Maciej Skorża byłby rozczarowany spotkaniem na Old Trafford, gdzie na szczycie tabeli rozegrano derby Manchesteru. Ani Jose Mourinho, ani Pep Guardiola nie może po tym meczu powiedzieć bowiem, że rywalizacja o tytuł Premier League nabierze rumieńców. Jedyny kolor, na jaki będzie świecić się widniejący na logotypie rozgrywek dumny lew w koronie to kolor błękitny. Jedenaście

Maciej Skorża byłby rozczarowany spotkaniem na Old Trafford, gdzie na szczycie tabeli rozegrano derby Manchesteru. Ani Jose Mourinho, ani Pep Guardiola nie może po tym meczu powiedzieć bowiem, że rywalizacja o tytuł Premier League nabierze rumieńców. Jedyny kolor, na jaki będzie świecić się widniejący na logotypie rozgrywek dumny lew w koronie to kolor błękitny. Jedenaście punktów przewagi zamiast trzech i chociaż w piłce wszystko jest możliwe – faworyt do zgarnięcia mistrzostwa stał się tak wyraźny, jakby przed chwilą połknął wiadro rutinoscorbinu.

Włodzimierz Smolarek byłby dumny widząc, jak to spotkanie na swoją szalę przechylają piłkarze Pepa Guardioli. The Cityzens tańczyli w narożniku boiska, kradnąc bezcenny czas, a od czasu do czasu także marnując stuprocentowe sytuacje, których wykorzystanie byłoby ostatnim gwoździem do trumny. Mogli sobie jednak na to pozwolić, bo od początku tej bitwy o Anglię byli stroną zdecydowanie lepszą.

Typowy Mourinho

Manchester United pod wodzą portugalskiego menedżera zepsuł już niejeden genialnie zapowiadający się hit Premier League. Mourinho nawet nie drgnęłaby powieka, gdyby to derbowe spotkanie na szczycie zakończyło się identycznie, jak kilka poprzednich. Już godzinę przed meczem było wiadomo, jaki Czerwone Diabły mają plan na rozmontowanie błękitnej maszyny Guardioli.

David Silva otworzył wynik meczu. Kapitan City przeżywa renesans formy

Lukaku w ataku, a za jego plecami trzech skrzydłowych, z których jeden grał za plecami belgijskiego napastnika – nie trzeba być Sherlockiem Holmesem ani nawet Krzysztofem Rutkowskim by rozszyfrować, co siedziało w głowie The Special One. Wciąganie gości na własną połowę, długa piłka na Lukaku, który przytrzymując ją miał dać czas nadbiegającym trzem Strusiom Pędziwiatrom lub ewentualnie bezpośrednie uruchomienie kogoś z trójki Martial – Rashford – Lingaard – te podręcznikowe kontrataki, w parze z odrobiną szczęścia miały przynieść dzisiaj sukces.

Na czym ów szczęście miałoby polegać? Chociażby na takich błędach, jak ten Fabiana Delpha, który ostatecznie skończył się bramką na 1:1. Ustawiony na lewej obronie Anglik – chociaż jest łysy – obcinał się tego popołudnia na Old Trafford kilkukrotnie.

Jedna z takich „obcinek” zakończyła się bramką do szatni, która dała gospodarzom remis. Przyznajmy: zasłużony mniej więcej tak, jak podział punktów kilka dobrych chwil wcześniej na Anfield, gdzie Liverpool zremisował z Evertonem.

Manchester United dostał od Delpha przedwczesny prezent pod choinkę, chociaż w pierwszej połowie piłkarsko nie był grzeczny. Po 18. minutach posiadanie piłki to 76% do 24% dla gości. Piłkarze Jose Mourinho nie dość, że byli przy piłce rzadko, to jeszcze zupełnie jej nie szanowali. 57% celnych podań po 30 minutach w takim meczu to bardzo słaby wynik. Gdy dodamy tego zero stworzonych sytuacji i tyle samo strzałów celnych na bramkę gości, gol dla City wydawał się być kwestią czasu.

