„W odpowiednim momencie moi bliscy ściągnęli mi lejce”

Kończąc wiek juniora jako Mistrz Polski w Wiśle Kraków, miał dosyć piłki i nie nastawiał się na nic, co związane z tym sportem.

Skromny, małomówny chłopak. Z pokorą podchodzi do tego gdzie obecnie jest i jakie ma perspektywy. Kończąc wiek juniora jako Mistrz Polski w Wiśle Kraków, miał dosyć piłki i nie nastawiał się na nic co związane z tym sportem. Chciał pożegnać się wówczas z futbolem. A był to słynny zespół gromiący w finale CLJ Cracovię, w którym tylko siedział na ławce rezerwowych. Paradoksalnie to on z tej drużyny jako jedyny gra dzisiaj w Ekstraklasie, nie mówiąc już o występach w kadrze U-21. Jak sam mi powiedział – to jego najdłuższa rozmowa, bo zwykle jest oszczędny w słowach. Jakub Bartosz – zawodnik Wisły Kraków i reprezentant kadry Polski U-21.

 

Bartosz stoczył z Bruun Larsenem wiele pojedynków podczas meczu kadry u-21

W ostatnim meczu kadry młodzieżowej miałeś naprawdę ciężką przeprawę z Bruun Larsenem na swojej stronie – nazywanym nowym Marco Reusem.

Wiedzieliśmy, że mają wielu dobrych chłopaków w zespole i on rzeczywiście był ruchliwy i dynamiczny. Do tego grałem na lewej stronie i potrzebowałem trochę czasu żeby się przestawić. Ja generalnie nie chcę mieć przywiązania do pozycji. Cieszyłem się, że mogę znów grać.

Wiedzieliście przed meczem z Danią, że na trybunach jest cały sztab Adama Nawałki?

Przed meczem coś tam nam trener Michniewicz wspomniał. Ale ja mam swoje rytuały i na spokojnie podchodzę do takich sytuacji. Czy obserwuje nas ktoś z pierwszej reprezentacji, czy nie to i tak trzeba zagrać jak najlepiej.

Jakie to rytuały?

Rollowanie w hotelu, rozciąganie, długi prysznic.

A jakieś duchowe potrzeby przed meczem?

Przed meczem nie. Co niedzielę chodzę do kościoła. Nie wstydzę się o tym mówić, bo wiem że dużo zawdzięczam w życiu Bogu. Ze swoją dziewczyną zresztą poznaliśmy się właśnie w kościele. Chodziłem na mszę popołudniową w Krzyszkowicach, ale tak się złożyło, że raz akurat poszedłem na poranną i widzę, że stoi fajna dziewczyna więc od tamtej pory zmieniłem już godzinę mszy, na którą chodziłem (śmiech).  Mama się śmiała później i mówiła Angelice, że w niedzielę zawsze spałem długo, a tu nagle zacząłem wstawać rano na 9:30 i nie wiedziała o co chodzi.

 

O wejściu „Wasyla”, szatni Wisły i swojej grze w seniorach

 

Jako młody chłopak zaczynałeś grę na pozycji napastnika.

I w późniejszych latach grałem właściwie na każdej pozycji.

I właśnie przez to u Ciebie widać, że masz tendencję do gry do przodu? Nawet w sparingu z Puszczą Niepołomice ¾ meczu spędziłeś na połowie rywala.

Wiesz, czasem to plus, a czasem minus zwłaszcza gdy rywale widzą, że się zapędzam i to wykorzystują. Staram się pilnować z tym co raz bardziej i mądrze wybierać momenty, w których warto iść za akcją.

A jak się grało z Wasylem? Widziałem, że pogadaliście sobie trochę na boisku.

Ma to „coś”, Widać bardzo duże doświadczenie . Cały czas pomaga, ustawia i podpowiada. Jest to bardzo przydatne na boisku .

Młodzi Bartosz i Wojtkowski korzystają z obecności Marcina Wasilewskiego w klubie. (fot. Krzysztof Porebski / PressFocus)

Ale po zmianach w meczu z Puszczą, gdy weszli kolejni młodzi, a zszedł Wasilewski, to Ty przejąłeś jego rolę i podpowiadałeś kolegom.

Sam wiem, że nie jest łatwo wejść do drużyny, a tym bardziej w mecz, więc też staram się pomóc młodszym chłopakom. W szatni raczej wszyscy opiekują się nowymi zawodnikami i pomagają im z mniejszym stresem wejść do drużyny.

