„Siadaliśmy jak do telenoweli. (…) Przecież my, dzięki tym transmisjom, żyliśmy życiem zastępczym”. Ten cytat sprzed lat autorstwa legendarnego już komentatora Włodzimierza Szaranowicza, choć dotyczył konkretnie Adama Małysza, w dzisiejszych czasach staje się wręcz symbolem. Symbolem tego, że w skokach – jak to mawia młodzież – „kiedyś to było”. Magia tej dyscypliny, którą wielu z nas fascynowało się 10 czy 15 lat temu, zaczyna gdzieś ulatywać. Ale gdzie i dlaczego?

Na wstępie trzeba zaznaczyć – skoki narciarskie to wciąż dynamiczna i atrakcyjna dyscyplina, którą fani oglądają z wielką przyjemnością. Pod jednym względem na przestrzeni nie zmieniło się wiele – jedni ją kochają, inni nie lubią i narzekają na towarzyszącą nudę. Ale niedawno pojawiła się trzecia grupa. Coraz częściej nawet najzagorzalsi przed laty kibice, którzy jeszcze niedawno oglądali zmagania na skoczniach z wypiekami na twarzach, oglądają zawody z przyzwyczajenia czy „dla przyzwoitości”. Z czego to się bierze? Wszak mówimy o dyscyplinie, która w czasach Adama Małysza uważana była wręcz za narodową. A powodów takiego stanu rzeczy jest kilka.

Nie bez przyczyny we wstępie przywołany został cytat Włodzimierza Szaranowicza z jego pięknej, emocjonalnej wypowiedzi odnośnie końca kariery Małysza. Właśnie wtedy miliony Polaków pokochały skoki. Właśnie wtedy co niedzielę „siadaliśmy jak do telenoweli”, by obserwować rywalizację na skoczni. Właśnie wtedy dmuchaliśmy w telewizory, by ponieść naszych, a przy próbach rywali w głowie, a nawet czasem na głos, powtarzaliśmy formułki „skuś baba na dziada” itp. Skoki od zawsze w dużym stopniu uzależnione były od pogody. I w tych loteryjnych czasem konkursach było coś pięknego, często nieprzewidywalnego. Pewien pierwiastek wspomnianej magii, bo nigdy nie było wiadomo, czy Małyszowi powieje akurat pod narty, czy w plecy. Chociaż on może akurat nie jest tu dobrym przykładem, bo w czasach świetności latał daleko niezależnie od wiatru.

„System nie jest doskonały, a cierpi na tym dyscyplina. Teraz nawet gdy skoczysz daleko, nie możesz się cieszyć. Musisz liczyć w głowie ile punktów odejmą ci za belkę, ile dodadzą za wiatr”

Piękne było to, że dyscyplina ta na przestrzeni wcześniejszych lat nie zmieniała się bardzo znacznie. Owszem, rewolucją była zmiana pozycji lotu na słynną „V”, którą stosuje się obecnie, ale technologia nie miała aż takiego wpływu na wyniki. Byłeś dobry – wygrywałeś. Niezależnie od tego, czy miałeś takie czy inne buty, taki czy inny kostium. Różne federacje starały się kombinować, jak chociażby swego czasu Austriacy, którzy odlatywali reszcie ze względu na specjalne kombinezony z obniżonym krokiem. Niemniej z czasem przepisy to wszystko uregulowały i o obejście ich było już bardzo trudno. Niestety technologia weszła do świata skoków z drzwiami. I nie zanosi się, by w przyszłości się to zmieniło. Obecnie nie masz co myśleć o dalekich skokach i rywalizacji z najlepszymi, jeśli nie masz odpowiedniego stroju, odpowiednich nart. W tym sezonie Niemcy zaskoczyli nowatorskimi kaskami – czy w celu poprawy wyników, czy bezpieczeństwa, trudno powiedzieć. I choć rozwój dyscypliny nie jest niczym nowym – wszak inne też nieustannie prą do przodu – to jednak w tym przypadku technologia w pewnym stopniu zabija magię skoków.

Ale najbardziej widać to we wprowadzonym kilka lat temu systemie rekompensaty za wiatr czy belkę startową. Założenie było słuszne – pomysłodawcy chcieli wykluczyć sytuacje, gdy w przypadku zmiany warunków atmosferycznych i platformy startowej trzeba było rozgrywać całą serię od nowa, by wszyscy mieli równe szanse. Ale to też otworzyło pewne możliwości przed skoczkami i ich trenerami. Co widać było w poprzednim sezonie. Gdy Ryoyu Kobayashi znajdował się w życiowej formie, jego szkoleniowiec celowo obniżał mu belkę, bo wiedział, że Japończyk i tak poleci daleko. A dzięki temu sam zawodnik zyskiwał dodatkowe punkty, przez co wielokrotnie był po prostu poza zasięgiem. Nie można mieć do nich pretensji – przecież po prostu korzystali z nowych zasad, wszystko w ramach przepisów. Ale cały system ma o wiele więcej ciemnych stron.

Dyscyplinę tworzą osobowości…

Przede wszystkim kwestia samego przelicznika punktów za wiatr budzi gigantyczne kontrowersje. Gwoli przypomnienia – gdy wieje w plecy, zawodnik dostaje rekompensatę, zaś gdy dmucha pod narty, od jego noty odejmuje się określoną liczbę punktów. Sęk w tym, że trudno miarodajnie zmierzyć warunki atmosferyczne i przełożyć to na tabelkę w Excelu. O czym przekonaliśmy się w miniony weekend. Po swoim skoku Ryoyu Kobayashi dostał aż 7,7 dodatkowych punktów za wiatr z tyłu skoczni. Tak wyglądała teoria, a praktyka? Gołym okiem widać było, że Japończyk, już u dołu skoczni, dostał potężny podmuch pod narty, dzięki któremu poszybował aż 133,5 metra. Ale w uśrednionym pomiarze tego podmuchu nie było widać.  System nie jest doskonały, a cierpi na tym dyscyplina. Teraz nawet gdy skoczysz daleko, nie możesz się cieszyć. Musisz liczyć w głowie ile punktów odejmą ci za belkę, ile dodadzą za wiatr itd. Zawody często tracą przez to wyjątkowy klimat. Wszak kiedyś po prostu chodziło o to, by skoczyć najdalej. Co na swój sposób też było wyjątkowe i wspaniałe. I choć wspominana punktacja miała wyrównać szanse i jeszcze uatrakcyjnić rywalizację, to konkursy wciąż bardzo często są loteryjne. Ale gdy odbywa się to przy udziale technologii, boli jeszcze bardziej.

Na koniec warto dodać, że każdą dyscyplinę tworzą pewne osobistości. Gdyby Leo Messi czy Cristiano Ronaldo nie grali w piłkę, zapewne wiele osób mniej emocjonowałoby się meczami ich drużyn. Gdyby Lebron James nie został koszykarzem, grono fanów Cleveland Cavaliers, Miami Heat czy ostatnio Los Angeles Lakers byłoby zapewne sporo mniejsze. W skokach oglądaliśmy kiedyś wyjątkowych zawodników, wielkie rywalizacje. Adama Małysza ze Svenem Hannawaldem, Martina Schmitta z Janne Ahonenem i wiele, wiele innych. W ostatnich latach trochę tego brakuje. Owszem, walka Kamila Stocha ze Stefanem Kraftem czy Ryoyu Kobayashim elektryzowała tysiące fanów na całym świecie, ale mimo wszystko brakuje tego wyjątkowego klimatu i otoczki, które towarzyszyły skokom. Brakuje naturalizmu w reakcjach i wypowiedziach zawodników, którzy poprawność polityczną przedkładają nad prawdziwość. Brakuje wyjątkowych charakterów, dzięki którym dyscyplina też była wyjątkowa.

Wszystko to powoduje, że skoki powoli tracą urok, jaki miały jeszcze niedawno. Dyscyplina wciąż się rozwija w bardzo wielu kierunkach, ale niestety często nie z korzyścią dla niej samej. I jest to droga bez odwrotu. Więc albo się z tym pogodzimy i pokochamy ją w takiej formie, albo dalej będziemy cierpieć.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem