Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Widzew staje na głowie i zbiera kamienie. Ale wygrywa!

Piękna pogoda, malownicze i urokliwe miasto, sympatyczny obiekt i mecz, który dopełnił fanom Widzewa Łódź pełen obraz sobotniego popołudnia. Głównie z uwagi na osiągnięty wynik, bo gra pozostawiła wiele do życzenia. Sztuką jest jednak wygrać, kiedy nie jest się w szczytowej dyspozycji. Widzew tę sztukę opanował niemal do perfekcji.

Przed meczem gruchnęła wiadomość: Michał Miller w pierwszym składzie! Oczami wyobraźni kibice spełniali już swoje marzenia o parze napastników Miller-Demjan, która była wyczekiwana przez wiele osób zapełniających trybuny przy alei Piłusdskiego. Niestety, choć były snajper Drwęcy Nowe Miasto Lubawskie faktycznie wyszedł na papierze obok Słowaka, to boisko brutalnie sprowadziło zwolenników takiego ustawienia na ziemię.

Michał grał już niemal wszędzie w trakcie sparingów i w pierwszych meczach ligi. Niemal, bo z wyjątkiem pozycji bramkarza (co oczywiste) i napastnika (co dziwne).

Również w meczu z Mazurem Ełk nie tworzył duetu z Demjanem, a wszedł w buty Karola Stanka. Narzekaliśmy na to, że młody napastnik cofa się zbyt głęboko i również przez to nie może dać tego, czego od niego się wymaga: liczb. Identycznie grał dzisiaj Miller. Bywały sytuacje, w których zapędzał się w grze defensywnej na tyle, że to on był z tej trójki piłkarzem cofniętym najbardziej…


Czym to skutkowało? Przede wszystkim kolejnym już obrazkiem osamotnionego Demjana, który musiał się przepychać z obrońcami niemal rozpaczliwie. I choć często robił to na tyle umiejętnie, że potrafił wywalczyć stały fragment gry, to o płynnej grze w ataku pozycyjnym mogliśmy zapomnieć. Jedna taka sytuacja w pierwszej połowie, jedna akcja (tym razem bramkowa) w drugiej i to wszystko, co pokazał dziś Widzew w akcjach.


Stałe fragmenty gry były naprawdę stałym elementem tego spotkania. Jeśli stworzyć heat-mapę Mateuszowi Michalskiemu w pierwszej połowie, najbardziej czerwonymi elementami byłyby pewnie miejsca niedaleko narożników boiska. W tytule napisaliśmy, że Widzew stanął na głowie i jeśli uważniej przyjrzymy się temu spotkaniu faktycznie wyjdzie na to, że nic nie było takie, jak w poprzednich kolejkach.

Po pierwsze: poprawiono zdecydowanie jakość dośrodkowań. Zarówno te z gry często miały sens (świetna akcja Pigiela, znalezienie się w polu karnym Stanka i wyrównujący gol), jak i nie mogliśmy narzekać na jakość rzutów rożnych i wolnych. Nie wiemy, czy Daniel Mąka czytał nasze poprzednie teksty, w których dziwiliśmy się, że po tylu fatalnych wrzutkach nadal podchodzi do stojących piłek, ale jeśli tak i miało to chociaż w jednym procencie wpływ na większe skupienie się bądź cięższy trening – to bardzo się cieszymy.

Nie krytykujemy po to, by krytykować, tylko by wskazać błędy i liczyć na poprawę.

Dzisiaj taka poprawa była widoczna gołym okiem, bo zarówno podania Mateusza Michalskiego (tu akurat bez zarzutu od kilku meczów), jak i Mąki były niemal perfekcyjne. To, że padła z nich tylko jedna bramka, niemal w całości jest winą tych, którzy do górnych piłek wyskakiwali i starali się umieścić piłkę w siatce. Choć tych stałych fragmentów było dziś bez liku, a zmęczona noga i świeża noga to dwie inne nogi, nie odnotowaliśmy spadku jakości przy kolejnych wrzutkach.

