VAR zmienia piłkę nożną – na lepsze ?

System weryfikacji wideo. Video Assistant Referee. Albo po prostu VAR. Przed wprowadzeniem go na piłkarskie boiska wstrzymywano się długo, bardzo długo. Wzbraniał się przed nim rękami i nogami poprzedni prezydent FIFA, Sepp Blatter, argumentując, że powtórki zabiją piękno futbolu, mecze przedłużą się w nieskończoność, a pomyłki sędziowskie są częścią dyscypliny. Nie minęło kilkanaście kolejek bieżącego sezonu Ekstraklasy, a VAR nie jest już tylko testowaną nowinką regulaminową, ale często gwoździem programu, który decyduje o losach meczu.

System weryfikacji wideo. Video Assistant Referee. Albo po prostu VAR. Przed wprowadzeniem go na piłkarskie boiska wstrzymywano się długo, bardzo długo. Wzbraniał się przed nim rękami i nogami poprzedni prezydent FIFA, Sepp Blatter, argumentując, że powtórki zabiją piękno futbolu, mecze przedłużą się w nieskończoność, a pomyłki sędziowskie są częścią dyscypliny. Nie minęło kilkanaście kolejek bieżącego sezonu Ekstraklasy, a VAR nie jest już tylko testowaną nowinką regulaminową, ale często gwoździem programu, który decyduje o losach meczu.

 

W ostatniej kolejce z VAR korzystano już podczas 7 z 8 spotkań Ekstraklasy. Niemalże na każdym zaznaczył swoją obecność, wpływając na losy większości ze spotkań 12. serii gier. Jeszcze trochę, a gest sędziego, pokazującego wirtualny monitor telewizora będzie dla nas tak powszechny, jak wskazanie na środek boiska bądź sięgnięcie po żółty kartonik.

Ten gest towarzyszy piłkarskim spotkaniom coraz częściej. Szymon Marciniak prosi o wideo weryfikację.

Już w pierwszym, piątkowym meczu sędzia nie uznał bramki dla Korony Kielce strzelonej Wiśle Płock przez Elię Soriano. Tym razem obyło się nawet bez przerywania gry przez głównego arbitra spotkania – słówko szepnięte do słuchawki przez asystentów siedzących przed monitorami wystarczyło, żeby Tomasz Kwiatkowski gola nie uznał. I słusznie. Gospodarze i tak ostatecznie wygrali ten mecz, 2:0.

Jeszcze tego samego wieczoru wideo weryfikacja pomogła jednak zmienić losy meczu w Białymstoku. Bramkę ze spalonego w przedostatniej minucie spotkania zdobył Maciej Gajos. Trafienie zostało anulowane. Zamiast zwycięstwa Lecha mieliśmy remis i sprawiedliwy podział punktów.

Bramka Mateusza Cetnarskiego „do szatni” nie zostałaby uznana, gdyby nie VAR. W historii futbolu wiele mieliśmy tego typu goli, z których drużyny zostawały okradzione przez błędy sędziego. Piłka, po przekroczeniu linii bramkowej wróciła do gry. Na szczęście to, co umknęło arbitrowi wychwyciły kamery telewizyjne. Mecz zakończył się remisem i mimo faktu, że to Piast był tego dnia drużyną znacznie lepiej grającą w piłkę – to remis 2:2, w świetle obowiązujących przepisów był wynikiem prawidłowym. „Sączersi” systemowi VAR zawdzięczają jeden punkt, a Cetnarski drugie trafienie w sezonie.

Mecz na styku we Wrocławiu. Śląsk naciera, prowadząca Wisła Kraków mądrze się broni, a po rzucie rożnym dla gości w polu karnym upada Zoran Arsenić, ewidentnie pociągany za koszulkę przez Piotra Celebana. Jak wielu z takich sytuacji nie widzą sędziowie, bo dostrzec ich po prostu nie mogą w podbramkowym chaosie? Decyzja zapada dosłownie w kilkadziesiąt sekund, Paweł Raczkowski dyktuje jedenastkę, a pewnie wykorzystany przez Carlitosa rzut karny „zabija” mecz. Śląsk po tym ciosie już się nie podniósł i przegrał 0:2.

Sędziemu głównemu spotkania pomagają koledzy zasiadający przed monitorami. Na zdjęciu Paweł Gil.

Spotkanie na szczycie Ekstraklasy w Lubinie, hit, który…rzeczywiście był hitem. Mierzą się Zagłębie z Górnikiem Zabrze, szybkie tempo meczu, efektowne akcje, pięć goli. Szósty, na 2:2, do szatni dla gości, nie uznany przez Tomasza Musiała. Minimalny, ale jednak, spalony przy bramce Szymona Matuszka. W tym przypadku obraz meczu raczej nie uległ by zmianie, gdyby zabrzanie do szatni na przerwę schodzili przy remisie, a nie przegrywając 1:2. Niemniej, w poprzedniej kolejce po ewidentnej „symulce” Igora Angulo, w meczu, w którym VAR nie było, podopieczni Marcina Brosza sięgnęli po komplet punktów. Tym razem, przy całej sympatii dla stylu gry ligowego beniaminka, wynik nie został wypaczony. 3 oczka pozostały na koncie Miedziowych. W przeciwnym wypadku byłby remis.

Na zakończenie kolejki w Krakowie słusznie nie uznany gol dla Pogoni na 1:1. Z dystansu uderzał Spas Delev, ale na linii strzału stał Jarosław Fojut. Obrońca co prawda piłki nie dotknął, ale absorbował uwagę fatalnie nawiasem mówiąc interweniującego Sandomierskiego. Gdyby bramka wyrównująca została uznana, losy meczu mogłyby potoczyć się inaczej, tym bardziej, że Pogoń miała swoje okazje bramkowe. Ostatecznie przegrała z Cracovią aż 0:3.

VAR w ostatniej kolejce nieobecny był jedynie w Warszawie, gdzie stołeczna Legia podejmowała Lechię Gdańsk. System z pewnością by się jednak przydał w momencie, gdy Błażej Augustyn ewidentnie zagrał piłkę ręką w polu karnym. Nie ma wątpliwości, że gospodarzom należał się w tej sytuacji rzut karny. Być może kibice nie musieliby wówczas drżeć o wynik do ostatniej minuty meczu, a prezes Dariusz Mioduski – żegnać się po ostatnim gwizdku sędziego. Mistrz Polski ostatecznie zwyciężył skromnie, 1:0.

Po niespełna kwartale z VAR przyzwyczailiśmy się do niego na tyle, że mecz bez jego udziału zaczynamy uważać za wypaczony bądź niesprawiedliwy. Wszystko przebiega sprawnie, całość meczu zostaje zazwyczaj przedłużona o minutę, góra dwie więcej, niż dotychczas. Zdarzają się jeszcze wpadki, jak chociażby w przypadku meczu Śląska z Cracovią, kiedy Szymon Marciniak na podstawie weryfikacji wideo podyktował rzut karny, którego…ewidentnie nie było!

Z systemu VAR najczęściej dotychczas korzystał Szymon Marciniak. Nasz najlepszy arbiter nie ustrzegł się jednak błędów.

W przeważającej większości przypadków jednak system pomaga sędziom, a piłkarze coraz częściej opuszczają boisko bez nieprzyjemnego uczucia, że zostali przez prowadzącego spotkanie „przekręceni”. Sami arbitrzy natomiast nie tylko otrzymali potężną broń w walce z boiskowymi oszustami, ale i pewność, że ich ewentualne pomyłki mogą zostać naprawione, co na pewno wpływa pozytywnie na ich postawę podczas prowadzonych meczów.

Jak pokazała ostatnia kolejka Ekstraklasy, wprowadzenie systemu weryfikacji wideo było potrzebne, a to, co od dawna stosuje się hokeju, tenisie czy rugby, błyskawicznie przyjęło się także w futbolu. Nie ma mowy o rewolucji, mamy natomiast ewolucję, a system, wciąż jeszcze wprowadzany i bez wątpienia nie pozbawiony błędów, z meczu na mecz powinien funkcjonować coraz lepiej. Skorzystają na tym wszyscy: piłkarze, kibice i sędziowie. Tak trzymać!

Michał Faran

 

Ekstraklasa z VAR sprawiedliwsza? Sędziowie nie „psują” już kuponów? Oferta LV BET na mecze naszej Ekstraklasy dostępna jest TUTAJ!