A trener Sobolewski?

Jego zaletą jest to, że dopiero co skończył grać i widzi wszystko z naszej, zawodników perspektywy – jego podpowiedzi w grze są zawsze trafne.

Zwłaszcza, że jak ryknie z ławki, to od razu wiadomo kto mówi i do kogo…

Ale to jest spokojny facet generalnie i nawet jak krzyknie, to wiesz że robi to tylko po to, by pomóc.

W sparingu z Puszczą Niepołomice w końcu zagrałeś cały mecz w koszulce Wisły.  Teraz gdy w Krakowie nie ma rezerw, to jest to chyba ciężka sytuacja dla młodych zawodników?

Na pewno przydałoby się mieć możliwość ciągłego utrzymania rytmu meczowego. Dla młodszych najważniejsze to grać. Mogę też po sobie powiedzieć, że jest jakaś tam bariera jak wchodzę na krótki czas na boisko, a wcześniej nie grałem zbyt wiele. Lecz ona mija po chwili.

A nie miałeś takich myśli teraz w lato, żeby odejść i grać regularnie? Był wtedy jakiś temat z transferem do innej drużyny?

Coś tam było, ale dostałem z Wisły informację, żebym został w klubie, więc zdecydowałem się zostać. Z kolei przy pierwszym obozie z trenerem Kiko Ramirezem była informacja z Wisły, że mogę sobie szukać klubu.

A wówczas miałeś jakieś propozycje?

Miałem, ale wtedy to ja chciałem rywalizować tutaj i podjąć walkę o pierwszy skład, więc nie odszedłem.

Czyli później, to Ty byłeś gotowy do odejścia ale klub chciał Cię zostawić?

Tak. Trener Kiko powiedział mi, że widzi mnie bardziej w grze na skrzydle i tak też zaczął mnie ustawiać. Z Puszczą też 1 połowę właśnie tak grałem, a w drugiej już na boku obrony.

 

O początkach swojej gry i determinacji by grać w Wiśle

 

Kiedy rozpocząłeś grę klubową?

W podstawówce tylko trenowałem w rodzinnych Krzyszkowicach ze starszymi chłopakami. Pani Owca, moja nauczycielka, z którą jeździliśmy na turnieje szkolne, miała znajomego w Karpatach Siepraw, a na tych turniejach szkolnych wszyscy się dziwili, że nigdzie nie gram poważnie w klubie. To właśnie ona załatwiła mi tam testy u trenera Madeja, któremu się spodobałem i zostałem w Karpatach, gdzie już normalnie mogłem występować też w meczach.

Tam już zacząłeś być zauważany przez inne kluby?

Po różnych meczach i turniejach miałem jakieś zapytania z Hutnika i Cracovii już wtedy, ale jednak zawsze bliżej było mi do Wisły, więc zdecydowałem że to na Reymonta pójdę na testy.

Ale to Wisła Ci je zaproponowała?

Nie, tam gdzie mnie chcieli, to odrzuciłem możliwość gry, a postawiłem na jedną kartę i sam zgłosiłem się na testy w Wiśle chyba w 4 klasie podstawówki. Przyszedłem na halę, patrzę a tam sami mali chłopcy – okazało się, że trafiłem do młodszej grupy i byłem tam najstarszy i największy. Tamci uczyli się dopiero prowadzić piłkę, więc wszystkich tam „robiłem” i trener postawił mnie na bramkę. W związku z tym na następny trening wzięli mnie już do mojej grupy wiekowej, gdzie chłopcy radzili sobie zdecydowanie lepiej.

Jakub Bartosz w sparingu z Puszczą Niepołomice zagrał cały mecz i pokazał się z dobrej strony (fot. Krzysztof Porebski / PressFocus)

I jaka była decyzja trenera co do Ciebie?

Pozwolono mi na trenowanie z drużyną dalej, ale miałem nie grać w meczach. Oficjalnie – ponieważ mieli już zgłoszony zespół, ale prawdę znała wtedy tylko moja mama, której trener powiedział, że jak na razie odstaję, ale chce mnie mieć na treningach. Ja o tym nie wiedziałem i w tej niewiedzy trenowałem. Po kilku tygodniach był turniej im. Adama Grabki na Wiśle i już wtedy przeskoczyłem z tej słabszej grupy do mocniejszej na stałe, więc długo nie musiałem czekać. Trener przesunął mnie też z ataku na prawą obronę, a było też sporo meczów, w których grałem na środku defensywy.

