Leclerca doszło do zniszczenia zawieszenia, a u Vettela do przebicia opony. Nie trzeba dodawać, że żaden z nich nie ukończył zawodów.

Większość ekspertów winą za kolizję obarczyła Niemca, który po minięciu kolegi zaczął zjeżdżać w jego stronę, aż pojazdy się zetknęły. Cała sytuacja wywołała prawdziwą furię u szefa Ferrari. Mattia Binotto ostro skrytykował obu swoich kierowców i zażądał od nich przeprosin za nieodpowiedzialne zachowanie. Włoskie media z kolei zaczęły już gdybać na temat ich przyszłości w zespole.

Jeden i drugi chcą walczyć o najwyższe cele, więc żaden nie pogodzi się z rolą kierowcy numer 2.

Obecnie w bardziej uprzywilejowanej sytuacji znajduje się Monakijczyk, który jest przede wszystkim dużo młodszy od kolegi i uznaje się go za jednego z najbardziej utalentowanych i przyszłościowych kierowców w stawce. Z kolei kontrakt Vettela z Ferrari wygasa po sezonie 2020. Mając na uwadze jego ostatnie wybryki i niezdrowe podejście do tej rywalizacji sporo wskazuje na to, że umowa nie zostanie przedłużona. Ale nawet jeśli tak będzie, to obaj będą reprezentować barwy włoskiego teamu jeszcze przez kilkanaście miesięcy. A to może oznaczać kolejny rok bez sukcesów. Za to z gęstą atmosferą i awanturami na torze.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem