Widzew Łódź jesienią 2017 – plusy i minusy

Drużyna po dobrym, początkowym okresie „panowania” Franciszka Smudy, grała drugą część rundy chimerycznie, zbierając kolejne skalpy z dużym szczęściem, które już na sam koniec również niestety się wyczerpało.

Gdyby zastanowić się głębiej nad dobrymi stronami Widzewa w minionej rundzie, to nie będzie łatwo znaleźć je na boisku. Jasnych, piłkarskich punktów w perspektywie całej rundy jesiennej nie było zbyt wiele. Drużyna po dobrym w skutkach, początkowym okresie „panowania” Franciszka Smudy, grała drugą część rundy chimerycznie, zbierając kolejne skalpy z dużym szczęściem, które już na sam koniec również niestety się wyczerpało. Dlatego pozytywów należy szukać głównie poza placem gry, a negatywów niestety na nim.

Plusy

(+)Kibice

Od momentu upadku klubu w 2015 r., lojalność kibiców to największy plus Widzewa. Tak też było i w minionej rundzie, gdy najpierw fani zespołu z al. Piłsudskiego poprawili własny rekord Polski sprzedanych karnetów (15903 szt.), a jeszcze przed zakończeniem 2017 roku widać, że i ten rezultat zostanie podrasowany. Pomimo tego, że do rozpoczęcia rundy wiosennej pozostały niemal trzy miesiące, licznik wskazuje już ponad 15000 sprzedanych i zarezerwowanych karnetów. Do tego, stadion Widzewa był na jesień zapełniany średnio w 91% z frekwencją 15991 i to biorąc pod uwagę zamknięcie jednej trybuny na ostatni mecz rundy przez Wojewodę łódzkiego.

Takie wyniki dają Widzewowi trzecie miejsce w Polsce w zestawieniu średnich, jesiennych frekwencji. Ustępuje on tylko Górnikowi Zabrze oraz Lechowi Poznań. Bywały i takie sytuacje, gdy na meczu Widzewa w 3 lidze było więcej ludzi, niż na wszystkich stadionach 1 ligi razem wziętych w danej kolejce.

Kibice, to największy kapitał łódzkiego Widzewa (fot. Rafal Rusek / PressFocus)

(+)Boczni obrońcy

Jeśli jesienią na boisku ktoś zostawił po sobie dobre wrażenie, to na pewno byli to Marcin Kozłowski i Marcin Pigiel. O ile ten pierwszy utrzymywał wysoką dyspozycję od samego początku, o tyle Pigiel po tym jak wskoczył do pierwszego składu po meczu z Victorią Sulejówek, był na początku krytykowany za swoją grę. Widać było u niego dużą tremę i nerwy. Koledzy z zespołu nawet niezbyt chętnie podawali mu piłkę. Franciszek Smuda jednak nie poddał się presji kibiców i regularnie stawiał na Pigiela. Ten z meczu na mecz pokazywał coraz więcej walorów, aż w końcu stał się jednym z najlepszych zawodników w minionej rundzie.

Obaj obrońcy dawali Widzewowi dużą wartość w…ofensywie. Niemal w każdym meczu budowali przewagę na połowie rywala i sami przyspieszali grę na skrzydłach, gdy w środku ociągali się z tym pomocnicy.

Kozłowski wyglądał lepiej od swojego młodszego kolegi w odbiorze i ustawieniu w obronie, co wynikało z większego doświadczenia. Z kolei o wartości Pigiela niech świadczy również to, że Jagiellonia (z której Pigiel jest wypożyczony) nie bardzo ma ochotę na jego transfer definitywny do Widzewa, stojąc na stanowisku, że w Polsce jest mało tak dobrych, lewonożnych zawodników młodego pokolenia. Dodatkowo, największym jego atutem jest kolejna pięta achillesowa polskich piłkarzy, czyli dobre dośrodkowania w pełnym biegu – to, urodzony w Dąbrowie Białostockiej zawodnik, umie naprawdę nieźle. Zadaniem trenera Smudy, będzie odpowiednie ustawienie zespołu na wiosnę, by w końcu w pełni wykorzystać walory swoich bocznych obrońców w fazie ataku.

Marcin Kozłowski nie zawiódł w rundzie jesiennej (fot. Cyfrasport)

(+)Wielka Orkiestra Widzewskiej Pomocy

Stowarzyszenie Kibiców OSK Tylko Widzew od kilku lat regularnie zbiera pieniądze na specjalny fundusz, z którego środki później zasilają konto klubowe Widzewa. Pieniądze trafiają na potrzeby związane z funkcjonowaniem piłkarskiej Akademii. Ponieważ Miasto Łódź od pół roku nie potrafi jednak zakończyć inwestycji w ośrodek na Łodziance, który ma służyć głównie Widzewowi, fundusz ten zasila kieszeń, przede wszystkim Chojeńskiego Klubu Sportowego, za którego boiska Widzew musi płacić, by drużyny jego Akademii miały gdzie trenować. Pod koniec roku OSK Tylko Widzew podpisało z klubem umowę w ramach której WOWP zostało sponsorem strategicznym Akademii.

