W trzeciej lidze nie da się odcinać kuponów

Tomasz Łapiński, srebrny medalista IO’92 w Barcelonie z reprezentacją Janusza Wójcika oraz wieloletni kapitan i mistrz Polski z Widzewem, został niedawno dyrektorem sportowym łódzkiego klubu. W wywiadach przekonuje, że najtrudniejszym zadaniem dla niego jest przekonanie zawodników do trzeciej ligi. By wykonali krok w tył jeśli chodzi o poziom rozgrywkowy, ale później mogli z Widzewem zrobić

Tomasz Łapiński, srebrny medalista IO’92 w Barcelonie z reprezentacją Janusza Wójcika oraz wieloletni kapitan i mistrz Polski z Widzewem, został niedawno dyrektorem sportowym łódzkiego klubu. W wywiadach przekonuje, że najtrudniejszym zadaniem dla niego jest przekonanie zawodników do trzeciej ligi. By wykonali krok w tył jeśli chodzi o poziom rozgrywkowy, ale później mogli z Widzewem zrobić dwa do przodu. Wielu ma obawy, że przy cofaniu się przewrócą lub ugrzęzną. Ich strach jest uzasadniony, czego najlepszym przykładem jest chociażby przeniesiony dziś do rezerw Daniel Gołębiewski.

Jeszcze siedem lat temu Franciszek Smuda powołał go do reprezentacji Polski, by sprawdzić jego formę w kontekście występów na EURO 2012. Gołębiewski w sumie zaliczył 129 występów w ekstraklasie. Strzelił w nich 20 goli – dorobek może nie zwalający z nóg, ale na pewno przypadkowo się tylu bramek na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce nie strzela.

 Widzewski problem z ex-ekstraklasowiczami

W końcówce letniego okienka transferowego, już jako szkoleniowiec Widzewa, Smuda postanowił więc wykorzystać status piłkarza, który pozostawał bez klubu, i sprowadzić go do Łodzi. Po zaledwie kilku miesiącach przyznał się do błędu, odsuwając go od pierwszej drużyny.

16.10.2016 r. – Gołębiewski daje zwycięstwo Pogoni Siedlce w meczu ze Zniczem Pruszków (1:0) na zapleczu ekstraklasy.

16.12.2017 r. – Gołębiewski zostaje przesunięty do rezerw Widzewa, które na co dzień występują w łódzkiej lidze okręgowej.

Gołębiewski to był kiedyś groźny napastnik w polu karnym. Potrafił się porozbijać, wygrywać głowy ze stoperami, strzelać. Ja na własne oczy nie mogę uwierzyć, że to jest ten zawodnik – przyznał po rundzie były selekcjoner reprezentacji Polski. Gołębiewski, chociaż strzelił w czerwono-biało-czerwonych barwach dwie bramki (jedna z karnego, druga na 4:0 w meczu z ostatnim w tabeli Turem Bielsk Podlaski), formą – delikatnie mówiąc – nie zachwycał.

Cztery lata temu strzelił zwycięską bramkę z Lechem Poznań (1:0) w ekstraklasie. Dziś, mają zaledwie 30 lat, wylądował w okręgówce.

Był wolny, brakowało mu przyspieszenia. Wszystko, co robił na boisku, robił jednostajnie. Do niedawna to właśnie motoryka i cechy wolicjonalne były jednymi z jego największych atutów, ale na Piłsudskiego trafił zupełnie nieprzygotowany do gry. Do tego przytrafiała mu się anormalna, jak na gracza z takich doświadczeniem, liczba strat i zwolnionych akcji. Napastnik takiej klasy na czwartym poziomie rozgrywkowym w Polsce może być źle przygotowany fizycznie, może się zaciąć, ale jakieś podstawy gry w piłkę musi mieć opanowane. Tymczasem niemal każde zagranie „Dyzia” było w mniejszym lub większym stopniu złe.

Podobnie kibice wypowiadają się o Aleksandrze Kwieku, którego dramatyczne statystyki przywoływaliśmy po meczu z Sokołem Ostróda. W spotkaniu zamykającym ten rok kalendarzowy doświadczony pomocnik z bogatą historią w Ekstraklasie (270 meczów!) miał… 44 procent niecelnych zagrań! Kwieka, w przeciwieństwie do Gołębiewskiego, Smuda postanowił jednak zostawić. Zawodnik przyznał się trenerowi, że był nieprzygotowany do sezonu i chce udowodnić wiosną, że po przepracowaniu zimy zacznie się na Piłsudskiego spłacać.

