Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.
Tydzień rozbudzonych nadziei, tydzień udanych początków i wielkich rozczarowań. Nie tak wyobrażali sobie ostatnie dni krakowscy kibice, a przynajmniej Ci, których serce bije w rytm „Jak długo na Wawelu”. Tym razem Biała Gwiazda poległa, choć wspomniani fani zapewne wciąż wierzą (i słusznie!), że ich klub „zwyciężać będzie wciąż”.

Atmosfera była iście świąteczna – Poniedziałek Wielkanocny, na trybunach ponad 20 000 ludzi, a na murawie ekstraklasowy szlagier. Słodyczy temu pełnemu wesela obrazkowi dodała prawa noga Carlitosa, która fenomenalnie skierowała stojącą piłkę wprost do bramki przyjezdnych. Potem jednak było już tylko gorzej. Wyczyn Hiszpana powtórzył Gytkjær z tą tylko różnicą, że pewnie wykorzystał rzut karny, nie wolny. Nie ograniczył się przy tym do jednego trafienia – po zmianie stron dołożył jeszcze dwa gole, zatrzymując się na trzech. Tyle samo punktów zapewnił swojej ekipie, która z tarczą udała się do Wielkopolski. Wiślacy tym razem na tarczy i ze złymi humorami zeszli do szatni, dziękując uprzednio kibicom za wsparcie.

Kolejorz mimo wielu absencji kadrowych podniósł poprzeczkę dość wysoko, a klasę rywala docenił na pomeczowej konferencji prasowej szkoleniowiec Białej Gwiazdy Joan Carrillo.

„Po pierwsze Lech jest drużyną bardzo mocną i gratuluję mu zwycięstwa. To zwycięstwo było zasłużone. Chciałbym jednak podziękować swoim zawodnikom, bo próbowali grać i podjęli walkę choć mecz był dla nas bardzo trudny. W pierwszej części kontrolowaliśmy grę, lecz dostaliśmy bramkę do szatni, co nas podminowało. W drugiej połowie graliśmy bardziej sercem niż głową i czegoś nam brakło. Nie mam pretensji do swoich zawodników. Dziś naprawdę się staraliśmy. W tym momencie wolałbym już myśleć o sobocie i arcyważnym meczu z Sandecją. Mam nadzieję, że po nim będę się mógł uśmiechać” – mówił Hiszpan wybiegając już w przyszłość. Starcie Wisły z drużyną z Nowego Sącza, podobnie jak reszta ekstraklasowych potyczek, rozpocznie się w sobotę o 18.00.

Swoich starszych kolegów na pewno świetnie rozumieją piłkarze z Centralnej Ligi Juniorów, którzy w sobotę zmierzyli się z ekipą MOSP Białystok. Podopieczni Mariusza Jopa byli w jeszcze lepszej sytuacji niż pierwsza drużyna z R22. Do przerwy prowadzili już 2:0 po bramkach Laskosia i Morysa. Po raz kolejny okazało się jednak, że wynik ten wcale bezpieczny nie jest – zawodnicy z Podlasia zdołali odwrócić stan rywalizacji i po zwycięstwie 3:2 zainkasowali komplet oczek.

„Niestety w drugiej odsłonie daliśmy poczuć rywalom, że mogą osiągnąć korzystny rezultat. Objawiało się to w postaci niewymuszonych błędów indywidualnych przy wyprowadzaniu piłki czy problemach w kryciu przy bramce kontaktowej dla rywali. Trzeba było strzelić kolejne gole, zresztą takie było nasze założenie po przerwie. Na pewno nie zamierzaliśmy poprzestać na dwubramkowym prowadzeniu. W pierwszej połowie zdecydowanie przeważaliśmy. Oprócz dwóch bramkowych sytuacji mieliśmy kilka stuprocentowych okazji, które powinny skończyć się powiększeniem przewagi” – tłumaczył po spotkaniu trener Jop.

Ten tydzień był więc bardzo pechowy dla Wisły Kraków. Pozostaje mieć nadzieję, że dużo lepsze nastroje będą dopisywały przy ulicy Reymonta po ostatnim spotkaniu w rundzie zasadniczej, a potem pozostanie tylko walka o jak najwyższe cele w grupie mistrzowskiej. Oczekiwanie na 30. kolejkę Lotto Ekstraklasy umilić Wam może, drodzy Czytelnicy, lektura magazynu „R22”, który jest do nabycia w Wiślackim Świecie przy Stadionie Miejskim im. Henryka Reymana. W nim między innymi wywiad z Marcinem Wasilewskim oraz słów kilka o filozofii futbolu Joana Carrillo.

Tomasz Brożek/Wisła Kraków