Zawsze powtarzasz, że dużo zawdzięczasz swojej mamie.

Zgadza się. Mama, dziadek zawozili mnie do Krakowa na treningi samochodem . Po jakimś czasie  zacząłem jeździć z siostrą busami. Nauczyła mnie jak mam dojechać na Wisłę i jak wrócić i jeździłem już samemu. Po prostu nie zawsze mieli możliwość, by jechać ze mną, a bardzo naciskałem na mamę, żeby nie opuszczać żadnych zajęć.

To ile miałeś lat wtedy?

Dwanaście. Mama mi wytłumaczyła ile przystanków mam jechać z Krzyszkowic busem. Do dzisiaj pamiętam – wysiąść na rondzie Matecznego, później przesiadka w 179 na AGH i z AGH już pieszo na Wisłę. Miałem zawsze usiąść na pierwszym wolnym miejscu przy kierowcy, a jak nie było wolnego to miałem stać obok niego.

Mama się nie bała puszczać Cię samego? Treningi przecież kończyły się późnym popołudniem lub wieczorem, a tu jeszcze powrót do Krzyszkowic.

Nie miała wyjścia, bo wspierała mnie we wszystkim. Wiedziała, że ta droga wymaga poświęceń wszystkich dookoła.

To kierowcy busa jeżdżącego na twojej trasie powinni cię chyba do dziś pamiętać?

No już później to z kierowcami zawsze trochę porozmawiałem. Oni podpytywali czym się zajmuję, jak mi idzie. Kiedyś gdy wracałem wieczorem z Krakowa, kierowca którego nie widziałem wcześniej, z przejęciem zaczął mnie wypytywać gdzie mam mamę i dlaczego chodzę po Krakowie samemu w tym wieku. Ale też bywało tak, że jeździłem bez opłaty, bo kierowcy traktowali mnie jak swojego. Później jeździłem też na skuterze do Krakowa. Dzisiaj oczywiście już tego nie robię.

A narty? Jeździsz?

Nie mogę. W kontrakcie tak mam. Ale nie ciągnie mnie na stok.

 

O grze w rezerwach i ich likwidacji

 

W rezerwach Wisły grałeś dużo. Ta 3 liga pomogła Ci we wdrożeniu w seniorską piłkę, czy dopiero w I zespole zobaczyłeś jak wygląda intensywność w grze i treningu seniorów?

Dużo mi dała gra w 3 lidze, bo nikt tam nie traktuje cię ulgowo. A nawet bardziej, jak jesteś młody, to ci starsi rywale chcą ci od razu pokazać, że „źle trafiłeś”. Te rozgrywki są dobrym polem doświadczalnym, gra tam sporo dobrych zawodników i były drużyny które grały piłką, ale i takie gdzie cały mecz było polowanie na nogi. To też budowało charakter. Do tego trenerzy mogli cię ocenić w grze z seniorami i zadecydować o twojej przydatności.

Dzisiaj młodzi kończą wiek juniora i nie mają się gdzie podziać w swoim klubie, bo zostają tylko jednostki. Reszta rozjeżdża się po świecie. Legia ma taki system, że bierze do kadry rezerw chłopaków w wieku juniora starszego i jeden tydzień zagra w CLJ, a na drugi jedzie na 3 ligę i ma twarde zderzenie z rzeczywistością seniorską.

Ale to jest fajny wyznacznik dla młodych zawodników ile jeszcze trzeba poprawić i ile przed nimi pracy, a to przecież tylko 3 liga, a gdzie tu myśleć o poziomie Ekstraklasy?

A ty pracujesz indywidualnie poza treningami z I drużyną?

Robię dodatkowe treningi, czytam też dużo o tym, edukuję się, przychodzę też w trakcie treningów juniorów do trenera Żuchowicza, na przykład na jakieś zajęcia na siłowni i on tam zawsze też mnie pokieruje. Wszyscy starsi zawodnicy mówią do nas młodych, że mamy super czasy do tego, żeby świadomie podnosić swoje kwalifikacje i staram się z tego korzystać.

