Wisła – Legia, pojedynek snajperów. Carlitos kontra…no właśnie, kto?

Jeszcze rok temu, w analogicznym okresie, szukając pojedynku snajperów w ligowym klasyku mielibyśmy problem, żeby godnego przeciwnika znaleźć dla Nikolicia, a nawet Prijovicia. Jak wiele może zmienić się w przeciągu zaledwie 12 miesięcy pokazuje jednak sytuacja obu klubów przed niedzielnym hitem Ekstraklasy: Wisłą – Legia. Mistrz Polski jest bezzębny, podczas gdy Biała Gwiazda dysponuje aktualnie goleadorem, jakich niewielu biegało ostatnio po krajowych boiskach.

 

Carlitos, bo o nim mowa, razem ze swoim rodakiem Igorem Angulo szturmem wzięli bieżące rozgrywki Ekstraklasy. O ile jednak starszego z Hiszpanów mieliśmy już okazję poznać w poprzednim sezonie, kiedy wywalczył tytuł króla strzelców rozgrywek I ligi, o tyle umiejętności snajperskie Carlitosa, wyciągniętego z rezerw Villarealu, były wielką niewiadomą. 27-latek już w swoim debiucie przeciwko Pogoni przywitał się z polskimi boiskami golem, przy okazji prezentując kilka zagrań wysokiej klasy. Praktycznie z miejsca stał się liderem zespołu Białej Gwiazdy, bez zbędnych bajek mówiących o aklimatyzacji w nowym kraju, poznawaniu kolegów z drużyny czy założeń taktycznych trenera. Fakt faktem, że w Wiśle jego rodaków nie brakuje, ale wiadomo, jak to zazwyczaj wygląda. Hiszpan natomiast pokazał, że jeśli ktoś jest naprawdę dobry, nie potrzebuje wymówek, tylko po prostu strzela gole. A tych dla klubu z Reymonta 22 w oficjalnych spotkaniach zdobył już 9. W ostatnim meczu, przeciwko Śląskowi zaliczył też fantastyczną asystę przy trafieniu Imaza. Czy jest lepszy moment na zdobycie dziesiątej, jubileuszowej bramki niż szlagier kolejki przeciwko Legii? Pytanie czysto retoryczne. Nic dziwnego, że to właśnie Carlitos został twarzą ligowego hitu i wziął udział w klubowym spocie promującym mecz.

Carlitos jest nie do powstrzymania przez obrońców Ekstraklasy. Czy w niedzielę zdobędzie 10. gola w sezonie?

Na przeciwległym biegunie, jeśli chodzi o napastników, leży obecnie Legia. Gdy zimą poprzedniego roku opuszczał ją król strzelców Ekstraklasy, Nemanja Nikolić, wszyscy liczyli, że zastąpi go będący w niezłej formie Aleksandar Prijović. “Szwajcarski Zlatan” stwierdził jednak, że woli grać w Grecji i wymusił na władzach klubu transfer do PAOK Saloniki. Wówczas to dla ekipy z Łazienkowskiej rozpoczęły się schody. Tomas Necid okazał się wielkim transferowym niewypałem, a w kontekście Daniela Chimy Chukwu częściej czytaliśmy o źle dobranym obuwiu, które spowodowało kontuzję palca, bądź Stadionie Narodowym, z którym Nigeryjczyk pomylił obiekty treningowe Legii, niż o strzelanych bramkach i dobrej postawie na boisku. Wojskowi o tytuł walczyli praktycznie bez napastnika i tylko zwyżce formy skrzydłowych i ofensywnych pomocników zawdzięczają mistrzostwo kraju. W bieżącym sezonie dalej nie ma kto strzelać goli, a i reszta zawodników znacznie obniżyła loty. Król jest nagi i widzi to każdy, kto chociaż trochę zna się na piłce nożnej.

Najlepszym strzelcem zespołu jest aktualnie 22-letni Jarosław Niezgoda, który tak dobrze poczynał sobie w poprzednim sezonie na wypożyczeniu w Ruchu Chorzów. Napastnik ma jednak na koncie tylko trzy trafienia i nie jest to wyczyn, który o trzęsienie kolan przyprawi Michała Buchalika i ustawionych przed nimi obrońców Wisły. Dwa trafienia i trzy asysty zaliczył Armando Sadiku, o którym mówiono, że to najdroższy transfer w historii polskiej Ekstraklasy. Albańczyk jednak najpierw długo dochodził do optymalnej formy fizycznej, a kiedy już to uczynił…zupełnie przestał strzelać gole. Ostatecznie także legendy o kwocie odstępnego za 26-letniego piłkarza okazały się przesadzone, a on sam stracił miejsce w składzie na rzecz Niezgody. Kto jeszcze trafia dla Legii w tym sezonie? Dwie bramki zdobył Michał Kucharczyk i…to by było na tyle, jeśli chodzi o kwestię zawodników, którzy więcej niż raz posłali piłkę do siatki.

Najskuteczniejszy napastnik Legii w tym sezonie, Jarosław Niezgoda, zdobył trzy bramki.

W niedzielę oczy kibiców, którzy najprawdopodobniej po brzegi wypełnią stadion przy ulicy Reymonta 22, zwrócone będą na Carlitosa. Jak ważne są jego bramki dla zespołu Wisły Kraków, niech zobrazują poniższe statystyki. Gdy Hiszpan nie grał, bądź nie wpisywał się na listę strzelców w meczach o stawkę, Biała Gwiazda wygrała raz, raz zremisowała i poniosła cztery porażki. Gdy snajper znajdował drogę do siatki, jego zespół wygrał 5 razy, raz zremisował i tyko raz przegrał. Kogo natomiast należy bać się w szeregach Legii? To pytanie pozostawiamy bez odpowiedzi…

 

Komentarze