stójka
30%
70%
Choć Brazylijczyk nie ma złej stójki, to jednak jest ona delikatniejsza i bez mocnego uderzenia jak w przypadku Jeremy'ego. Kontrola walki na nogach, będzie należała do faworyta, który zasłynął już w oktagonie z licznych nokautów.
parter
70%
30%
W parterze zupełnie odwrotnie. Tutaj prym będzie wiódł Moicano. Zawodnik ten jest bardzo sprytny i wyszkolony jeśli chodzi o techniki kończące. Potrafi znaleźć wiele okazji do założenia duszeń i dźwigni, dlatego Stephens będzie musiał być czujny, by nie wplątać się w klincz, po którym mógłby wylądować na plecach.
zapasy
45%
55%
Obaj nie są specjalistami w dziedzinie zapasów i to nawet silniejszy i bardziej fizyczny Jeremy, będzie mógł święcić sukcesy w tej płaszczyźnie.
doświadczenie
20%
80%
Ogromna przewaga doświadczenia po stronie faworyta. Stephens nie tylko walczy dłużej i stoczył o wiele więcej walk, ale też ma doświadczenie na największej scenie świata - UFC. Dla Renato będzie to dopiero trzecia walka w największej na świecie organizacji MMA i pierwsza walka w życiu poza Brazylią. To z pewnością odbije się na jego dyspozycji.
wytrzymałość
40%
60%
Stephens wielokrotnie udowadniał, że jego szczęka nie jest szklana. Przyjmował ciosy i stał dalej. Jest to twardy zawodnik. Brazylijczyk z kolei potrafił wywracać się po ciosach i choć nie został nigdy znokautowany, to wydaje się, że nie przeżyje większej nawałnicy mocnych ciosów Jeremy'ego.
forma
40%
60%
Jeremy prezentuje stałą formę, a o tej nie wiemy nic jeśli chodzi o Renato Moicano, który nie był aktywny od roku. Może wyjść w formie życia lub z rdzą "fighterską". Mając jednak na uwadze to, że będzie to też jego pierwsza walka poza Brazylią, nie wróżę mu występu na miarę tych z Tomem Niinimakim.
czynnik x
20%
80%
Czynnikiem X w tej walce są mocne ciosy Jeremy'ego i średnia garda Renato. Wszystko wskazuje na to, że walka zakończy się nokautem na korzyść Stephensa. Underdog jeszcze nigdy nie walczył z tak mocno bijącym rywalem, nie walczył na amerykańskiej ziemi, nie walczył w ogóle od roku, nie obala - ciężko znaleźć atuty, które mogą przemawiać z nim w tym pojedynku.

Kartę główną gali UFC on FOX 24, rozpoczynać będzie starcie weterana Jeremy’ego Stephensa z nowym narybkiem organizacji Renato Moicano. Konfrontacja ta jest o tyle ciekawa, że warto o niej napisać nieco szerzej.

Jeremy w MMA jest od 2005 roku i zdołał stoczyć od tego czasu aż 38 walk. Choć nie wiedzie mu się ostatnio w UFC najlepiej (4 porażki na 6 walk), to nadal jest zawodnikiem, który ceniony jest przez fanów, bukmacherów i włodarzy organizacji. O jego sile świadczy przede wszystkim jego stójka, w której najczęściej toczy swe boje. Zresztą, statystyki mówią same za siebie – 16 z 25 zawodowych zwycięstw odniósł przez nokauty i są to dane, których nikt o zdrowych zmysłach nie będzie lekceważyć. O tym jak groźny potrafi być ten zawodnik przekonał się m.in. Rony Jason:

Stephens należy do grona tzw. „power puncherów” – wkłada sporo siły w wyprowadzane ciosy i może nimi solidnie zranić każdego. Używa efektownych i skutecznych kombinacji bokserskich. Z kopnięć najbardziej lubi lowkicki, które również wyprowadza ze znaczną siłą. Potrafi być groźny przez cały pojedynek, o czym przekonał się m.in. Rafael dos Anjos, który wygrywał dwie pierwsze rundy, by w trzeciej nadziać się na cios podbródkowy, który odebrał mu wolę walki. Sam Jeremy potrafi przetrwać nawałnicę ciosów – jego szczęka zdawała egzamin wielokrotnie.

