Wisła Kraków wciąż bez zwycięstwa. Świetny mecz „Nafciarzy”

Radosław Sobolewski jako trener Wisły Płock rywalizował wcześniej trzykrotnie ze swoim byłym klubem, w którym czterokrotnie sięgał po mistrzostwo Polski. Najpierw wygrał, później zremisował, a ostatnio przegrał 0:1. Cykl został zamknięty, Sobolewski zaczął od nowa. Od wygranej - pewnej, przekonującej i zasłużonej.

To był wielki powrót wiślaków na stadion przy Reymonta 22 w Krakowie. Górą trener gości, Radosław Sobolewski, a strzelanie rozpoczął inny były zawodnik „Białej Gwiazdy”, Alan Uryga, który strzałem głową wykończył dośrodkowanie z… autu. Wznowienie rękami zza linii bocznej Damiana Zbozienia okazało się na tyle mocne i wysokie, że było idealną okazją dla zawodnika „Nafciarzy”.

Uryga przeskoczył Janickiego i otworzył wynik meczu, ale z gola się nie cieszył. Tym samym chciał pokazać szacunek dla klubu ze stolicy Małopolski.

Kilkanaście minut później powinno być 2:0. Piłkę w łatwy sposób stracił Szot, Patryk Tuszyński „zatańczył” z Żukowem, którego zwiódł już w polu karnym i fenomenalnie wyłożył piłkę Szwochowi. Pomocnik klubu z Płocka w tempo wbiegł między Sadloka i Mehremicia, ale w stuprocentowej sytuacji źle trafił w futbolówkę. Odpowiedzieć chciał Jean Carlos, ale osamotniony zdecydował się na strzał w długi róg bramki Kamińskiego, który minął słupek z zewnętrznej jego strony.

Następny fragment meczu to niezbyt dobry czas dla strzeżącego bramki „Białej Gwiazdy” Lisa. Najpierw „wypluł” strzał Tuszyńskiego, a później źle wyszedł z bramki, kiedy to po dośrodkowaniu Szwocha uprzedził go Michalski. Tego ostatniego nie upilnował Sadlok, przywdziewający w tym spotkaniu opaskę kapitańską pod nieobecność Jakuba Błaszczykowskiego. Ta dwójka była zamieszana w pierwszą ciekawszą akcję Wisły w drugiej części gry. Akcję na prawej stronie rozegrał Kuba, po czym świetnie wycofał przed pole karne do Sadloka. Jego strzał został jednak zablokowany.

Wisła Kraków myślała o złapaniu kontaktu, ale w 70. minucie urwali go goście, właściwie zamykając mecz.

Strata Vullneta Bashy była opłakana w skutkach. Albańczyk popełnił jednak błąd nie tylko niedokładnie podając, ale też odpuszczając krycie autora ładnego trafienia. „Nafciarze” wyszli bowiem w kontrze trzech na trzech, a dzięki zblokowaniu strzału był jeszcze czas na powrót. Niepilnowanego Damiana Rasaka zauważył Tuszyński, miękko wrzucił piłkę, a pomocnik Wisły Płock nożycami podwyższył na 3:0.

W końcówce aktywni byli jeszcze młodzi: Buksa i Szot, którzy oddali po jednym strzale i zrobili dwójkową akcją, w której (nie)faulowany był ten drugi. VAR anulował decyzję o rzucie karnym, który mógł zamienić się w gola honorowego. Takowego nie było. Choć w statystykach przewagi zwycięzców nie było widać (niemal tyle samo strzałów, większe posiadanie piłki, liczba podań i ich celność krakowian, tyle samo rzutów rożnych) – to jednak w derbach największej rzeki w Polsce zasłużenie górą Wisła z Płocka.

Gol Lewandowskiego i przepiękna asysta. Bayern miażdży!

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem