Widzew traci dwa punkty. Czy to już zadyszka Łodzian?

Gdy Franciszek Smuda obejmował Widzew 8 sierpnia, w Łodzi zapanowała euforia. Od legendarnego szkoleniowca kibice oczekiwali przede wszystkim trzymania szatni twardą ręką oraz zmiany topornego stylu, jaki prezentował zespół wcześniej pod wodzą trenera Przemysława Cecherza. Optymizm rósł z każdym dniem, zwłaszcza po nieoficjalnych informacjach mówiących o tym, że w szatni łódzkiego zespołu zawodnicy odnoszą się

Gdy Franciszek Smuda obejmował Widzew 8 sierpnia, w Łodzi zapanowała euforia. Od legendarnego szkoleniowca kibice oczekiwali przede wszystkim trzymania szatni twardą ręką oraz zmiany topornego stylu, jaki prezentował zespół wcześniej pod wodzą trenera Przemysława Cecherza.

Optymizm rósł z każdym dniem, zwłaszcza po nieoficjalnych informacjach mówiących o tym, że w szatni łódzkiego zespołu zawodnicy odnoszą się do trenera Smudy z wielkim szacunkiem i taką ostrożnością, jak w zabawie „stary niedźwiedź mocno śpi”. Trener mówi, zawodnicy słuchają, a nawet gdy nie mówi, to i tak milczą, tak dla pewności.

Druga zmiana, czyli styl gry, była jeszcze bardziej widoczna. Widzew zaczął wymieniać w każdej akcji wiele podań, zmieniając po kilka razy strony rozegrania, często kierując piłkę do stoperów i mozolnie, ale i cierpliwie przesuwając się w kierunku bramki przeciwnika. Uaktywnili się zawodnicy, którzy wcześniej grali bardzo słabo. Wydawało się, że Smuda dotarł przede wszystkim do ich głów. Każdy z meczów wyglądał podobnie, czyli Widzew klepał piłkę, a rywal biegał. I zawsze ok. 60 minuty gry przeciwnicy opadali z sił, a wtedy Widzewiacy atakowali i zdobywali bramki. W ten sposób, do wczorajszego meczu z Ursusem Warszawa, 10 na 14 bramek zdobytych pod wodzą Franciszka Smudy, odnotowaliśmy między 60 a 90 minutą. System padł jednak w meczu na małym i nierównym boisku w Morągu, gdzie zawodnicy z Łodzi nie mieli ani warunków, ani miejsca do gry po ziemi. Podział punktów w tym spotkaniu został uznany za porażkę, którą należało przykryć zwycięstwem w kolejnym meczu, przeciwko rewelacji tego sezonu, Ursusowi (4 miejsce, 2 pkt. straty do Widzewa).

Widzew, grający w piątek przy rekordowej frekwencji 16719 kibiców, szybko otworzył wynik tego meczu, zdobywając bramkę po strzale głową Radosława Sylwestrzaka już w 5 minucie gry. Przez całą pierwszą połowę goście z Warszawy nie zagrażali bramce Łodzian. Ci natomiast stworzyli sobie kilka klarownych okazji, których nie potrafił wykorzystać głównie Daniel Świderski, król strzelców poprzednich rozgrywek 3 Ligi. O zdominowaniu rywala świadczyły również statystki. Widzew był zdecydowanie częściej w posiadaniu piłki (71% do 29%) i częściej uderzał na bramkę (12 do 1). Na drugą połowę Łodzianie wyszli tylko ciałem, bo duchem zostali w szatni. Mogło się to szybko zemścić, bo po pierwszych 4 minutach po zmianie stron Ursus mógł już wygrywać 2-1, głównie za sprawą grającego bardzo dobry mecz Patryka Kamińskiego.