Kwiek nie spełnia oczekiwań, ale dostanie wiosną szansę od Smudy.

Emerytura w trzeciej lidze? Nienajlepszy pomysł

To pokazuje, że nie jest łatwo „spaść z siódmego piętra do piwnicy”’, jak swój powrót na Piłsudskiego 138 określił Franciszek Smuda. Nie jest łatwo, ale na pewno się da. Przykład? Choćby Remigiusz Sobobiński, który w barwach Amiki Wronki, Śląska Wrocław czy Jagiellonii Białystok zaliczył ponad 200 występów w Ekstraklasie, a teraz z powodzeniem radzi sobie w trzeciej lidze. Chociaż idealnych warunków do dobrych występów nie ma, bo jego drużyna okupuje ostatnie miejsca w tabeli, a sam ma już 43 lata na karku – od młodszych kolegów nie odstaje. W najważniejszych meczach dla GKS-u Wikielec zremisował z Widzewem i wygrał z rezerwami Legii.

Sobociński imponuje sportową sylwetką i zaangażowaniem pomimo 43 lat na karku.

Dlaczego? Bo po jego grze nie widać nawet ułamka odpuszczania, ani jednego procenta syndromu odcinania kuponów, ani małej części lekceważenia rozgrywek. Dosłownie wygląda lepiej, niż w czasach ekstraklasy, bo sylwetki – pomimo wieku – pozazdrościć mogłoby mu wielu sportowców w Polsce. Dobrze w trzeciej lidze radzi sobie Paweł Magdoń, który również zdaje sobie sprawę, że zaangażowanie niezależnie od rozgrywek powinno stać na maksymalnym poziomie, o czym mówił jakiś czas temu w rozmowie z nami:

– Problem pojawia się w momencie, gdy piłkarze przychodzą z wyższej ligi i nie rozumieją, że muszą dać z siebie tyle samo, co w ekstraklasie, bo inaczej będą odstawać. Tu nie ma sytuacji, że ktoś odpuści, odstawi nogę. Chłopaki biegają tak samo jak w najwyższej klasie rozgrywkowej, a na dodatek jeszcze bardziej walczą. Widać to w każdym meczu. Jeśli ambicji nie wyrównasz – przegrywasz. Przychodzi co prawda taki moment, że jak trochę pograsz piłką to łatwo strzelić bramkę. Ale do tego trzeba biegać. Tak się mówi, że to tylko trzecia liga. Będąc w środku wiem jednak, ile trzeba włożyć wysiłku by zgarnąć trzy punkty.

„Tu nie ma sytuacji, że ktoś odpuści, odstawi nogę” – mówi Magdoń

Wystarczy chociażby spojrzeć na tabelę rozgrywek by wiedzieć, że nie trzeba być w dojrzałym piłkarsko wieku, na ostatniej futbolowej prostej, by na czwartym szczeblu rozgrywek zaginąć. Najlepszym przykładem są rezerwy Legii Warszawa, w której występowali zawodnicy ekstraklasowi: Nagy, Hildeberto, Pasquato, Masłowski, Moneta, Moulin, Kopczyński i inni. Żaden z nich, jeśli nie był odpowiednio zmotywowany i zaangażowany, nie wyróżniał się na tle trzecioligowców. Choć niektórzy z nich niedawno remisowali z Realem Madryt w Lidze Mistrzów, na boiskach w Morągu czy Wikielcu zupełnie nie było tego widać.

Odcinanie kuponów? Zostawmy to gwiazdom, które jadą za ocean do amerykańskiej Major League Soccer. W Polsce obok meczu nie da się przejść, a liczba występów w ekstraklasie nie gra – podobnie, jak nazwisko. Takich nazwisk szuka Franciszek Smuda, który przyznaje, że do młodego zespołu przydałoby się dokooptować kilku doświadczonych piłkarzy. Wydaje się, że przy Piłsudskiego wreszcie obrali właściwy kierunek takich poszukiwań, wybierając ambitnego i charakternego Demjana. Gdy czerwono-biało-czerwonych zasilą zawodnicy o podobnej mentalności, o awans w Łodzi mogą być spokojni. Wszystkich, którzy liczą na grę w stylu Stojanova i zostanie hobby-playerem, ostrzegamy: to może się skończyć źle. Nawet okręgówką.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem