Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Wikielec – warmińska mekka kompromitacji

Jeden punkt w jedenastu meczach. Kilka dni wcześniej zwolniono trenera, bo widmo spadku z trzeciej ligi - awans do której jest największym sukcesem w historii klubu – zaczęło zaglądać coraz głębiej w oczy. Do miejscowości liczącej 577 mieszkańców ma przyjechać Widzew – klub z miasta, w którym 577 osób średnio rodzi się co miesiąc w łódzkich szpitalach. Wszyscy byli gotowi na porażkę, marzyli o najniższym wymiarze kary, czekali na ścięcie. Wtedy nie wiedzieli, że mecz z czterokrotnym mistrzem Polski będzie punktem zwrotnym. Może nawet w całej historii klubu.

Jeden punkt w jedenastu meczach. Kilka dni wcześniej zwolniono trenera, bo widmo
spadku z trzeciej ligi – awans do której jest największym sukcesem w historii klubu –
zaczęło zaglądać coraz głębiej w oczy. Do miejscowości liczącej 577 mieszkańców ma
przyjechać Widzew – klub z miasta, w którym 577 osób średnio rodzi się co miesiąc w
łódzkich szpitalach. Wszyscy byli gotowi na porażkę, marzyli o najniższym wymiarze kary,
czekali na ścięcie. Wtedy nie wiedzieli, że mecz z czterokrotnym mistrzem Polski będzie
punktem zwrotnym. Może nawet w całej historii klubu.

Patryk Wolański – uznany niedawno za największe odkrycie ekstraklasa i wielki talent, kupiony przez
duńskiego potentata, FC Midtjylland; ma aspiracje powrotu z Widzewem do ekstraklasy i zostania
legendą klubu.

Daniel Gołębiewski – 131 meczów w ekstraklasie, 21 bramek, powołany siedem lat temu do
reprezentacji Polski na mecz z Kamerunem.

Aleksander Kwiek – mistrz Polski z Wisłą Kraków, niemal 300 meczów w ekstraklasie w jej barwach, a
także Górnika Zabrze, Odry Wodzisław, Korony Kielce, Jagiellonii Białystok i Zagłębia Lubin.

Dominik Nagy – reprezentant Węgier, wielki talent, Legia kupiła go za milion euro i miała zamiar
sprzedać 22-latka z dużym zyskiem.

Wielki talent węgierskiej piłki, legionista Dominik Nagy zna smak kompromitującej porażki z GKS Wikielec…

Hildeberto – mimo 21 lat w swoim piłkarskim CV ma już występy w drugiej drużynie Benfiki czy
Nottinhgam Forest (22 mecze i dwa gole w Championship).

Co łączy wszystkich tych piłkarzy, a także pozostałych w drużynach łódzkiego Widzewa oraz drugiej
drużyny warszawskiej Legii? Wszyscy skompromitowali się w małej miejscowości na czwartym
poziomie rozgrywkowym. Łodzianie, mimo dwukrotnego obejmowania prowadzenia, tylko
zremisowali 2:2. Jeszcze gorzej zaprezentowała się posiłkowana zawodnikami mistrza Polski druga
Legia, która zasłużenie i wysoko przegrała 0:3.

Czerwono-biało- czerwonych pogrążył dwukrotnie 19-letni Rafał Śledź. Warszawian „napoczął” ponad
dwa razy starszy Remigiusz Sobociński, który pomimo 43 lat na karku imponuje sylwetką, motoryką i
strzelecką formą. Kibice znają go z występów w ekstraklasie – był napastnikiem Amiki Wronki,
Jagiellonii Białystok czy Śląska Wrocław. Na piłkarskiej emeryturze wystawiany był na lewej obronie,
dopóki nowym trenerem nie został dotychczasowy asystent i drugi piłkarz szerzej znany w piłkarskiej
Polsce, Arkadiusz Klimek.

Przesunięcie Sobocińskiego do ataku okazało się strzałem w dziesiątkę. Sponsorowana przez firmę
Rolimpex drużyna z małej miejscowości zagrała z faworyzowanym Widzewem bez żadnych
kompleksów. Nadmierny respekt, który dostrzec można było w liczbie zdjęć robionych m.in. z
Franciszkiem Smudą, skończył się wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego. Widzewiacy grali tak, jakby
byli zszokowani olbrzymimi pokładami ambicji, charakteru, waleczności i determinacji młodych
zawodników. Z wyjątkiem wspomnianego Sobocińskiego, bramkarza Jacka Malanowskiego (28 lat)
oraz stoperów: 27-letniego Piotra Kacperka (gol na 2:0 z Legią) i 32-letniego kapitana, Arkadiusza
Kopruckiego, reszta to zawodnicy bardzo młodzi. Żaden z pozostałych siedmiu piłkarzy pierwszego
składu nie ma na karku więcej niż 22 wiosny.

Remigiusz Sobociński strzelanie bramek dla GKS Wikielec łączy z okazyjnym prowadzeniem…drużyny Tymbarka!

GKS Wikielec na pewno w pewnym stopniu skorzystał na nieszczęściu klubu z oddalonej o zaledwie
cztery kilometry Iławy. Tamtejszy Jeziorak w 2014 roku ogłosił upadłość, a nowy klub – z niemal identycznym herbem, tymi samymi barwami i tożsamością – zaczął od rozgrywek B-Klasy. Awanse rok
po roku pozwalają wspinać się po kolejnych szczeblach rozgrywkowym. Niebiesko-biali chcą nawiązać
chociażby do pięciu lat spędzonych na zapleczu ekstraklasy (lata 1995-2000), ale obecnie rywalizują
na poziomie iławskiej okręgówki.

Najzdolniejsi juniorzy przeszli do leżącego nieopodal GKS-u Wikielec, który w tym sezonie awansował
do trzeciej ligi. Wyniki nie do końca odzwierciedlały grę drużyny z małej miejscowości – GKS
przegrywał minimalnie, ale zawsze i wszędzie. Przegrali także z Turem Bielsk Podlaski, dla którego
jeszcze niedawno były to jedyne punkty i miła odskocznia od cztero-, pięcio- i sześciobramkowych
porażek. Mecz z Widzewem był szokiem. Długo w Wikielcu nikt nie wierzył w to, co się stało.
Łodzianie zostali bardzo mocno skrytykowani przez swoich kibiców, którzy do tego momentu
wybaczali swoim ulubieńcom naprawdę wiele. Miarka w liczącej niemal sześćset osób wsi się
przebrała.

– Po remisie w spotkaniu z Widzewem zespół uwierzył, że może powalczyć z każdym.
Trzeba jednak pamiętać, że na takie spotkania jak sobotni pojedynek z klubem z Łodzi nie
trzeba specjalnie nikogo motywować. Dopiero w kolejnych meczach przekonamy się, na co
nas stać – tonował nastroje Arkadiusz Klimek, ale już widać, że ten remis dał mocnego kopa
całej drużynie. Po sensacyjnym podziale punktów remis udało się wywalczyć w Ełku, a także
zdeklasować drugi zespół mistrzów Polski.

Aleksander Kwiek w Ekstraklasie rozegrał ponad 300 spotkań. To za mało na pokonanie GKS Wikielec…

3:0 z Legią II Warszawa również przejdzie do historii. Tak pozytywnej dla gospodarzy, jak
niechlubnej dla stołecznego klubu, a także oddelegowanych do gry w tym spotkaniu
Hildeberto oraz Dominika Nagy’a. Taką postawą na pewno dwaj obcokrajowcy nie
przybliżyli się do pierwszego składu warszawian, ale dla gospodarzy nie miało to
najmniejszego znaczenia. Ktokolwiek teraz przyjedzie na położony nieopodal Iławy malutki
obiekt nie będzie patrzył w tabelę, historię czy statystyki. Zamiast tego przypomni sobie to, co
o „młodych wilkach” mówił w „Kilerów 2-óch” Wąski do Siary. „To nie są leszcze, Stefan”.