Wielki ból głowy Brzęczka. Nasza obrona będzie istnieć tylko teoretycznie?

Wczorajsze mecze Ligi Mistrzów nie przyniosły polskim kibicom zbyt wielu powodów do zadowolenia. Więcej było nawet tych do zamartwiania się, bo pod znakiem zapytania stoi pojawienie się Kamila Glika przez ważnymi meczami reprezentacji. W starciu z Club Brugge musiał przedwcześnie opuścić boisko z powodu urazu. To oznacza wielkie kłopoty dla Jerzego Brzęczka.

Ranga ostatniego meczu w Lidze Narodów teoretycznie jest mała. Najprawdopodobniej i tak pożegnamy się z Dywizją A (chyba, że grupy zostaną rozszerzone), a szans na boiskowe pozostanie wśród najlepszych reprezentacji nie ma. Piłkarze nie mogą jednak zapomnieć, że w grę wchodzi rozstawienie do eliminacji do mistrzostw Europy.

Wciąż możemy utrzymać się w pierwszym koszyku, ale do tego przydałyby nam się trzy punkty w meczu z Portugalczykami. Brzmi jak „mission impossible”? Niestety tak, zwłaszcza po wczorajszym urazie Kamila Glika, po którym nasza obrona może istnieć tylko teoretycznie.

Na zgrupowanie przed ostatnimi spotkaniami kadry w tym roku powołanych zostało dziewięciu obrońców, z czego czterech stanowią stoperzy. Ta liczba może się skurczyć, co oznacza, że przeciwko gwiazdom z Półwyspu Iberyjskiego musi zagrać dwóch z trio: Artur Jędrzejczyk, Marcin Kamiński i Jan Bednarek.

A to nie jest dla nas dobry sygnał i zdecydowanie zapowiada kłopoty. Regularnie występuje jedynie stoper mistrza Polski!

Liczby zdecydowanie nie powalają. Marcin Kamiński miał od początku sezonu miejsce w wyjściowym składzie Fortuny Duesseldorf – do ósmej kolejki opuścił tylko inaugurację, ale później grał od deski do deski. Działo się tak do feralnego spotkania z Eintrachtem Frankfurt. Po popisach Luki Jovica, Michael Rensing wyjmował piłkę z siatki aż siedmiokrotnie.

Po dwóch słabszych w meczach w wykonaniu Polaka, trzeci stał na dramatycznym poziomie. Na pocieszenie można dodać, że aż sześciu piłkarzy otrzymało wtedy najgorszą możliwą ocenę. Problem jest taki, że nie wszyscy wylądowali na ławce rezerwowych. Ten los spotkał Marcina, który na siedząco obejrzał już dwa mecze Fortuny.

Do składu wrócił w ten weekend i choć jego zespół wygrał z Herthą aż 4:1, to jego ocena wyniosła 4, czyli poniżej przyzwoitości. Tylko jeszcze jeden piłkarz miał tak samo słabą notę i był to napastnik, który zszedł z boiska jako pierwszy.

Jeśli w składzie nie pojawi się „Kamyk”, to tym trudniej zrozumieć nam będzie postawienie na Jana Bednarka. Byłemu piłkarzy Lecha Poznań nie idzie o wiele lepiej w Premier League. W tym sezonie zagrał zaledwie 80 minut – ostatni raz dokładnie miesiąc temu. Od tego czasu nie łapie się nawet na ławkę rezerwowych.

W barwach Southampton wystąpił jeszcze wcześniej w spotkaniu EFL Cup z Evertonem. Liczba minut nie robi wielkiego wrażenia, choć na drobny plus możemy wziąć nie najgorsze noty, które dostaje za swoje występy. Pod tym kątem znacząco przebija Kamińskiego.

Z nominalnych stoperów zostaje nam jedynie Artur Jędrzejczyk, który u Ricardo Sa Pinto ma pewny plac i zapewnioną regularną grę. Jako kapitan nieco odżył, ale dobrą lub co najmniej przyzwoite występy potrafi przepleść wielbłądami. Ten pamiętamy, chociażby z meczu z Wisłą Kraków, gdzie karygodnie pozwolił uciec Jesusowi Imazowi. Dobrą postawę z pierwszej połowy zamazał jednym błędem, który zaważył na losach spotkania.

Do kadry powołano z powrotem Thiago Cionka, choć tego nie rozumiemy kompletnie. Selekcjoner najpierw mówi, że nie pasuje do jego koncepcji, bo za słabo wyprowadza piłki, a teraz ma być kołem ratunkowym. Kompletnie bez sensu!

Czy inaczej byłoby podczas starć reprezentacji z dużo silniejszymi przeciwnikami niż piłkarze Wisły Kraków? Na tej pozycji w wyjściowym składzie w kadrze nie zagrał od… pięciu lat. Przeciwko Słowakom stworzył duet z Marcinem Kamińskim. Z pewnością nie zaliczy tego meczu do najlepszych.

– Jedno słowo: dramat. Nawet pomijając to, że zamiast koncentrować się na rzucie rożnym dla Słowaków, dyskutował sobie z Olkowskim, ale kiedy dał się przepchnąć przed polem karnym i wyłożył jak długi, to ocierało się o kompromitację. Jego i Kamińskiego szczęście, że rywalom w drugiej połowie nie za bardzo się chciało – pisał o nim „Przegląd Sportowy”, który ocenił go na dwójkę.

Sytuacja w obronie nie wygląda więc najlepiej, by nie powiedzieć, że jest fatalna. Również rywalizacja na lewej obronie nie sprawia, że jesteśmy spokojni. Do kadry powołano Huberta Matynię, a także Rafała Pietrzaka. Umówmy się, że nie brzmi to najlepiej, więc jedyną pozycją, o którą nie musimy się martwić to prawa obrona. Tam mogą zagrać zarówno Paweł Olkowski, Tomasz Kędziora jak i Bartosz Bereszyński.

Przed Jerzym Brzęczkiem arcytrudne zadanie – ani Portugalia, ani Czechy do najłatwiejszych przeciwników nie należą, a nasza obrona jest w kompletnej rozsypce. I to, niestety, tuż przed najważniejszym meczem w Lidze Narodów. Pozostaje liczyć na rychły powrót Kamila Glika i informacje, że kontuzja nie jest aż tak groźna. W przeciwnym razie, czekać nas może bardzo bolesna przerwa na mecze kadry.