Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.
Zabrakło jednej decyzji Waltera Hofera, żebyśmy byli dziś w znacznie lepszych humorach, a Polska zdążyłaby już zaistnieć w klasyfikacji medalowej Igrzysk Olimpijskich w Pjongczang. Tym czasem na głowę dyrektora Pucharu Świata w skokach narciarskich wylano już w naszych mediach kubeł pomyj. Niestety, wiele wskazuje na to, że na otwarcie worka, lub chociażby małej sakiewki z medalami Biało-czerwona reprezentacja będzie musiała poczekać do przyszłego weekendu.

O przebiegu konkursu olimpijskiego na średniej skoczni pisaliśmy na gorąco. Zajmujemy się sportem nie od dziś, widzieliśmy już na własne oczy większe dramaty niż ten, który stał się w sobotę udziałem naszych skoczków narciarskich. To, co w roku 1972 w Sapporo los przyniósł Wojciechowi Fortunie, odebrał po kilkudziesięciu latach naszym innym skoczkom: Kamilowi Stochowi i Stefanowi Huli.

Stefan Hula po lądowaniu czuł, że ma medal. Niestety, zajął „dopiero” piąte miejsce / fot. Cyfrasport

W sporcie liczy się wiele rzeczy. Talent, charakter, ciężka praca, naturalne predyspozycje, psychika. Gdy to wszystko znajduje się na zbliżonym, wysokim poziomie, o ostatecznym wyniku decyduje szczęście. Wiedzą o tym skoczkowie, uprawiający dyscyplinę sportu tak loteryjną i zależną od warunków zewnętrznych. Przeliczniki wiatru i belek startowych, w zamyśle mające ograniczyć rolę przypadku z rywalizacji, nie zdołały jednak kompletnie wyeliminować tego czynnika. I o ile ktoś w końcu nie wybuduje obiektu krytego, raczej nie uda się to nigdy.

Trochę dystansu proszę

Największa nagonka na organizatorów konkursu (pisaliśmy o nim TUTAJ) miała miejsce w polskich mediach. „Skandal” i „parodia” to tylko niektóre z nagłówków, które można było przeczytać w prasie i relacjach internetowych. A mi się wydaje, że zabrakło nam w tym wszystkim odrobiny dystansu. My chcieliśmy, żeby odwołano drugą serię, bo nasi zajmowali dwie medalowe pozycje. Gdyby Stoch i Hula po pierwszej serii zajmowali 4 i 5 lokatę, czyli takie, na jakich ostatecznie zakończyli konkurs, dla nas zawody mogłyby trwać i siedem, a nie trzy godziny, a Simon Ammann mógłby wchodzić i schodzić z belki startowej nie pięć, a osiemnaście razy. Gdyby Polacy stanęli na podium, szybko zapomnielibyśmy o „niehumanitarnym” konkursie, już dziś nikt by o tym nie wspominał, a Walter Hofer przy okazji kolejnych zawodów Pucharu Świata u nas w kraju byłby witany jako bohater, jako ten, który „wytrzymał ciśnienie” i nie przerwał zawodów.

Teraz, o ile biało-czerwoni skoczkowie nie odbiją sobie niepowodzeń na skoczni dużej w najbliższy weekend – mam wrażenie, że Austriak może stać u nas kimś na miarę Howarda Webba, wroga publicznego numer jeden po Euro 2008. Ja tu jednak nie widzę wielkich analogii. Anglik skrzywdził Polaków, dyktując karnego z kapelusza dla gospodarzy turnieju. Austriak skrzywdził co najwyżej Ammanna, który marzł niemiłosiernie. Jakąkolwiek podjąłby decyzję, ktoś byłby niezadowolony, ktoś mówiłby o niesprawiedliwości. Wypadło na nas.

Jesteśmy źli, że los na loterii przypadł sąsiadowi, a nie nam. Nie powinniśmy jednak winić za to kolektury. Po Szwajcarze, który na belce startowej rzeczywiście spędził znacznie więcej czasu, niż powinien, wszystko poszło już dość gładko, zważywszy na huragan panujący na zeskoku. Polacy nie mieli wcale słabszych warunków niż rywale. Mieli równie fatalne. Nie pierwszy i nie ostatni raz w historii tej dyscypliny…

Kamil Stoch, jak na prawdziwego mistrza przystało, nie rozpamiętuje, tylko czeka na kolejny konkurs. Iście „olimpijski spokój” / fot. Cyfrasport

Czekamy na dużą skocznię

Znacznie szybciej niż kibice z losem pogodził się Kamil Stoch. Ktoś powie, że i tak ma już dwa złote medale olimpijskie, więc nie narzeka. Wątpię. Chociaż na pewno łatwiej mu się pogodzić z porażką niż Stefanowi Huli, dla którego była to życiowa szansa na indywidualny sukces, chociaż przez zawodami piąte miejsce brałby w ciemno. Kamil ma tę cechę, która charakteryzuje największych mistrzów – nie rozpamiętuje, nie analizuje tego, na co nie ma wpływu, patrzy przed siebie, koncentruje się na następnym zadaniu. A tym w tej chwili są konkursy na dużej skoczni: indywidualny i drużynowy. My też odpuśćmy wiatrowi, Hoferowi oraz niesprzyjającym okolicznościom przyrody. I oby tym razem umiejętności naszych skoczków zostały podparte odpowiednią dawką szczęścia. Ponoć jego bilans zawsze wychodzi na zero…

Reszta pozostaje milczeniem

Ci, którzy po cichu liczyli na to, że ktoś z pozostałych reprezentantów Polski wyskoczy z formą i zadziwi wszystkich…przeliczyli się. W pozostałych konkurencjach, jak na razie, jesteśmy tłem dla światowej czołówki: Niemców, Holendrów, Amerykanów, Norwegów czy Kanadyjczyków. Póki co nie dała rady ani Justyna Kowalczyk i reszta biegaczy, ani biathloniści, ani panczeniści, ani saneczkarze, ani ci startujący w short-tracku. Wciąż trzymamy kciuki, kibicujemy, ale liczyć możemy jedynie na sensację. I czekać na sobotni konkurs skoków narciarskich…

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.