W NBA zmiany już w 2020 roku. Co dalej z Gortatem?

Nie ma drugiej, tak często powtarzanej plotki transferowej, jakoby LeBron James latem 2018 roku miał opuścić obóz Clevalend Cavaliers, by wyruszyć w podróż w kierunku słonecznego Los Angeles. I gdyby spojrzeć na to krytycznym okiem, można dojść do wniosku, iż jest to tak samo prawdopodobne, jak Polska zostająca Mistrzem Świata w 2018 roku w Rosji. Niby nikt w to nie wierzy, ale każdy na to liczy. Niby małe są na to szanse, ale nie można wykluczyć takiego obrotu spraw. Mamy dziś jednak rok 2017 (jeszcze), więc trochę nam przyjdzie poczekać na rozwój wydarzeń. Niemniej warto się przyjrzeć dzisiejszej lidze i odpowiedzieć sobie na pytanie: jak obraz NBA zmieni się za te 3-4 lata? Kto spadnie ze świecznika, a kto się na niego wdrapie? Przyjrzyjmy się trzem scenariuszom.

LeBron James zdobywa swój ostatni pierścień mistrzowski, ale nie z Cleveland Cavaliers

Mamy rok 2020, LeBron James zmęczony wypalonym składem Cavs opuszcza go dwa lata wcześniej, by dołączyć do drużyny, z która ma szansę zdobyć mistrzostwo. Pierwsze pytanie jakie pojawia się w naszych głowach, to czy LeBron za te kilka lat nadal będzie czołową postacią ligi. Najpierw cyferki.

LeBron James, rocznik 1984 (32 lata), 3 pierścienie mistrzowskie, 7. Miejsce na liście strzelców wszechczasów, wiele do udowodnienia i stale niesłabnący głód zwycięstw. A co porabiał niejaki Michael Jordan, mając tyle samo lat? Właśnie wracał do NBA po swojej pierwszej emeryturze, dzierżąc tak samo 3 mistrzowskie trofea i mnóstwo oczekiwań wobec własnej osoby. Kolejne 3 lata przyniosły 3 kolejne pierścienie, ostatni w wieku 35 lat, czyli rok mniej od LeBrona w roku 2020. Stąd wniosek, że nie warto skreślać jeszcze poczciwego Króla James’a, Natomiast obecnie jesteśmy świadkami jego ostatnich lat dominacji, a sam LeBron – choć nadal będzie uwielbiany i szanowany – powoli zacznie opuszczać blask reflektorów, by zrobić miejsce młodszym gwiazdom.

Pytanie, do kogo zdecyduje się dołączyć? Mocno wątpliwe jest porzucenie konferencji wschodniej, którą dobrze zna i wie już jak się po niej poruszać. Jedno jest pewne – to musi być drużyna, która z miejsca zapewni mu szansę na mistrzostwo. Boston z wiadomych względów odpada, ale Bucks, Knicks albo 76ers zdają się nabierać rozpędu. No i zawsze pozostają Lakersi… (POLSKA DAWAJ 2018!)

NBA miała tylko jednego potwora pokroju Joeala. Nazywał się Shaquile O’Neal

MVP zostaje Joel Embiid

O tym panu można wiele napisać. W NBA pojawił się w wieku 20 lat, co mogłoby się wydawać nieco późno, jednak należy wziąć pod uwagę, że pierwszy raz zagrał w koszykówkę dopiero w wieku 15 lat, a to powoduje, że inaczej patrzymy na jego karierę. Ktoś musiał najwyraźniej dojrzeć smykałkę do gry w tym kameruńskim chłopcu. Dalej jego historia potoczyła się dynamicznie, doprowadzając go na 3. miejsce Draftu 2014. Wielu wyśmiewało pecha Philadelpii 76ers, którzy nie tylko byli najgorzej grającą drużyną w NBA, ale stracili nowo pozyskanego potwora na 2 lata na rzecz kontuzji i operacji. Dziś jednak jesteśmy świadkami 2. sezonu w wykonaniu Joela, a także pierwszego sezonu jego kolegi Bena Simmonsa. I oto proszę, co ten powiew świeżości przyniósł drużynie. W tym momencie zajmują 5. miejsce w konferencji wschodniej, a jeszcze rok temu byli aż 9 oczek niżej. Zaliczają bilans 13 – 9, z którym mogliby w konferencji zachodniej wskoczyć nawet na miejsce czwarte. Ale to nie wszystko. Joel Embiid w tym sezonie zaliczył niemalże quadruple-double z taką oto linijką: 46 punktów, 15 zbiórek, 7 asyst i 7 bloków. Dla przypomnienia, jedynie czterem zawodnikom udało zaliczyć się pełnoprawne poczwórne zdobycze, ostatni raz w 1994 roku zdobył je niejaki pan David Robinson. Znacie?

Jedno jest pewne, by zdobyć quadruple-double, albo by zaledwie zbliżyć się do takiego wyniku, trzeba dominować dosłownie każdą strefę boiska. To osiągnięcie na tyle wyjątkowe, że ciężko uwierzyć, że w ogóle może się wydarzyć. A tu ni stąd, ni zowąd zjawia się Joel Embiid, który grając w NBA ledwie od roku wyczynia takie rzeczy. Jeśli ktoś ma zdominować NBA na kolejne długie lata, to będzie to właśnie ten kameruński chłopiec. Oby tylko zdrowie dopisało, bo przy takim wzroście i masie mięśniowej o uraz łatwiej niż komukolwiek innemu.

Niech nam Marcin gra jak najdłużej. Drugi Polak w NBA może się tak szybko nie pojawić.

Marcin Gortat kończy swoją przygodę z NBA

Oj ten nasz rodzynek. To już 12 sezon Marcina w najlepszej lidze świata, a piąty z Washington Wizards. Boiskowo spełnia oczekiwania drużyny i kibiców i choć jego statystyki nie porywają, to średnia sezonu oscylująca wokół double-double to solidny performance. Do 2019 roku jest związany z obecną drużyną, ale co dalej? Co po 2019 roku, kiedy będzie walczył o nowe zatrudnienie? Metryczka Marcina mówi jasno, w 2019 roku będzie miał 35 lat. (Marcin i LeBron to rówieśnicy) Wiadomo Marcin nie jest zawodnikiem kalibru LeBrona i prawdopodbnie jego rola będzie się z czasem minimalizować, a jego miejsce w pierwszym składzie zajmie ktoś znacznie młodszy. Nasz rodak to solidny gracz, ale wiek i zmęczenie będą robić swoje. Możliwe, że przedłuży kontrakt z Wizards, pewne jest natomiast, że nie może spodziewać się pieniędzy podobnych do tych, które zarabia teraz (12 milionów $ za rok). Nawet jeśli Marcin znajdzie zatrudnienie na dłużej i nie odejdzie z NBA w roku 2020, to i tak to ostatnie lata, kiedy mamy możliwość oglądać Marcina za oceanem i radzę cieszyć się każdym meczem z jego udziałem. Najbliższy dzisiaj z Utah Jazz. Gdzie widzielibyście Marcina za dwa lata? Ja to bym go wysłał na wakacje do LA albo Miami. Będzie mi brakować #podnogo.

Przemysław Prusinowski

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

 

Komentarze