#WidzewskiRaport 3: Król wraca na stare śmieci

    To był szalony tydzień w klubie z al. Piłsudskiego. Wpadka na inaugurację sezonu była ostatnim gwoździem do trumny Przemysława Cecherza, którego zastąpił doskonale znany i bardzo przez kibiców Widzewa lubiany Franciszek Smuda.

    Na pierwszy mecz przy al. Piłsudskiego w sezonie 2017/2018 fani czerwono-biało-czerwonych przyjdą w nastrojach, które kompletnie nie pasują do wyniku spotkania z Victorią Sulejówek. Na 60-lecie klubu z Sulejówka widzewiacy przegrali z gospodarzami w słabym stylu 1:2, na co wpływ z pewnością miała czerwona kartka Adama Radwańskiego. Widzew ostatnie pół godziny musiał grać w osłabieniu i kilka minut po „czerwieni” swojego młodzieżowca stracił bramkę.

    Niespodziewanie już minutę później wyrównał Marcin Kozłowski pięknym strzałem zza pola karnego. Jak przyznał w pomeczowych wywiadach, ta bramka nie dała mu żadnej satysfakcji, bowiem kilkanaście sekund po tym trafieniu Victoria znów wyszła na prowadzenie, którego do ostatniego gwizdka sędziego już nie oddała. Trzy bramki w trzy minuty dały trzy punkty Victorii, Widzew zaś wracał do Łodzi bez zdobyczy punktowych i, jak się później okazało, również bez trenera.

    Przemysława Cecherza na ławce trenerskiej zastąpił Franciszek Smuda, którego w mieście włókniarzy przedstawiać nie trzeba. To tutaj „Franz” rozpoczął swoją wielką trenerską karierę. – Jak zdążysz przyjechać jutro rano na trening, będziesz trenerem Widzewa – powiedział Smudzie ówczesny właściciel klubu, Andrzej Grajewski. Tak zaczęła się przygoda, której owoce kibice Widzewa wspominają do dziś. Dwa mistrzostwa Polski, thrillery zakończone happy endem w meczach z odwiecznym rywalem, warszawską Legią, a ponadto Superpuchar Polski i wywalczenie awansu do Ligi Mistrzów. W – a jakże! – dramatycznych okolicznościach.

    Zwycięstwa na Łazienkowskiej z Legią (od 0:2 do 3:2 w ostatnie pięć minut na wagę mistrzostwa) czy zwycięska porażka w Brondby („Panie Turek, kończ pan ten mecz!”) – to papierki lakmusowe tamtego Widzewa Smudy, którego cechował słynny „widzewski charakter”. Kibice liczą na to, że teraz widzewiacy również będą grać nie tylko do samego końca, ale z sercem i charakterem. – Widzew to zespół, który słynął z charakteru i ten charakter nadal musi być kontynuowany. Chcę otoczyć się ludźmi, którzy z klubu się wywodzą, są prawdziwymi widzewiakami, jak Tomek Łapiński czy Mirek Szymkowiak – powiedział na pierwszej konferencji Smuda.

    Asystentem trenera Smudy został Marcin Broniszewski, który współpracował z byłym selekcjonerem reprezentacji Polski między innymi w Zagłębiu Lubin, Wiśle Kraków czy też SV Jahn Ratyzbona. 37-latek był bliski samodzielnego przejęcia Widzewa już zimą, ale wtedy stery objął ostatecznie Przemysław Cecherz. Broniszewski oglądał pierwsze spotkanie Widzewa w tym sezonie z wysokości trybun, zaś po wtorkowej prezentacji Smudy prowadził z nim wspólnie pierwszy trening na al. Piłsudskiego.

    Okazję do piątego już debiutu Smuda będzie miał w najbliższą sobotę, kiedy Widzew podejmować będzie Świt Nowy Dwór Mazowiecki. Na analizę gry rywali „Franz” jednak z pewnością nie będzie przeznaczał wiele czasu. – Bez względu na to, jaki jest to poziom rozgrywkowy, można naprawdę szybko znaleźć wspólny język z zawodnikami i poznać specyfikę danej ligi. Nigdy nie ustawiam drużyny pod kątem przeciwnika, to my mamy grać swoje – stwierdził na konferencji. Czy słusznie, przekonamy się w sobotę o 19:10, kiedy to Smuda zacznie pisać swój piąty rozdział w łódzkim Widzewie.

     

     

    Bartłomiej Stańdo
    Biuro Prasowe RTS Widzew Łódź

    Komentarze