Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.
W meczu na absolutnym szczycie Ekstraklasy spotkały się dwie wielkie marki, które zdmuchnęły kurz z wielkiego klasyku nazywanego Derbami Polski. Mecz nie zawiódł, choć worek z bramkami rozwiązany dość późno. Dwukrotnie używany był system VAR, dwa razy kibice przerwali mecz, na brak dogodnych sytuacji i tempo też nie mogliśmy narzekać. Emocji w tym spotkaniu nie

W meczu na absolutnym szczycie Ekstraklasy spotkały się dwie wielkie marki, które zdmuchnęły kurz z wielkiego klasyku nazywanego Derbami Polski. Mecz nie zawiódł, choć worek z bramkami rozwiązany dość późno. Dwukrotnie używany był system VAR, dwa razy kibice przerwali mecz, na brak dogodnych sytuacji i tempo też nie mogliśmy narzekać. Emocji w tym spotkaniu nie brakowało do ostatniego gwizdka sędziego.

To był szlagier w czterech aktach.

Akt I. Do pierwszego dymu

Obie drużyny ustawione tak, jak można było się tego spodziewać – Legia nastawiona na posiadanie, goście zaś na kontrataki. Po kilku minutach i nieznacznej przewadze podopiecznych Marcina Brosza gospodarze zorientowali się, że naiwna gra z milionem podań na połowie KSG może skończyć się tak, jak w 18. minucie. Kontratak, który dał pierwszą bramkę drużynie gości udał nawet, jeśli… był nieudany. Tomasz Loska fatalnie uruchomił wychodzących do ataku kolegów z pola, ale jeszcze gorzej zagrywał legionista, do którego ta piłka dotarła.

Łukasz Wolsztyński już cieszył się z bramki, ale system VAR naprawił błąd sędziego

Pięciu zawodników, którzy do przodu przy kontrach Górnika pędzili zawsze – czy by się paliło, waliło albo dymiło (no dobra, jak dymiło to nie) – to zaowocowało trafieniem Wolsztyńskiego. Wcześniej jeden z Trójkolorowych znalazł się jednak na spalonym, bramka została anulowana. VAR zadziałał, chociaż szkoda tej radości zawodników, którzy cieszyli się razem ze sporą liczbą kibiców z Zabrza.

Akt II. Do przerwy

Jest grupa ludzi, którzy jako wadę systemu VAR wymieniają długi czas oczekiwania na decyzję arbitra. Po tym spotkaniu można śmiało stwierdzić, że obserwowanie biegającego do zasłoniętego srebrną płachtą ekranu sędziego jest dużo ciekawsze, niż obserwowanie…

No właśnie. Dymu. Z przymrużeniem oka należy jednak powiedzieć, że tą przerwą kibice pomogli swojej drużynie. Legia po ponownym wbiegnięciu na murawę wyglądała znacznie konkretniej. Niestety dla fanów Wojskowych – tylko do momentu oddawania strzału na bramkę. Zarówno w przypadku Hamalainena, jak i Kucharczyka zawiodła skuteczność. Oddać piłkarzom Romeo Jozaka należy z pewnością to, że potrafili dostosować się do meczowych warunków i próbowali zaskoczyć lidera ekstaklasy jego własną bronią: szybką wymianą niewielu podań, by w ten sposób przedostać się pod bramkę Tomasza Loski. Swoją drogą – fantastycznego dziś, ale o tym w następnym akcie.

Akt III. Do drugiego dymu

Po przerwie zdecydowanie lepszą drużyną była Legia, głównie dzięki postawie najlepszego w jej szeregach Guilherme. Brazylijczyk opanował środek pola, rozdzielał piłki i stwarzał kolejne sytuacje. Za każdym razem na posterunku oglądaliśmy jednak fenomenalnego bramkarza z Zabrza, który tylko sobie znanym sposobem bronił w kolejnych stuprocentowych sytuacjach.

Gdyby o tym meczu i o tym, kto rozsiądzie się w niedzielną noc na fotelu lidera decydował piłkarsko-teatralny sędzia, w notach prowadziliby Wojskowi 2:1. Zabrzanie w drugim i trzecim akcie byli drużyną gorszą, ale nadal walczącą, biegającą i depczącą po piętach lepiej i częściej operującym piłką gospodarzom.

Hamalainen okazał się lepszy od Kurzawy, a na dodatek dał zwycięstwo i lidera swojej drużynie.

Akt IV. Po drugim dymie

Po drugiej przerwie lepiej zaczęli goście, jakby Brosz znów naładował swoich piłkarzy. W wielu sytuacjach byli bowiem wolniejsi, mniej dynamiczni i zwrotni od gospodarzy. Po przerwie ten błysk i mobilność znów dało się dostrzec, choć sytuacja za chwilę wróciła do normy. Sędzia podyktował jedenastkę dla stołecznej drużyny, ale po raz kolejny decyzję arbitra zmienił VAR. Nadal było bezbramkowo, choć napór Legii trwał i wreszcie dał efekt.

Wielu na trybunach pytało: ile jeszcze ten Loska może tak bronić? Odpowiedź brzmi: długo, bardzo długo, ale nie w nieskończoność. Nawet w tej akcji, w której Hamalainen trafił do siatki, zanotował dobrą interwencję. Fin przebił się jednak przez tę ścianę, potwierdzając tym samym, że może być krytykowany, niewidoczny, nieefektowny, ale w takich momentach sprawdza się jak nikt.

Epilog

Kiedyś Wojciech Kowalczyk powiedział o Jakubie Koseckim, że po trzech bramkach w krótkim odstępie czasu z Widzewem, Wisłą i Lechem zostałby w dawnych czasach prawdziwym królem Warszawy. Dziś na podobne miano zasłużył fiński pomocnik, który już dwukrotnie ratował Legię w bardzo ważnych spotkaniach z Lechem Poznań. Teraz zapewnił Wojskowym zwycięstwo w meczu na szczycie i fotel lidera.

Na Łazienkowskiej spotkał się ekstraklasowy, mający trochę gorsze pomysły Real Madryt z ambitnym, ale słabszym technicznie ekstraklasowym Atletico. Dziś nie można jednak narzekać na poziom prezentowany przez obie drużyny, a i emocji było w naszym klasyku więcej, niż na Półwyspie Iberyjskim.

VAR – sędzia 2:0. Legia – Górnik 1:0. Dym – mecz 2:0, choć może kibice Legii chcieli tym samym zakomunikować światu: Habemus lidera!

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.