Widzew nie zwalnia tempa i korzysta z potknięcia Lechii

Gdy cały kraj żył dwumeczem polskiej reprezentacji narodowej, po cichu toczyło się piłkarskie, ligowe życie na niższych szczeblach rozgrywek. Swoje mecze grały też drużyny w 3 lidze, a w jej I grupie, zapowiadał się naprawdę ciekawy weekend.

Głównie z racji na niedzielne spotkanie Lechii Tomaszów Mazowiecki i Sokoła Aleksandrów Łódzki, czyli przed tą kolejką drugiej z pierwszą drużyną w tabeli. Dzień wcześniej, swój mecz z zajmującym przedostanie miejsce Turem Bielsk Podlaski rozegrał Widzew Łódź. Przy ewentualnym remisie w Tomaszowie Mazowieckim, zwycięstwo w Łodzi mogło dać ekipie Franciszka Smudy fotel lidera, po 11 kolejce.

15 tys kibiców oglądało spotkanie Widzewa z Turem

Gdzie drwa rąbią…

W tygodniu poprzedzającym to spotkanie, z obozu Widzewa wyszły informacje o zmianie kapitana w zespole z al. Piłsudskiego. Domysłom nie było i wciąż nie ma końca.

Wiadomo jaki charakter ma były już kapitan Patryk Wolański, który czasem nawet nie mając nic złego na myśli powie o dwa słowa za dużo. Wiadomo też jak na niewiele pozwala swoim podopiecznym trener Smuda. Można było od początku założyć, że z połączenia tych dwóch składników, kiedyś zacznie kipić w tym widzewskim garnku

Długo nie trzeba było czekać i na murawę stadionu, w meczu 11 kolejki, „Wolo” wybiegł nie tylko jako szeregowy zawodnik ale i…już rezerwowy bramkarz. Na pomeczowej konferencji były szkoleniowiec m.in. Lecha Poznań i Wisły Kraków, wracając do wydarzeń z tygodnia, stwierdził że „nie może być tak, że zawodnik rządzi wszystkimi w klubie: trenerem, prezesem czy kierowcą”.

Kiedy Patryk Wolański znów ‘wyskoczy” z tunelu w pierwszym składzie?

Klimat wokół zawodnika, który nie tak dawno deklarował, że jego marzeniem jest znaleźć się w panteonie legend klubu mocno zgęstniał. “Problemy wychowawcze”, jak nazwał to Franciszek Smuda, niejednokrotnie w przeszłości były u tego trenera wstępem do pozbycia się zawodnika z tymi „problemami” z klubu (Patryk Małecki) lub z reprezentacji Polski (Artur Boruc). Mając na uwadze wielkie ambicje Wolańskiego, jego umiejętności oraz z drugiej strony trenera Smudę, który ma w Łodzi jeszcze „parę lat” popracować, Widzew powinien dążyć do załagodzenia tej sytuacji.

4-0 które nie satysfakcjonuje

Nie był to wybitny występ zespołu Widzewa. Właściwie można powiedzieć, że pomimo zwycięstwa 4-0, miażdżącej przewagi w posiadaniu piłki (ponad 80% czasu gry po stronie RTS-u) nie był to również nawet dobry mecz. Zawodnicy Tura stracili w dotychczasowych, dziesięciu meczach 35 goli strzelając tylko 4, a Widzewiacy grali jakby przyjechał do nich lider tabeli.

Akcje budowane były zbyt wolno, zawodnicy nie dawali sobie możliwości szybkiego rozegrania, ponieważ byli zbyt statyczni w ofensywie. Gdy już któryś z nich pokazywał szybki ruch do zagrania piłki za plecy obrońców, rzadko kiedy tę piłkę otrzymywał.

Pracował tradycyjnie Michał Miller, ustawiony znów na lewej pomocy, aktywni byli boczni obrońcy ale nie wynikało z tego zbyt wiele, bo w kluczowych momentach nie otrzymywali oni piłki od swoich kolegów. Można powiedzieć, że zabrakło odwagi w rozegraniu, co w meczu z przedostatnią drużyną w tabeli jest raczej trudne do zaakceptowania. Błysk pokazali Widzewiacy przy ostatnim golu, gdy świetną pracę wykonał prawy obrońca, Marcin Kozłowski, a sprytne zagranie pokazał Mateusz Michalski.

Był to kolejny, trzynasty już mecz bez porażki od czasu objęcia drużyny przez Franciszka Smudę. Seria trwa od 65 dni, a przed Widzewem teraz nieco łatwiejszy terminarz i duża szansa na dalsze śrubowanie rekordu. Bilans bramek w tym czasie (40-5) jest równie imponujący. Co nie działa tak jak trzeba? W zeszłym sezonie kwartet Miller-Świderski-Mąka-Michalski mógł pochwalić się w lidze 71 golami, a po 11 kolejkach obecnego, czyli 1/3 sezonu, cała czwórka ma raptem 13 strzelonych bramek.

Lechia przegrała pierwszy meczu u siebie w tym sezonie

Potknięcie Lechii w meczu na szczycie

Po sobotnim zwycięstwie, Widzew czekał na rozwój wydarzeń w Tomaszowie Mazowieckim. Zawodnicy Lechii mieli doskonałą okazję do odrobienia 2 pkt straty do liderującego Sokoła Aleksandrów Łódzki. Własne boisko nie pomogło im jednak i dość niespodziewanie przegrali to spotkanie 0-2. Po meczu trener Bogdan Jóźwiak nie krył złości, głównie z powodu pierwszego, straconego w kuriozalnych okolicznościach gola. Po 11 kolejce Lechia zajmuje 3 miejsce w tabeli (23 pkt) za Widzewem (26 pkt) i Sokołem (28 pkt). Przed Tomaszowianami mecze z zespołami środka tabeli oraz najtrudniejsze spotkanie z Widzewem w przedostatniej kolejce tej rundy na własnym boisku.

Komentarze