Do tej pory przekazano Widzewowi z „Orkiestry” ok. 360 tys zł, a kwota zebrana przez kibiców oscyluje już  w granicach pół miliona złotych. Transze w wysokości od 25 do 65 tys zł trafiają na konta klubowe Widzewa mniej więcej co 2 miesiące.

 

 Minusy

(-)Napastnicy

Kibice Widzewa będący na bieżąco z meczami swojego zespołu, powinni zapytać  – którzy to ci napastnicy? Franciszek Smuda żonglował pozycjami ofensywnych zawodników i koniec końców okazało się, że w kadrze zespołu jest jeden zawodnik, który pełni tę funkcję na stałe. Było to król strzelców 3 ligi gr. I poprzedniego sezonu – Daniel Świderski. Tylko jemu udało się zachować swoją pozycję na boisku, bo Michał Miller oraz Daniel Gołębiewski lądowali z biegiem czasu na skrzydle (ten drugi wylądował już nawet w rezerwach). Co gorsza, w ataku próbowany był nawet Aleksander Kwiek, co musiało zakończyć się katastrofą oraz Kacper Falon, który będąc najniższym na boisku, w meczu z ŁKS Łomża obsługiwany był przez kolegów górnymi piłkami i żadnej z nich nie wygrał, do tego nie był w stanie podjąć walki z silnymi obrońcami. Świderski, Miller, Mąka i Michalski w zeszłym sezonie strzelili razem 71 goli. Na półmetku obecnych rozgrywek mają ich…15.

Michał Miller w zeszłym sezonie strzelił 18 goli. W rundzie jesiennej obecnego tylko 2 (fot. Cyfrasport)

(-)Aleksander Kwiek

Największe rozczarowanie w zespole Widzewa. Jego pojedynczy występ rozłożyliśmy TUTAJ na czynniki pierwsze. Na jego usprawiedliwienie działa fakt, że nie przepracował z zespołem okresu przygotowawczego z powodu kontuzji. Z drugiej strony, nie usprawiedliwia to bardzo słabych piłkarsko występów byłego zawodnika Górnika Zabrze. Niska skuteczność podań, mało gry w odbiorze, katastrofalne stałe fragmenty gry w jego wykonaniu i postawa na boisku nie dająca złudzeń, by gra w Widzewie była dla niego robotą życia. Smuda zapowiada, że da Kwiekowi ostatnią szansę, czyli możliwość przygotowania się z zespołem do rundy wiosennej i podjęcie rywalizacji o miejsce w składzie.

(-)„Krótka” ławka rezerwowych

Widzew miał naprawdę niewiele do zaoferowania na ławce rezerwowych, gdy należało dokonać zmian na boisku. Pomijając wejścia Kacpra Falona, który dwukrotnie w doliczonym czasie gry, po pojawieniu się na placu ratował Widzewowi trzy punkty, rezerwowi w najlepszym wypadku po prostu nie przeszkadzali. Na ławce zasiadali młodzieżowcy, Daniel Gołębiewski będący cieniem zawodnika grającego niegdyś w Ekstraklasie, nieprzygotowany do sezonu Bartłomiej Niedziela, który dopiero co grał w barwach Chojniczanki w 1 lidze czy Dawid Kamiński – młody zawodnik cofający się z miesiąca na miesiąc w piłkarskim rozwoju.

Daniel Gołębiewski nie odbudował się w Widzewie (fot. Adam Starszynski / PressFocus)

(-)Przemysław Cecherz

Był częścią tej jesiennej drużyny. Pod jego wodzą zespół przygotowywał się do sezonu i formalnie jeszcze pod jego wodzą rozegrał pierwszy mecz, zakończony blamażem w Sulejówku. Sam Cecherz twierdzi, że nie chciał zostawiać drużyny i iść na L4, wg innych źródeł po przedstawieniu zwolnienia lekarskiego został poproszony, by się nie wygłupiał i zasiadł jeszcze na ławce w pierwszym meczu sezonu. Patrząc z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że Przemysław Cecherz powinien pożegnać się ze stanowiskiem trenera Widzewa już po braku awansu w zeszłym sezonie. Opowieści trenera o tym, że Widzew miał stratę nie do odrobienia po rundzie jesiennej sezonu 2016/2017, można włożyć między bajki. W szczytowym momencie sezonu na wiosnę, tuż przed derbami Łodzi, Widzew miał lokalnego rywala na wyciągnięcie ręki (4 pkt straty) i mecze u siebie zarówno z nim jak i z trzecim kandydatem do awansu – Drwęcą. Trener nie udźwignął jednak ciężaru tego spotkania, ustawiając zespół zbyt defensywnie. Zabrakło również taktycznej odwagi, gdy ostatnie 20 minut Widzew grał w przewadze jednego zawodnika.