Stephens nie jest wybitny w parterze. Jeśli sprowadza walkę na ziemię, to głównie po to, by obijać rywala uderzeniami. Co prawda na początku kariery zdarzało mu się odklepywać techniki kończące, jednak rozwija się w tej płaszczyźnie i w chwili obecnej ma relatywnie wysoki współczynnik obron przed poddaniami. Co będzie bardzo ważne w zbliżającym się starciu.

„Lil’ Heaten” przez większość swojej kariery walczył w kategorii lekkiej. Dopiero trzy porażki z rzędu wymusiły na nim wprowadzenie zmian i podjął decyzję o zejściu do kategorii piórkowej w której radzi sobie całkiem nieźle o ile nie konfrontuje się z kimś z czołówki. A czołówka to choćby: Charles Oliveira, Cub Swanson, Max Holloway czy Frankie Edgar – z którymi Jeremy w ostatnich latach przegrywał. Renato Moicano zdecydowanie nie jest jeszcze zawodnikiem blisko wyżej wymienionych, ale też ma swoje atuty, które pokaże w starciu z Jeremym.

Brazylijczyk ma przyzwoitą stójkę. Zadaje pojedyncze ciosy i częściej atakuje niskimi kopnięciami niż ciosami mającymi zadać jakieś większe obrażenia. Nie napala się i nie jest power puncherem jak jego najbliższy rywal. Nikogo też nie znokautował jeszcze w swojej zawodowej karierze.

Jego największa siła tkwi w grapplingu. Jest świetny na ziemi i gdy Zubaira Tukhugov na chwilę wywrócił się próbując zaatakować leżącego Renato, ten momentalnie wykorzystał sytuację i wpiął się za plecy Rosjanina.

Nie wolno dawać mu takich okazji bo Moicano wykorzysta je bez litości. Walka ze Stephensem będzie jego największym wyzwaniem w karierze. Czy jest na to gotowy i przede wszystkim czy umiejętności by pokonać swego rywala? Jeśli walka trafi do parteru to tak, jednak sęk w tym, że to Jeremy będzie dyktował warunki. Jeśli on będzie chciał walczyć w stójce (a będzie chciał) to walka będzie utrzymywała się na nogach – a w takim scenariuszu Brazylijczyk nie będzie miał za wiele do powiedzenia przeciwko lepiej operującemu ciosami Amerykaninowi. Dodatkowo Renato nie walczył rok czasu i ciężko cokolwiek powiedzieć o jego formie. Może wyjść do oktagonu z tzw. “rdzą”. Gardy zawodnik z kraju kawy też nie ma najlepszej i ciosy jego byłych przeciwników nie raz dosięgały jego szczęki. Jeremy Stephens jest zbyt dobrym uderzaczem by nie dyktować tempa i by nie wywierać presji na Moicano. Bukmacherzy widzą szanse Renato na tyle, że dali mu kurs underdoga rzędu “tylko” 2.55. Jeremy pomimo ostatniej porażki i tego, że będzie mierzył się z niepokonanym mistrzem Jungle Fight, pozostaje faworytem z kursem 1.56. Kontrola oktagonu, średnia garda Moicano, brak aktywności w oktagonie od roku, największe wyzwanie w karierze – to wszystko sprawia, że ciężko jest uwierzyć w underdoga, nawet licząc na to, że obali Jeremy’ego, którego zresztą tak łatwo nie jest obalić (i na dodatek Renato nie obala za często). Dlatego kurs powyżej 1.50 na Stephena wydaje się w porządku do podbicia jakiegoś kuponu dwu, lub więcej zdarzeniowego. Bardzo ciekawie za to wygląda kurs w okolicach 2.55 jaki bukmacherzy dają na zwycięstwo Jeremy’ego przez TKO/KO i nad tym typem można się mocniej zastanowić.

Komentarze