Wielka kasa, wielki bałagan. WBSS, czyli prestiżowy turniej niejasności

Za nami pierwsze cztery pojedynki prestiżowego turnieju bokserskiego World Boxing Super Series. Znamy już półfinalistów, którzy powalczą o trofeum Muhammada Aliego i zgarną naprawdę olbrzymie pieniądze. Wciąż jednak, mimo że całe rozgrywki już trochę trwają, pojawia się wiele wątpliwości kibiców. W skrócie: nie do końca wiadomo, co i jak.

Za nami pierwsze cztery pojedynki prestiżowego turnieju bokserskiego World Boxing Super Series. Znamy już półfinalistów, którzy powalczą o trofeum Muhammada Aliego i zgarną naprawdę olbrzymie pieniądze. Wciąż jednak, mimo że całe rozgrywki już trochę trwają, pojawia się wiele wątpliwości. W skrócie: nie do końca wiadomo co i jak.

Zacznijmy od początku.

W grudniu 2016 roku Denis Lebiediew, jako mistrz świata federacji WBA i IBF zmierzył się z Muratem Gasijewem. W puli były dwa pasy, ale w ostatniej chwili wycofano jeden, ten WBA. Na wypadek zwycięstwa pretendenta, zabiera on jeden tytuł, drugi zostaje w rękach Lebiediewa. Co za tym idzie – Rosja miała jednego mistrza świata przed pojedynkiem, a dwóch po nim, gdyż Gasijew wygrał. Lebiediew ucierpiał, ale już Rosja, jako państwo, nie.

Turniej WBSS miał na celu stworzenie rozgrywek, w których czterech mistrzów świata (WBA, WBC, WBO i IBF) zmierzy się z czterema pięściarzami, którzy zostaną dopasowani do par. Mistrz nie będzie mógł walczyć z mistrzem, aby to wszystko miało jakiś sens i jakąś hierarchię. Problem w tym, że Lebiediewa w turnieju w ogóle nie było. W zamian za to pojawił się w nim Dmitrij Kudriaszow, który czempionem nie jest.

Później stwierdzono, że do każdego pojedynku trzeba będzie wyznaczyć rezerwowego, który na wypadek kontuzji któregoś z zawodników wskoczy w miejsce walczącego w pojedynku głównym pięściarza. Problem polegał na tym, że walki turniejowe były cztery, a każda odbywała się kiedy indziej i gdzie indziej. Pierwsza w Berlinie, 9 września, ostatnia w New Jersey 21 października.

Krzysztof Głowacki i Mateusz Masternak, jako nominowani na rezerwowych pierwotnie nie wiedzieli, kiedy i z kim w razie czego będą mogli skrzyżować rękawice.

Pod koniec sierpnia nie było ponadto oficjalnie wiadomo, kto będzie rezerwowym w starciu Oleksandra Usyka z Marco Huckiem. Dopiero Andrzej Wasilewski przed kamerami Polsatu powiedział, że najprawdopodobniej padnie na Noela Gevora. WBSS jednak tej informacji jeszcze kilka dni później oficjalnie nie potwierdziła.

Kontrowersje wzbudzała obecność w turnieju Krzysztofa Włodarczyka. O ile ktoś ze stajni Wasilewskiego był brany pod uwagę w turnieju, o tyle mało kto przypuszczał, że będzie to Diablo. Większość dziennikarzy i ekspertów wychodziło z założenia, że tak prestiżowy turniej powinien mieć możliwie najmocniejszą obsadę. Stąd typowano Główkę, który jest obecnie lepszym pięściarzem.

Krzysztof Głowacki – wielki nieobecny turnieju WBSS

Głowacki oficjalnie swojego rywala poznał również bardzo późno, bo dopiero około dwóch tygodni przed walką. Niby wiedział szybciej, niby się pod niego szykował, ale media spekulowały, kim on może być i nikt prawdę mówiąc nie miał pojęcia.

Dziś, gdy znamy pary półfinałowe, nie wiemy dokładnie, kiedy kolejne walki się odbędą. Spekuluje się o przełomie stycznia i lutego, ale nikt tej informacji jeszcze oficjalnie nie potwierdził. Wiadomo natomiast, że areną zmagań będzie Arabia Saudyjska, co samo w sobie było dosyć sporym zaskoczeniem. Wiadomo też, jacy są rezerwowi dla obu par. Wśród czterech dominowanych jest dwóch Polaków (Głowacki, Masternak). Pierwszy zmierzy się z Noelem Gevorem, drugi z Keithem Tapią, którzy uzupełniają listę rezerwowych. Nie wiadomo natomiast, który z rezerwowych (Głowacki czy Gevor) wejdzie do rywalizacji jako pierwszy, gdy wypadnie któryś z dwójki (Usyk/Briedis). Czy Głowacki automatycznie uzupełni lukę po „swoim” pięściarzu z ćwierćfinału (Briedis), czy może będzie obowiązywały inne kryteria, jak na przykład to, że miejsce mańkuta musi wypełnić mańkut (takie chodzą również słuchy).

Pytań jest wiele, ranga poważna, turniej sportowo naprawdę bardzo ciekawy, ale pytań i niewiadomych jest tyle, że całe rozgrywki od strony organizacyjnej wyglądają bardzo nieprofesjonalnie. Czekamy na jakieś konkrety, bo dziś nawet nie wiemy, na kiedy bukować bilety do Arabii.

Jakub Borowicz