Władca Lettieri i dwie wieże

Kto to? Projektant mody? – pytali ironicznie dziennikarze, kiedy Gino Lettieri zastępował Macieja Bartoszka. „Wziąć takiego gościa to jak zatrudnić napastnika, który w poprzednim sezonie strzelił jednego gola i zmarnował kilkanaście okazji” – pisano. Śmiano się, że nie pozwala jeść na klubowej stołówce w klapkach. Mówiono, że nie potrafi chwalić. Okazało się, że ten sam Lettieri swoją inteligencją, wyczuciem i warsztatem przewyższył wszystkich trenerów i mędrców ekstraklasy.

Korona wyjeżdża do Gdańska i wygrywa z Lechią 5:0. Kilka dni później do Kielc przyjeżdża Śląsk i ma mniej więcej tyle samo do powiedzenia – 3:0 to tyle zasłużony, co łagodny wymiar kary. Skazywani na (odwieczny) spadek złocisto-krwiści po zakończeniu własne półmetku sezonu zasadniczego awansowali na pozycję wicelidera. Wyniki te nie są wypadkową cudu i przypadku, nie spadły też w prezencie z nieba. Olbrzymia w tym zasługa trenera, który zawstydził Salomona i nalał z pustego.

MacGyver? Dziękuję, postoję!

Im lepiej gra Korona Lettieriego, tym gorsze świadectwo wystawia pozostałym polskim trenerom w Ekstraklasie. Kielczanie bowiem nie grają piłki z kosmosu czy polskiej wersji tiki-taki, nie stosują ekstraklasowego gegenpressingu, nie mają też w swoim składzie Messiego, Ronaldo i Ronaldinho. Mają Kaczarawę i wykorzystują to w stu procentach.

Korona po zwycięstwie ze Śląskiem wskoczyła – przynajmniej do soboty – na pozycję wicelidera tabeli.

Kojarzycie serial o bardzo uzdolnionym eks-agencie służb specjalnych? Tym gościu, co z gumki recepturki, agrafki i kawałka taśmy klejącej potrafił zrobić helikopter, a gdyby miał pod ręką jeszcze pastę do zębów i młotek to mógłby podbijać Marsa? Pewnie, że kojarzycie, ale nawet jeśli nie: takich MacGyverów widzicie na co dzień, w niemal każdym klubie ekstraklasy. Przypatrzcie się trenerom, którzy mają w swoich składach Deję, Mójtę i Hołotę, a snują na konferencjach opowieści o pięknej, ofensywnej, widowiskowej grze. Którzy podążają za europejskimi trendami, zagęszczają środek, zamieniają pozycjami skrzydłowych, a po pierwszym gwizdku sędziego ich drużyny nie potrafią wymienić pięciu dokładnych podań.

Gino Lettieri to nie jest Jose Mourinho, który zstąpił na naszą biało-czerwoną ziemię. Nie jest też Leo Beenhakkerem, który karmi nas prawdami oświeconymi i każe wyjść z drewnianych chatek. To gość, który tylko i aż jest realistą. Nie udaje, że pod jego wodzą Korona będzie prezentować się jak skrzyżowanie FC Barcelony z NBA All-Star Team. Widzi poziom, dostosowuje do polskiego otoczenia taktykę, zawodników i na koniec wygrywa. Styl prowadzonej przez niego Korony nie jest prostacki, choć tak może na pierwszy rzut oka wyglądać. Jest realistyczny.

Gino przypomina piłkarza, który przyszedł do wypełnionej niby-technicznymi zawodnikami drużyny. Wszyscy próbują strzelać spadające liście jak Ronaldo, a ich piłki lądują na czwartym piętrze. Próbują mijać jak Messi, a przewracają się na pierwszej treningowej tyczce. Wtedy wchodzi Lettieri, ma piłkę w polu karnym i zbyt długo się nie zastanawia. Uderza „z czuba” i wszyscy koledzy pękają ze śmiechu, ale tylko przez sekundę. Ich humor psuje piłka trzepocząca w siatce.

Dwie wieże

Wielu „postępowych” trenerów z dziesięcioma licencjami i setką certyfikatów satyrycznie uśmiechnęła się pod nosem, gdy zobaczyła skład Korony na mecz ze Śląskiem. Kaczarawa i Soriano mają „na oko” łącznie cztery metry, więc siłą rzeczy kielczanie nie mieli prawa zakręcić się w okolicach tysiąca podań w tym spotkaniu. „Co mi jednak po tych podaniach i posiadaniu, skoro każda akcja kończy się na 30. metrze od bramki i kolejnym dośrodkowaniu na głowę obrońców?”, mógł pomyśleć Lettieri. I miałby rację.

W Kielcach znaną w całej Europie jest drużyna Vive, zwycięzca Ligi Mistrzów w piłce ręcznej przed dwoma laty. Taktyka Lettieriego przypominała ustawienie rodem ze szczypiorniaka, to z dwoma obrotowymi. Funkcjonowała ona nie tylko w ofensywie, gdzie nawet bezmyślne wybicie znajdowało swojego adresata. Para napastników harowała również w obronie. Nie można się przyczepić do powrotów, działał też pressing. Kiedy Włoch z Gruzinem atakowali obrońców i ci musieli grać długą piłką, ta skazywana była na stratę. O futbolówkę na połowie Korony walczyło bowiem dziewięciu gospodarzy z szóstką wrocławian.

Ktoś oczywiście tym bulterierom z przodu musi dostarczać mięso. W Koronie fantastyczną pracę wykonuje Żubrowski. Kawałki od niego są wysmażone idealnie – żadnego nie przypala, nie trzeba czekać na nie zbyt długo, a jednocześnie bije od niego wewnętrzny spokój i brak zbędnego pośpiechu. Można zaryzykować stwierdzenie, że to lepsza wersja Cezarego Wilka.

Nie oszukujmy się: gorszy z tej pary napastników jest Soriano. Chociaż niższy, to bardziej surowy technicznie od Kaczarawy, częściej też tracił piłkę. Wielu trenerów w polskiej ekstraklasie chciałoby go jak najszybciej zmienić, a najlepiej w ogóle nie wystawić. Lettieri natomiast zdawał sobie sprawę, że swoją postawą Włoch pracuje na Gruzina, dzięki któremu ten drugi ma o połowę więcej miejsca i swobody. Nie jest dzięki temu osamotniony jak chociażby Robak w piątkowy wieczór w Kielcach, a przez to także niemal bezużyteczny. I to procentuje: Kaczarawa wywalczył karnego, strzelił gola, zaliczył asystę. Potwierdził dobrą dyspozycję sprzed kilku dni, gdzie jedna połowa wystarczyła mu do zdobycia dwóch bramek w Gdańsku.

Miło się patrzy na Koronę, bo to nie jest chaos, tylko konsekwentnie realizowany plan. Piłkarze nie są mamieni nierealnymi wizjami i założeniami taktycznymi. Swoją ofensywą taktyką Lettieri daje im wyraźny znak: macie biegać, walczyć, atakować. Bez nadmiernego respektu, szukania „kwadratowych jaj”. Włoski szkoleniowiec wykorzystuje przez to każdy, nawet najmniejszy moment bojaźni u rywala. Nie bierze jeńców. I przede wszystkim patrzy na Koronę i widzi ją taką, jaka jest naprawdę. Dostał dwie wielkie pałki, więc nie udaje, że to kałasznikow, tylko bierze zamach i bije nimi po głowie kolejnych rywali.

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Komentarze