W pierwszych meczach krytykowaliśmy postawę Karola Stanka i chwaliliśmy Marcina Kozłowskiego. Dziś obaj panowie zamienili się rolami. Stanek po wejściu co prawda znów nie grał tam, gdzie powinien, ale ten jeden raz złamał schemat, wpadł w pole karne bez zastanowienia niczym drugi napastnik i zrobił to, czego się od niego oczekuje: strzelił bramkę. Gdy grał słabo – ganiliśmy, dziś zasłużył na dużą pochwałę, więc chwalimy.

I się zastanawiamy, co działo się dziś z Marcinem Kozłowskim. „Cinek” zdecydowanie nie był sobą, bo nawet jeśli nie zawsze dawał w ofensywie tyle, na ile kibiców Widzewa przyzwyczaił, tak dziś –  żadnego rajdu prawym skrzydłem – popełniał także proste błędy w rozegraniu, jego stroną poszło dośrodkowanie zakończone utratą bramki, a w wielu sytuacjach brakowało mu przyspieszenia. Tuż po ostatnim gwizdku masażysta łodzian psikał mu zamrażaczem stopę, więc może to kontuzja?


Pochwalić nie można również Sebastiana Zielenieckiego. Kapitan RTS zawinił przy pierwszym golu najbardziej, kryjąc „na radar” najlepszego w drużynie gospodarzy Michała Twardowskiego, a w stuprocentowej sytuacji pod drugą bramką zachował się jak rasowy obrońca, czyli po prostu wybił futbolówkę. Choć mógł i powinien umieścić ją w siatce, doprowadzając do wyrównania.

Nie wiemy, czy to przez nieustanną zmianę pozycji, czy też hamowanie ofensywnych zapędów, ale słabo wyglądał również Michał Miller. Umówmy się, że to napastnik. Rzucanie go po różnych pozycjach (dziś środek pomocy i lewe skrzydło) to robienie krzywdy nie tylko jemu, ale też całej drużynie i kibicom, którzy muszą go tam oglądać.

Mówią, że stopień rozczarowania jest zależny od poziomu oczekiwań. Franciszek Smuda przed meczem mówił, że dla niego nie jest ważny styl, a trzy punkty, więc on będzie wracał do Łodzi zadowolony. Czy w podobnych nastojach będą wracać kibice? Na pewno nie wszyscy. Pierwsza połowa była fatalna, w drugiej było – cytując klasyka – niewiele lepiej, ale lepiej. Z naciskiem na niewiele.

Fizycznie Widzew dziś nie wyglądał dobrze, może z wyjątkiem bardzo zmotywowanego i głodnego gry Daniela Świderskiego, który na świeżości wyróżniał się wśród podmęczonych rywali. Do tego momentu to był bardzo, bardzo jednostajny mecz czerwono-biało-czerwonych, którzy ruszali się, jakby pod czerwonymi koszulkami mieli plecaki wypełnione kamieniami.

One leżą także na drodze do drugiej ligi, która na pewno nie jest autostradą. Póki co jednak z problemami, ale we właściwym kierunku i skutecznie jedzie drużyna Widzewa. Zgodnie ze słowami Erica Abidala: „Kamienie na drodze? Weź je wszystkie, kiedyś zbudujesz z nich zamek”. Na razie łodzianie są na etapie zbierania. Dobrze, że oprócz kamieni, udaje się również kolekcjonować punkty.

Mazur Ełk – Widzew Łódź 1:2 (1:0) 
1:0 – Michał Twardowski
1:1 – Karol Stanek
1:2 – Dario Kristo

Oceny piłkarzy Widzewa w skali 1-10: 
Humerski 6 – Kozłowski 3, Kostkowski 5, Zieleniecki 3, Pigiel 7 – Michalski 6 (70′ Mąka 6), Kazimierowicz 5 (76′ Świderski 5), Kristo 6, Pieńkowski 4 (46′ Stanek 6, 90+6′ Przybylski -) – Miller 4, Demjan 5

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.