Wehikuł czasu: jedyne zwycięstwo polskiego klubu nad Barceloną

Nieczęsto się zdarza, by polskie kluby grywały na europejskiej arenie z takimi potęgami jak Real Madryt czy FC Barcelona. Ostatnio przy pustych trybunach stadionu przy Łazienkowskiej, Legia zremisowała z "Królewskimi". Dużo większą sensację sprawili jednak piłkarze "Białej Gwiazdy" - dokładnie dziesięć lat temu, Wisła pokonała Katalończyków 1:0. Jedynego gola zdobył Cleber.

*- Jutrzejszy mecz nie będzie lekki. Czujemy respekt i chciałbym to podkreślić, szacunek do rywala. Nie jesteśmy jeszcze w fazie grupowej LM i będziemy walczyć – takimi słowami przywitał się z dziennikarzami Pep Guardiola, szkoleniowiec Barcelony. Wszyscy zgromadzeni w centrum prasowym na stadionie przy Reymonta skwitowali to drobnym uśmiechem. Do Krakowa przyjechała wielka „Blaugrana”, a jej trener mówi, że spotkanie z mistrzem Polski nie będzie łatwe.

Wszyscy mieli przed oczami pierwsze spotkanie, które zostało rozegrane na Camp Nou. Niemal 60 tysięcy osób oglądało jak kataloński gwiazdozbiór spokojnie rozprawiał się z „Białą Gwiazdą”. Dwa razy Eto’o, po razie Xavi i Henry – smutne, ale rywale po prostu po raz kolejny pokazali nam miejsce w szeregu. Zresztą, przeciwko takiej drużynie i tak nie było dramatu. W późniejszych fazach większy oklep zebrało chociażby FC Basel (0:5), a ten sam wymiar kary, co Polaków czekał… Bayern Monachium (0:4).

W słowach Guardioli wszyscy czuli solidny przekaz dyplomacji. Zwłaszcza, że Maciej Skorża miał spore problemy z wystawieniem optymalnej jedenastki. Przeciwko gwiazdom europejskiej piłki z powodu kontuzji nie mogli zagrać Mauro Cantoro, Radosław Sobolewski i Arkadiusz Głowacki. Wielkie osłabienie, które zmniejszyło morale w szeregach kibiców krakowskiego zespołu.

Te nie wzrosły, gdy zobaczyli jedenastkę, która miała wybiec przeciwko Wiśle. Mimo rozstrzygnięcia dwumeczu w Hiszpanii, Guardiola wystawił piekielnie silną jedenastkę. Widmo kolejnej wielkiej porażki zajrzało w oczy niemal wszystkim.

Piłkarze Barcelony byli zaskoczeni postawą Wiślaków, którzy wyszli na ten mecz bez żadnych kompleksów. W dwadzieścia minut stworzyli sobie kilka groźnych okazji, ale brakowało ostatniego dotknięcia piłki, które zmusiłoby Valdesa do wyjęcia piłki z siatki. Podopieczni Guardioli obudzili się dopiero po dwudziestu minutach, ale albo dobrze bronił Mariusz Pawełek, albo zagrożenia zażegnywali stoperzy.

Do przerwy było 0:0 z minimalnym wskazaniem na Wisłę Kraków. Nie wiemy, co w szatni mówił Maciej Skorża (albo czy w ogóle musiał), ale gospodarze od początku drugiej odsłony znowu poczuli krew. Mocne uderzenie Marka Zieńczuka zostało sparowane na rzut rożny, a po chwili cały stadion zatrząsł się od wybuchu radości. Wrzutkę Tomasa Jirsaka na bramkę zamienił Cleber. – Do awansu brakuje nam trzech bramek – ogłosił spiker.

Barca rzuca się do ataku, ale na niewiele się to zdaje – mecz życia gra nie tylko Mariusz Pawełek, ale także reszta defensywy. Nie ma, co ukrywać, ale Wiśle momentami sprzyjało również szczęście, ale jak wiemy to zawsze jest po stronie lepszych. Rywale nie trafiali do bramki w wyjątkowo prostych sytuacjach, a krakowianie dając mnóstwo z wątroby, dowożą to zwycięstwo do ostatniego gwizdka Michela Lubosa.

Piłkarze Macieja Skorży pokazali wolę walki – tę, której tak bardzo brakuje nam dzisiaj. Dla przykładu, Junior Diaz przebiegał całą drugą połowę z urazem żeber, a to i tak nie przeszkodziło mu w ofiarnym blokowaniu strzałów rywali. Poświęcenie i wola walki pozwoliła zapisać się w historii jako pierwsza i po dziś dzień jedyna ekipa, która pokonała w europejskich pucharach „Blaugranę”.

A na koniec z dumą kibice zaśpiewali razem z piłkarzami: „Nawet słynna Barcelona, naszej Wisły nie pokona”. Za to, co pokazali w tym meczu – należało im się. Mimo odpadnięcia, mogli schodzić z boiska z podniesionymi czołami!

Bonus do 1500PLN na start
Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.