Widzewiacy sprawiali wrażenie nieco zagubionych, konstruując kolejne akcje, ale również grając niedokładnie. Nie potrafili uspokoić swojej gry i po kilku podaniach tracili piłkę. Sprawy przybrały zły obrót, gdy przez błąd w kryciu i złe ustawienie w bramce Patryka Wolańskiego, futbolówka po rykoszecie wpadła do bramki Widzewa. Gol strzelony w 68 minucie zaliczono Mateuszowi Muszyńskiemu. Wraz z upływającym czasem zawodnicy czterokrotnego Mistrza Polski nie potrafili narzucić swojego stylu gry i szukali swoich okazji przy wyjściach do kontrataku. Stworzyli z tego kolejne okazje, ale znów razili nieskutecznością lub niedokładnym, ostatnim podaniem.

RTS stracił w tydzień 4 punkty, z czego pierwsze na własnym stadionie. Czy to już zadyszka? Maszyna zwalnia tempo? W każdym innym klubie, w tej lidze nikt by nie bił na alarm, jednak w Łodzi takie postrzeganie sytuacji wynika głównie z tego, że wszyscy oczekiwali po Widzewie całkowitej dominacji rozgrywek w tym sezonie. Klub z al. Piłsudskiego miał przejechać po tej lidze niczym walec. Miały to gwarantować transfery Daniela Świderskiego z MKS Ełk i Michała Millera z Drwęcy. Ci dwaj piłkarze wraz z Danielem Mąką i Mateuszem Michalskim zdobyli w zeszłym sezonie razem aż 71 goli. Fakty są jednak takie, że trener Franciszek Smuda, ma do dyspozycji zespół dopiero od niepełnych dwóch miesięcy. Zawodnicy na tym poziomie rozgrywek to nie są klasowi gracze, potrafiący utrzymać wysoką formę w każdym meczu. Z drugiej strony, z tego powodu zatrudniano Aleksandra Kwieka, Bartłomieja Niedzielę, czy ostatnio Daniela Gołębiewskiego, by zawodnicy z przeszłością pierwszoligową i ekstraklasową dorzucili trochę doświadczenia i ułożyli grę na innym, niż trzecioligowym poziomie.

Rzeczywistość pokazała, że ta układanka nie jest tak łatwa do złożenia, a za sukcesem w 3 Lidze stoją nie umiejętności czysto piłkarskie, ale w dużej mierze cechy mentalne, wolicjonalne i przygotowanie motoryczne. Najlepiej świadczy o tym trudne zderzenie z trzecioligową rzeczywistością Aleksandra Kwieka, który miał kreować grę Widzewa, a ustawiany przez Franciszka Smudę na pozycji fałszywej dziewiątki, nie potrafi znaleźć swojego miejsca na boisku. Dopóki wysoką formę pokazywał młodzieżowiec Adam Radwański, który zupełnie odmienił swoją grę po przyjściu Franciszka Smudy, dopóty Widzew potrafił „klepać” w stylu wniesionym przez Smudę do Widzewa niczym wiano. Ostatnie z ogniw, które nieco przyrdzewiało, to Michał Miller, który dysponuje dużym potencjałem, jednak blokuje się coraz bardziej, z każdym kolejnym meczem bez zdobytej bramki. A pierwszą i ostatnią, jak się okazało, strzelił równo miesiąc temu.

Działacze Widzewa i trener zapowiadają wzmocnienia w zimę. Trudno jednoznacznie stwierdzić, jakiego typu zawodnicy przydaliby się w Łodzi, skoro, jak na razie, nie wypaliły nazwiska znane z wyższych lig, a we wczorajszym meczu z najlepszej strony pokazali się dwaj młodzieżowcy, którzy weszli na boisko jako zmiennicy. Do zimy jednak Łodzianie nie mają miejsca na pomyłki i serie bez zwycięstw, zwłaszcza, że za ich plecami, a właściwie na nich, siedzą zawodnicy Lechii Tomaszów Mazowiecki i Sokoła Aleksandrów Łódzki. Oba zespoły mają szansę przeskoczyć Widzew w tabeli już w ten weekend. Ciekawie zapowiada się zwłaszcza starcie Lechii z Polonią Warszawa, w niedzielę o godz. 11 na boisku w Tomaszowie Mazowieckim.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem