W samo południe z…Piotrem Strusem: „Przywitam Damiana Janikowskiego w klatce KSW z miłą chęcią”

    ŁączyNasPasja: Miejmy już to pytanie z głowy: Kiedy wracasz do MMA?
    Szykuję się na powrót. Już pod koniec zeszłorocznych wakacji rozmawiałem z włodarzami KSW na temat mojego startu dla tej organizacji po dłuższej przerwie. Mogę zdradzić tylko tyle, że zarówno oni, jak i ja jesteśmy zainteresowani współpracą. Na pewno zawalczę w tym roku, a są spore szanse, że będzie to w miarę niedługo.
    Ile razy podczas tej dwuletniej przerwy pytano Ciebie o powrót?
    Nie jestem w stanie tego policzyć (śmiech). Ja zawsze odpowiadam, że ja nigdy nie skończyłem kariery. Ja po prostu dogadałem się z Maćkiem Kawulskim, że potrzebuję chwilę przerwy na swoją działalność gospodarczą, którą wolałem rozwinąć. Chciałem po prostu mieć spokój w głowie, żeby po jakimś czasie móc się znowu w pełni oddać treningom czyli swojej największej pasji. Dzięki temu nie muszę się już martwić za co zapłacić rachunki i co kupić do jedzenia.
    Twój ostatni pojedynek to walka z Jay’em Silvą na KSW 29. Czy zaraz po walce wiedziałeś, że będziesz robił sobie przerwę od startów?
    Nie. Ta decyzja zapadła jakiś czas po mojej rywalizacji z Jay’em Silvą. Było to spowodowane, że moja firma zaczęła wówczas już w pewien sposób prosperować. Zobaczyłem wtedy, że chyba warto zainwestować trochę czasu w tą działalność, żeby potem mieć ten komfort psychiczny, że jestem zabezpieczony finansowo.
    Jesteś z wykształcenia informatykiem. Opowiedz proszę co dokładnie pochłonęło Ciebie zawodowo przez te dwa lata?
    Moja firma jest związana typowo z IT. Piszemy oprogramowanie – głównie aplikacje webowe. Od bardziej zaawansowanych stron internetowych po duże systemy CRM – ów dla firm finansowych. Mamy kilka dużych firm, których nazw niestety ze względu na umowy nie mogę wymieniać, ale mamy portfolio na tyle bogate, że jest czym się pochwalić.
    Przez ten czas byłeś cały czas aktywny sportowo?
    Ja nigdy nie wyobrażałem sobie swojej osoby bez treningów. Cały czas utrzymuję od 8 do 11 jednostek treningowych tygodniowo. Są pewne zajęcia, na których regularnie się pokazuję, jak sparingi. Jeżeli w pracy mam większy luz, to automatycznie ilość czasu spędzonego na sali jest większa. Każdą wolną chwilę poświęcam na sport.
    Zauważyłem, że pomimo braku startów prowadziłeś w miarę regularnie swój fanpage na facebooku…
    To jest tak, że ja nigdy niczego nie udaję. Bardzo sobie cenię szczerość i na tych swoich social mediach też nigdy nie ściemniam. To co jest zamieszczane na moim profilu, to wydarzyło się z maksymalnym opóźnieniem 48 godzin. Czasami po prostu nie jestem w stanie ze względu na tą „politykę” w mediach społecznościowych zamieszczać wszystkiego od razu.

    piotr-strus-w-samo-poludnie-laczy-nas-pasja

    A nie miałeś w tym ostatnim okresie problemów z mobilizacją do treningów, skoro i tak wiedziałeś, że żadnej walki na razie nie będzie?
    Powiem uczciwie tak, że widzę różnicę w tym, że kiedyś musiałem rano wstawać na trening, a teraz mogę i robię to ze szczerej chęci. I to właśnie obecnie jest dużo lepiej. Ja nic nie muszę. Robię to dla siebie. Od razu są lepsze efekty niż kiedyś, kiedy się spinałem. Dla mnie przyjście na salę jest nagrodą. Dzięki temu mogę odejść od biurka i monitora komputera. Na macie rozładowuję wszystkie negatywne emocje, jakie czasami się pojawiają w związku z moją działalnością zawodową. Pozdrawiam w tym miejscu wszystkich swoich kolegów, z jakimi mam możliwość trenowania. To dla mnie bardzo ważne.
    Ostatnio komentowałeś wraz z Arturem “Kornikiem” Sowińskim galę Ladies Fight Night. Jak wrażenia?
    Podoba mi się to. Chciałbym się rozwijać w tej dziedzinie. Bardzo imponuje mi Łukasz Jurkowski, który jest dla mnie wzorem do naśladowania, jeśli chodzi o komentarz sportów walki. Strasznie mi się zawsze podobało, z jaką pasją on to robi. Jestem ambitnym człowiekiem i cały czas chciałbym się rozwijać, również w komentowaniu. Przyjdzie kiedyś taki wiek, że nie będzie chciało mi się trenować i wtedy fajnie byłoby zastąpić sobie bezpośrednie obcowanie na macie komentowaniem walk. Prowadzę też szkolenia motywacyjne. Jestem w grupie Champion Consulting, która zrzesza różnych ludzi sportu takich jak: Mateusz Kusznierewicz, Jerzy Engel czy Robert Korzeniowski. Oni prowadzą analogię sportu do biznesu, a ja przekładam sporty walki pod tą tematykę. Chodzi o to, żeby pokazywać ludziom, że sport jest bardzo podobny do tego, jak dążymy do celu. I nie ważne, czy to jest dopinanie umowy o wysokich kwotach, czy walka w jakiejś federacji.
    Masz wizerunek “grzecznego chłopca”. Zawsze tak było?
    To jest zasługa moich rodziców, że potrafili mnie odpowiednio wychować. Jak każdy młody człowiek miałem okres buntu. Jak zacząłem chodzić na treningi, to wydawało mi się, że jestem „kuloodporny”. Próbowałem swoich sił na podwórku, ulicy czy imprezach. Przez okres dorastania było wiele sytuacji niefajnych i mocno kontrowersyjnych, jeśli chodzi o moją osobę, ale rodzice naciskali zawsze na to, że najważniejsze jest zachowanie odpowiedniej klasy i dobre wychowanie. Chciałbym też powiedzieć, że wizerunek zawodników MMA zaczyna się znacząco zmieniać. Coraz częściej można zauważyć, że „fajter” potrafi się inteligentnie wypowiedzieć i dobrze zachować. Mam nadzieję, że za kilka lat ludzie będą nas postrzegać, jako pasjonatów i po prostu sportowców.

    Komentarze