 

O byciu kibicem, zwątpieniu i wsparciu najbliższych

 

Interesujesz się jako młody chłopak kibicowskim życiem Wisły?

Zanim regularnie zacząłem grać w Wiśle, to oczywiście chodziłem na mecze, również do młyna. Później już wchodziliśmy na stadion jako juniorzy z trenerami, więc siedziałem spokojnie.

I nie mówiłeś do drużyny „idźcie sami, bo ja idę na młyn”?

Nie, nie (śmiech). Ale dzisiaj lubię sobie zerknąć w Internecie na oprawy, doping, na to co się dzieje na trybunach.

A ty patrzysz na to jak kibice Wisły Cię postrzegają jako wychowanka?

Na pewno fajnie się czuję z tym, że przeszedłem długą drogę w Wiśle i chciałbym tu grać latami, ale trudno powiedzieć jak to wszystko się potoczy dalej.

W ilu meczach zobaczymy jeszcze Jakuba Bartosza w barwach Wisły Kraków?

Miałeś taki okres w swojej grze juniorskiej gdy podpadłeś trenerowi?

Nigdy nie trafiłem na dywanik do jakiegokolwiek szkoleniowca. Wiadomo, że jak jesteś na obozach z chłopakami, to są różne głupie pomysły, ale ja nie jestem tego typu człowiekiem, raczej wiem kiedy się zdystansować. Jak w każdej drużynie, tak i u nas były różne charaktery. Żartownisiem był na przykład Kamil Ptaszyński, który miał śmiech taki, że albo wszystkich tym wkurzał albo rozbawiał.

A co on teraz robi?

Nie gra już w piłkę.

A wielu było takich, których poznałeś w juniorach Wisły, którzy bardzo dobrze rokowali, ale podjęli decyzję o zakończeniu gry przedwcześnie w Twojej opinii?

Na pewno Oskar Wąsikowski. Miał super technikę, dojrzałe zachowania boiskowe, ale podjął decyzję by pójść na studia i zostawić grę w piłkę. Zawsze wiedział czego chce, więc myślę że tego nie żałuje. Trudno powiedzieć na ile decyduje o grze w piłkę charakter, na ile umiejętności i zwykłe szczęście.

Ty jesteś najlepszym przykładem na to, że charakter gra dużą rolę. W finale CLJ byłeś rezerwowym – dziś w kadrze Wisły Kraków.

Miałem wtedy dużą niechęć do futbolu.

A z czego to wynikało?

Byłem już wtedy powoływany do pierwszej drużyny u trenera Smudy. Usłyszałem od niego w wywiadzie, że jestem dużym talentem, wiec trochę zawróciło mi to w głowie. Później, po słabszym meczu, oceniano mnie bardzo surowo i ja wtedy też trochę zwariowałem, bo wydawało mi się że dobrze się prezentuję, a tu z boku dostaję po głowie. Wiesz jak młody chłopak w wieku 18 lat otrzymuje takie komunikaty, to bardzo się tym przejmuje i zatruwa sobie myśli.

Czyli w najważniejszym momencie dotychczasowej kariery, gdy kończyłeś wiek juniora nie miałeś chęci by grać dalej. I pomimo tej niechęci, Ty z ławki rezerwowych w CLJ, jako jedyny zostałeś w Wiśle, a dzisiaj grasz w kadrze U-21 i masz występy w Ekstraklasie?

Rzeczywiście tak to wygląda. Dużo mi pomogła wtedy moja dziewczyna Angelika, siostra i jej chłopak oraz przede wszystkim mama. Wszyscy pracowali nade mną i zachęcali do tego, bym się nie przejmował i nie odpuszczał.

Miałeś po prostu kogoś, kto ściągnął Ci lejce i naprowadził na właściwą drogę?

Zgadza się. Zacząłem inaczej na to wszystko patrzeć. Że nie muszę się komuś podobać, tylko najważniejsze, by sprawiało mi radość, to co robię. Że oceny mojej pracy mogą być różne, ale nie powinienem się poddawać.

Twoja przyszłość – trener?

Oj nie, nie. Nie widzę siebie w takiej roli.

 

Rozmawiał Arkadiusz Stolarek


27 listopada godz. 18:00 Bruk-Bet Termalica Nieciecza vs Wisła Kraków

Wygra Bruk-Bet: 2.8

Remis: 3.2

Wygra Wisła: 2.45

 

 

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem