Widzew wreszcie prawidłowo wyciągnie wnioski? Pierwszy: mecz trwa 90 minut…

Widzew Łódź dobrze zaczął inaugurację nowego roku w rozgrywkach drugiej ligi, ale źle skończył. Mecz z Olimpią Elbląg mógł być dla wielu swoistym deja vu, bowiem ponownie łodzianie osiedli na jednobramkowym laurze i oddali inicjatywę, w konsekwencji oddając również punkty.

Pozytywy? Gdy Widzew chciał strzelać bramki, to przeważał na boisku. W pierwszej połowie nie pozwolił gościom na wiele, kontrolując spotkanie i zamykając Olimpię na własnej połowie. Również gdy ta doprowadziła do remisu, niewiele czasu zajęło widzewiakom zareagowanie na stratę gola i ponowne wyjście na prowadzenie.

Negatywy? Nawet w tej pierwszej, dobrej połowie Widzew oddał… zaledwie jeden celny strzał.

Adam Radwański wykonał świetny ruch w momencie, gdy tyłem do bramki piłkę przyjmował Marcin Robak. Uzupełnił lukę powstałą po schodzącym do rozegrania napastniku, dając mu przestrzeń do podania. Kapitan czerwono-biało-czerwonych takie okazje dostrzega i uruchomił Radwańskiego, który dobrze wykończył akcję.

Problem w tym, że to był jedyny moment, kiedy bramkarz gości mógł interweniować. Innych strzałów w światło bramki nie odnotowano. Stuprocentowych sytuacji również. Jaki był tego powód? Widzew przecież grał nieźle piłką, kreował akcję od stoperów (duża rola sprowadzonego w ostatniej chwili Huberta Wołąkiewicza) i opanował środek pola.

Mimo to zespół często nie był w stanie pomóc swojemu jedynemu napastnikowi – czy to przez zbyt nisko ustawione skrzydła, czy przez za rzadko wbiegającego tak jak w akcji bramkowej w pierwszą linię Adama Radwańskiego. Widać to w niektórych sytuacjach, w dodatku tych, które były najdogodniejszymi w pierwszej połowie. Jeśli Marcin Robak był na swojej pozycji, wyłączali go z gry dwaj stoperzy…

Opcji do rozegrania Radwański często też nie miał wiele w ostatniej tercji boiska. Gdy wybierał któregoś ze skrzydłowych, ten kryty często wycofywał piłkę – udanych dryblingów sobie bowiem nie przypominamy. Akcja oznaczona wyżej zakończyła się zaś przeciętą próbą prostopadłego podania.

To jednak pół biedy, gdy Robak był w gotowości do otrzymania piłki. Gorzej, gdy sam uczestniczył w rozgrywaniu…

W akcji poniżej zobaczymy sytuację po dwóch bardzo dobrych podaniach Robaka z pierwszej piłki, które utkały koronkę i pozwoliły efektownie zyskać metry. Pytanie, co z tego, skoro ostatecznie przed widzewiakami objawiła się wielka przestrzeń bez choćby jednej czerwonej koszulki?

Akcję ostatecznie zakończył Robak, który sam rozegrał i sam ruszył do ataku. W starciu z siedmioma rywalami będącymi blisko niego nie miał wielkich szans – nawet jeśli ktoś mógłby powiedzieć, że napastnik łodzian powinien lepiej przyjąć piłkę.

Nawet tak grający Widzew jednak po pierwszej połowie prowadził. I gdyby kontynuował to, co robił przed zmianą stron, prawdopodobnie zgarnąłby trzy punkty. W przerwie jednak – zamiast jeszcze wzmocnić mobilizację, wzniecić ogień werwy i zaangażowania – to gospodarze wyglądali, jakby przez kwadrans słuchali uspokajającej muzyki klasycznej. Olimpia przejęła inicjatywę, którą Widzew oddał. Cofnął się, zamiast ruszyć po drugą bramkę – w końcu ją stracił.

BONUS 1000PLN + 500PLN
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem

Co się stało wówczas? Marcin Kaczmarek wprowadził do gry Rafała Wolsztyńskiego i sprawił, że w ostatniej tercji boiska wreszcie miał coś do powiedzenia. Bardzo szybka reakcja w postaci zdobytej bramki to efekt tego, że w polu karnym znalazło się w niej aż pięciu zawodników. Miła odmiana po pierwszej połowie i znacznej części drugiej. Odetchnął również Marcin Robak, który potrafił wykorzystać fakt, iż defensorzy Olimpii musieli rozproszyć swoją uwagę na większą liczbę piłkarzy rywali. Warto zwrócić uwagę, ile miejsca dzięki Wolsztyńskiemu miał Robak przy strzelonej bramce.

Widzew jednak znów stanął. Po zdobyciu bramki kontrataki łodzian kończyły się na… bramkarzu Wojciechu Pawłowskim, który wymienił piłkę cztery razy ze stoperem Sebastianem Rudolem. Ten zaś wybił piłkę na głowę bezradnego i osamotnionego napastnika. Nie po raz pierwszy – minutę później powtórzył to samo. Kolejne chwilę później – trzeci raz ten sam scenariusz. Widzew przestał grać.

Ogromny dysonans mieliśmy więc oglądając konferencję prasową Marcina Kaczmarka po meczu – pomiędzy jego słowami a rzeczywistością na boisku przy Piłsudskiego.

Trener łodzian powiedział: – Myśmy w trudnym momencie strzelili bramkę na 2:1 i doświadczona drużyna, która gra o najwyższe cele, powinna dograć ten mecz – nawet wycofując się, nawet grając trochę „cel uświęca środki”, bo punkty są szalenie istotne.

Nawet wycofując się. Grając „cel uświęca środki”. Powinna dograć mecz.

Mówi trener drużyny, która po pierwsze – właśnie próbowała „dograć mecz”, dlatego go zremisowała, a po drugie – takiej, którą obserwować przyszło po raz kolejny ponad 16 tysięcy ludzi. Wychowanych na „widzewskim charakterze” i grze do końca, które dało Widzewowi w przeszłości mistrzostwo Polski na Łazienkowskiej czy awans do Ligi Mistrzów. Legia i Brondby też chciały „dograć mecz”…

Na Twitterze zrzucono winę za stratę bramki na „marsz po kolejną bramkę”, którego nie było. 16 sekund przed stratą tej na 2:2 było natomiast dziewięciu piłkarzy Widzewa we własnym polu karnym. Jeśli to nie jest cofnięcie się – to co nim jest? Jeśli to był efekt „marszu po kolejną bramkę”, to zastanawiamy się, czy może nie chodziło o kolejną bramkę dla Olimpii?

Widzew musi wyciągać wnioski – ale prawidłowo, a nie tak, jak po ostatnim meczu w Elblągu. Jesienią przestał grać tak samo, choć prowadził 1:0 i grał w przewadze jednego zawodnika.

Teraz łodzianie jadą do Łęcznej na mecz na szczycie drugiej ligi. Mają dwa punkty przewagi nad drugim Górnikiem, a także kilka milionów złotych rocznego budżetu więcej. Indywidualności stoją po stronie gości, podobnie jak potencjał i możliwości. Pytanie, czy Widzew je wykorzysta? Dojeżdżając na mecz również mentalnie i taktycznie nie powinien mieć z tym problemu…

Widzew wygra z Górnikiem Łęczna – kurs LV BET: 2.14

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem