Słowo "styl" w ostatnich dniach w kontekście reprezentacji Polski było odmieniane przez wszystkie przypadki. I choć moglibyśmy się doszukać w meczu z Izraelem kilku mankamentów, gdy wygrywasz 4:0 - trudno brać zarzuty dotyczące walorów artystycznych na poważnie. 

Zmiana w porównaniu do meczu z Macedonią Północną była jedna, ale za to jaka! Na placu gry od pierwszej minuty zameldował się Krzysztof Piątek – chyba najbardziej niedoceniany piłkarz ostatnich lat w reprezentacji Polski. I nie mówimy rzecz jasna o kibicach, którzy napastnika Milanu uwielbiają i którego gry domagają się na każdym kroku, ale o stosunku jego dobrej gry i bramek do rozegranych minut z orłem na piersi.

Wszedł z Austrią, strzelił na 1:0, dał zwycięstwo.
Wszedł z Macedonią, strzelił na 1:0, dał zwycięstwo.
Wreszcie: zagrał z Izraelem od początku, strzelił na 1:0, dał zwycięstwo.

Jest niemożliwy. Nie wiemy, co musiałby jeszcze zrobić więcej, by wywalczyć sobie miejsce w ataku reprezentacji Polski na stałe. W piłce reprezentacyjnej – przez brak możliwości transferów – to taktykę dobiera się do zawodników, a nie odwrotnie. Zwłaszcza, gdy na jednej pozycji nie mamy kilkunastu równie dobrze grających piłkarzy.

Dyspozycja strzelecka Piątka i wielka klasa Roberta Lewandowskiego, który dał przepiękną asystę i skutecznie wykorzystał rzut karny, a także mający za sobą najlepszy klubowy sezon w karierze Arkadiusz Milik nie dają wyboru – musimy grać dwoma napastnikami z przodu. Zawsze mieliśmy dobrych bramkarzy, teraz mamy świetną parę napastników (niezależnie, kto z nich usiądzie na ławce) – trzeba się zastanawiać, jak ustawić pozostałą ósemkę, bo te pozycje powinny być nie do ruszenia.

System z dwoma napastnikami służy nie tylko atakującej dwójce, ale i całej drużynie. Biało-czerwonym gra się łatwiej, gdy mogą oprzeć grę na kimś z przodu zamiast wysilać wzrok w poszukiwaniu kogoś w polu karnym. Zwykle nieskutecznym, bo przecież pomagający w rozegraniu Lewandowski rozdwoić się nie może, a trudno oczekiwać po próbującym niekiedy wchodzić w pierwszą linię Grosickim, by wygrywał pojedynki główkowe czy fizyczne z rosłymi stoperami.

Polska zagrała tak, jak grać powinna. Efekty nie były natychmiastowe, nie były spektakularnie inne – ale były!

Czasem brakowało niedokładności Krychowiakowi, momentami nasza drużyna była za bardzo rozciągnięta, stoperzy budowali akcję w ataku pozycyjnym ustawieni zbyt głęboko, do bocznych obrońców w ofensywie standardowo można się przyczepić, podobnie jak do środkowych pomocników w aspekcie kreowaniu gry.

Widać było jednak, że zawodnicy widzą sens w swojej grze i wierzą w to, co próbują grać. Że za każdym atakiem stała nadzieja na strzelenie kolejnej bramki, a nie przymrużone oczy oczekujące na ból spowodowany kolejnym uderzeniem głowy w mur. Kibice też tę nadzieję mieli, a poza tym obejrzeli wreszcie wysokie zwycięstwo swoich ulubieńców. Bramki strzelili oraz asystowali ci, którzy na to zasłużyli najbardziej, a gol Kądziora w końcówce meczu był jego idealnym zwieńczeniem.

Po raz pierwszy od dawna można z uśmiechem się powiedzieć: chcemy więcej! Właśnie tak to powinno wyglądać. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że piłka nożna to prosta gra. Chodzi w niej o zdobywanie bramek. Czasem wystarczy po prostu wystawiać tych, którzy je strzelają regularnie.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem