Witamy w krainie piłkarskich absurdów. Kibic groził piłkarzowi, że go… zastrzeli

W polskiej piłce spotykaliśmy się już z różnymi nietypowymi sytuacjami, ale jak pokazują nam w różnych, jeszcze bardziej egzotycznych ligach, wciąż są pewnego rodzaju rezerwy. Tym razem nietypowy powód przerwania gry miał miejsce nie z powodu wbiegnięcia na boisko przez kibica, rozrób czy pirotechniki. Chodziło o... grożenie bronią jednemu z zawodników przeciwnego zespołu.

Widzieliśmy już masę tzw. „pitch invasion” – jedne były śmieszne, inne żałosne, a kolejne miały za zadanie przesłać polityczny apel (tak było chociażby podczas finału mistrzostw świata w Rosji). To, czego świadkami byli kibice kenijskiej Premier League przechodzi jednak ludzkie pojęcie. Jeden z widzów zaczął grozić piłkarzowi, że go zastrzeli. Najbardziej absurdalny jest jednak powód takiego zachowania.

Fan wyciągnął pistolet podczas kłótni z graczem, który nie zgadzał się z decyzją arbitra. Sprawa oczywiście trafiła na policję, a o interwencję ma pokusić się również federacja, która na ten moment czeka na raporty od obu klubów. – Zasady są proste. Za sytuację odpowiedzialni są gospodarze, którzy nie zapewnili odpowiedniej ochrony, ale goście powinni również bardziej uważać na swoich fanów – tłumaczył dla stacji „Citizen TV”, inspektor policji.

Nieco śmieszniej zaczęło się robić, gdy okazało się, kim był napastnik. Kibic był… oficerem, który przyszedł na mecz. W międzyczasie ma zajmować się też ochranianiem członków krajowego parlamentu. Trzeba przyznać, że facet chyba delikatnie minął się z powołaniem i chyba lepiej radzi sobie w roli przestępcy niż stróża prawa. Nic jednak dziwnego, że przestępczość w tym kraju stoi na tak wysokim poziomie, a polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych ostrzega przed wyjazdami do Kenii, skoro piłkarz bardzo szybko powalił agresora.

Wyjazd na mecz w tamtym kraju może być jednak bardzo ciekawym przeżyciem, którego nie zapomni się do końca życia. W ostatnim czasie, podczas meczu pomiędzy Leopards a Thika United na murawę wbiegł fan i zaatakował arbitra. Kontynent afrykański jest kopalnią podobnych historii – w maju tego roku zawieszono etiopską ekstraklasę.

Jaki był powód? Po straconej bramce przez Welwalo Adigrat, sześciu piłkarzy ruszyło w stronę arbitra. Ten próbował uciekać, a także bronić się chorągiewką, ale ostatecznie został dopadnięty przez zawodników i dotkliwie pobity.

Pamiętajmy jednak, że podobne absurdalne sytuacje zdarzają się nawet w Europie. Nie musimy chyba nikomu przypominać, co działo się z chociażby PAOK-iem Saloniki, gdy właściciel klubu wjechał na boisku w towarzystwie właścicieli i swojego pistoletu. W Grecji również z tego tytułu zawieszano rozgrywki.