Przegrany środek pola

Środkowi pomocnicy nie tylko w spotkaniach tego kalibru, ale zwłaszcza w nich muszą dawać spokój całej drużynie. Być jak swego czasu Andrea Pirlo, o którym Zbigniew Boniek powiedział, że podać do niego piłkę to jak schować do sejfu. Porównajmy to z Anderem Herrerą, który pierwszy raz futbolówkę stracił w… dziesiątej sekundzie meczu. Kiedy realizator transmisji nawet nie zdążył odpalić planszy z wynikiem i zegarem w lewym górnym rogu ekranu.

Fernandinho nosi fortepian, na którym pięknie grają ofensywni zawodnicy.

Herrera dziś walczył, jak cała drużyna Czerwonych Diabłów, ale był wręcz irytująco niedokładny i niekiedy nawet bezmyślny. W trzeciej minucie miał już dwie straty, a po 22. minutach gry sędzia dostał od niego już drugi pretekst, by gwizdnąć karnego dla City.

Dziś nie wygrał ani jednego pojedynku główkowego, nie oddał ani jednego strzału, często faulował i dostał żółtą kartkę za nurkowanie w polu karnym. Liczba osób, które nie mogą znieść Hiszpana jest na Wyspach porażająca. Były piłkarz Athletiku powoli przebija Younga, Suareza, Bartona i innych.

Dla porównania – po drugiej stronie boiska biegał Fernandinho, czyli żywe fundamenty  błękitnej budowli Guardioli w Manchesterze. Znów był dobry w obronie i czytał grę rywali przechwytując piłki, regulował tempo gry jak najlepszy szwajcarski zegarek, dorównywał walecznością zawodnikom ubranym w czerwone trykoty. Jeśli było trzeba – zastąpił słabego dziś Kompany’ego na środku obrony. Błyszczy na Etihad Sane, Sterling, Jesus (dziś przeciętnie), David Silva czy De Bruyne, ale to Fernandinho trzyma wielki reflektor i kieruje na nich światło.

Mistrza już znamy?

Mourinho przegrał kolejną partię szachów. Przede wszystkim – nie był konsekwentny, a to nierozłączna cecha tych, którzy obrali dobry plan i trzymają się go z wiarą. W te 90 minut przeszedł ze skrajności w skrajność: najpierw głównie destrukcja, czyhanie na błąd i kontry. Później dwie wieże z przodu (Lukaku, Ibrahimovic), którym pomagali napastnicy na skrzydłach (Martial, Rashford) i Juan Mata w środku. Choć rozumiemy ryzyko i postawienie wszystkiego na jedną kartę, w linii pomocy do tyłu patrzył tylko Matić, przez co City mogło w ostatnich minutach kilkukrotnie podwyższyć prowadzenie.

Manchester City – 16 meczów, 15 zwycięstw, 11 punktów przewagi nad lokalnym rywalem.

Nie zrobiło tego także dlatego, że goście postanowili wziąć przykład ze śp. Włodzimierza Smolarka i kraść sekundy przetrzymując piłkę w narożniku boiska. Może to nie było piękne, łezka w oku pojawiła się tylko Polakom pamiętającym byłego napastnika Widzewa, ale okazało się skuteczne.

Czternaste ligowe zwycięstwo z rzędu Manchesteru City stało się faktem. Na 16 meczów piłkarze Guardioli wygrali 15 i raz zremisowali. Jeśli kogoś mielibyśmy koronować już w grudniu – byliby to Obywatele.

Kibice z Etihad Stadium pamiętają jednak własny pościg sprzed kilku sezonów, zakończony szalonym meczem z Queens Park Rangers i pamiętną bramką Sergio Aguero w ostatniej minucie meczu, która dała The Cityzens mistrzostwo Anglii. Wtedy United mieli dużą przewagę, którą ostatecznie roztrwonili. Nikt w obozie City nie będzie więc po derbach otwierał szampanów z okazji mistrzostwa, ale świetnej formy i wygranych derbów? Czemu nie. Na widok gry zespołu Guardioli ręce same składają się do oklasków, a palce automatycznie zdejmują korki na napojach wyskokowych. Mistrza jeszcze nie znamy, ale jeden z zespołów gra po mistrzowsku. I wszystko wskazuje na to, że można się skupić w Premier League na walce na miejscach od drugiego do dwudziestego.

Manchester United – Manchester City 1:2 (1:1)
0:1 – David Silva 43′
1:1 – Marcus Rashford 45’+2
1:2 – Nicolas Otamendi 54′

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem