Ulala! Brawo Polacy – tak dobrze jeszcze nie było!

Sceptyczni jesteśmy w wychwalaniu i klaskaniu na zawołanie, ale tym razem kłaniamy się w pas - Polacy, kawał dobrej roboty! Lekkoatletyczna reprezentacja Polski zdobyła pięć medali podczas Halowych Mistrzostw Świata w Birmingham. Zajęliśmy dzięki temu trzecie miejsce w klasyfikacji medalowej całego czempionatu.

Czytaliśmy w czwartek zapowiedzi HMŚ i szans medalowych Polaków. Któryś z dziennikarzy napisał, że jest ich aż 11, w co nie chciało nam się wierzyć, bo kilka razy bieganie w hali oglądaliśmy i zdawaliśmy sobie sprawę, że to nie jest lekki kawałek chleba. Dość powiedzieć, że przed dwoma laty w Portland zdobyliśmy trzy krążki, dwa lata wcześniej w Sopocie nasz dorobek był identyczny i wtedy pękaliśmy z zachwytu – to były nasze mistrzostwa!

Teraz zdobyliśmy pięć krążków – dwa złote, dwa srebrne i jeden brązowy, dzięki czemu nie dość, że zajęliśmy trzecią pozycję w klasyfikacji generalnej, to na dodatek osiągnęliśmy najlepszy wynik w historii naszych startów podczas tej imprezy. Jadąc do Birmingham mieliśmy 26 medali w historii, z czego tylko trzy złote.

Czego się spodziewaliśmy?

Medalu Adama Kszczota. Gdy dowiedzieliśmy się, że Emmanuel Korir z Kenii nie dostał wizy na przelot do Anglii, to najpierw obsmarkaliśmy się ze śmiechu i braku profesjonalizmu u Kenijczyków, a potem się ucieszyliśmy, bo wiadomo było, że najgroźniejszy rywal wypadł naszemu reprezentantowi. Brakuje nam słów, by powiedzieć cokolwiek na temat Kszczota. Profesor? Przecież to wie każdy. Polak jest w formie praktycznie cały czas. Czemu praktycznie? Bo nie dał rady tylko podczas igrzysk olimpijskich w Rio. Poza tym? Wielka klasa sportowa Kszczota. Za kilkadziesiąt lat będziemy o nim czytali w książkach.

Medalu naszych sztafet. Precyzując – medalu jednej ze sztafet. Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że możemy zakręcić się dwukrotnie koło podium, ale że dziewczyny zdobędą srebro, a chłopacy złoto? Że mężczyźni pobiją rekord świata? Matko, przecież to jest jakiś kosmos! Nieprawdopodobne jest to, że nie mamy żadnego zawodnika na 400 metrów ze światowej czołówki, żadnego kwalifikującego się do finału mistrzostw świata, a w sztafecie zawsze mamy szanse na medal. Złoto – mimo że halowe – to ogromny sukces całej ekipy.

https://twitter.com/PZLANews/status/970385549033918465

Podium Piotrka Liska. Zdawaliśmy sobie sprawę, że trudno będzie wygrać zawody halowe, bo te u tyczkarzy są traktowane bardzo poważnie, ale mieliśmy nadzieję, że Polak stanie na podium. Udało się, zajął trzecie miejsce, czyli wyrównał swoje osiągnięcie sprzed dwóch lat z Portland. Wtedy był to spory sukces, teraz sukces, ale już nieco mniejszy. Lisek to wicemistrz świata z otwartego stadionu. Co by jednak nie mówić – bardzo dobre zawody w wykonaniu naszego zawodnika.

Czego się nie spodziewaliśmy?

Marcin – przepraszamy, ale nie wierzyliśmy w srebrny medal na dystanie 1500 metrów. Lewandowski pokazał, że jest kozakiem i to obecnie na dwóch dystansach. W eliminacjach dobiegł na czwartej pozycji w swojej serii, ale w finale już pozamiał. Posłużył mu stosunkowo wolny bieg i finisz. Z racji doświadczenia w bieganiu dystansu 800 m Lewy wiedział, jak szybko kończyć bieg. Srebro na HMŚ w konkurencji biegowej – czapki z głów.

Kto nie dał rady?

Paweł Wojciechowski medalu nie zdobył, ale czuliśmy, że tak może być. Po prostu jest dziś nieco słabszy niż najlepsi na świecie. Trudno mówić, że zawiódł, ale po medal jest obecnie któryś w kolejce. Dziś lepiej stoją notowania Liska, ale cieszy forma Wojciechowskiego z tego sezonu halowego. To dobry prognostyk przed mistrzostwami Europy, które w sierpniu odbędą się w Berlinie.

Konrad Bukowiecki i Michał Haratyk – teoretycznie obaj powinni znaleźć się na podium, bo na 21.44 było stać i jednego, i drugiego. Pamiętamy jednak, co działo się w sierpniu w Londynie i tam też Polacy pojechali w dobrej formie, a wrócili bez medali. Czego im brakuje? Trochę szczęścia, trochę zdrowia – zwłaszcza u Bukowieckiego i chyba obycia na takich imprezach. Na pewno w przyszłości będziemy mieli z nich sporo pożytku, ale mimo wszystko przed mistrzostwami spodziewaliśmy się, że medali może z tego nie być.

Co nas cieszy po mistrzostwach?

Na pewno to, że cztery z pięciu medali zostało zdobytych w konkurencjach biegowych. Rzut dyskiem, młotem, pchnięcie kulą – tu już dawno temu odnosiliśmy sukcesy. Teraz cieszy nas to, że bez dwóch z tych konkurencji w klasyfikacji medalowej jesteśmy bardzo wysoko.

To, że to nie jest kres naszych możliwości. Wspomnieliśmy o kulomiotach, o Wojciechowskim. Przy odrobinie szczęścia za dwa lata możemy ten wynik poprawić.

Cieszy również to, że w 2018 roku odbędą się mistrzostwa Europy, a nie świata. A jak europejski czempionat, to wiadomo – łatwiej o medale. W tym roku w Berlinie może być ich sporo. Nie chcemy dziś pisać ile dokładnie, ale dobrze to powinno wyglądać.

Lisek drugi raz z rzędu zdobył brązowy medal halowych mistrzostw świata

Rekord świata naszej sztafety. Zdajemy sobie sprawę, że nie każdy halę traktuje poważnie, a sztafety nie są najbardziej oblegane przez wszystkie kadry, ale w Wikipedii za kilka lat będzie można o chłopakach poczytać, a to w polskich warunkach mimo wszystko rzadkość.

Z czego zdajemy sobie sprawę?

Że to jest tylko hala. Okej, mistrzostwa świata, ale bez napinki. Na stadionie nie każdy z naszych medalistów będzie stawał na podium. Cieszymy się dzisiaj, ale musimy pamiętać, że połowa czołowych lekkoatletów jadła dziś schabowe i mizerię – nie myśleli o zawodach.

Że Kszczot i Lewandowski lepsi prawdopodobnie już nie będą. Dziś są w szczycie formy – chwała, ale prędzej czy później zawieszą buty na kołku i tak różowo już nie będzie. Mateusz Borkowski i Artur Kuciapski, którym niedawno wróżono świetlaną przyszłość, na ten moment nie biegają na imprezach mistrzowskich. To boli, bo niedawno mówiliśmy o kontynuacji i „polskiej szkole biegania na 800m”.

Za nami znakomite mistrzostwa, najlepsze w historii. Ukłony przed wszystkimi, należy się kieliszek szampana, ale po krótkim wypoczynku czekamy na więcej. W sierpniu mistrzostwa Europy w Berlinie, a nasza drużyna przed dwoma laty w Amsterdamie wygrała generalkę z 12 krążkami. Fajnie byłoby ten wynik poprawić.