stójka
58%
42%
Stójka to domena obu zawodników, jednak bardziej techniczny jest "Shogun", a Gian ma zbyt duże luki w defensywie. Choć Mauricio jest już cieniem samego siebie, to jego stójka w dalszym ciągu jest bardzo niebezpieczna i jak tylko będzie uważał oraz wykorzystywał dziury w gardzie przeciwnika, to powinien ugrać to na nogach.
parter
60%
40%
Czarny pas, a niebieski pas. Villante pokazywał umiejętności parterowe, nawet zdołał poddać dwóch przeciwników, ale tu przewaga również musi iść w stronę bardziej ułożonego parterowo "Shoguna". Wysokie umiejętności grapplingowe Ruy są po prostu przyćmiewane przez jego stójkę.
zapasy
55%
45%
Obaj mają w porządku defensywę zapaśniczą, ale ofensywa należy do "Shoguna". Częściej schodzi po nogi i z większymi sukcesami niż Gian. Z tej racji drobna przewaga ląduje na jego koncie.
doświadczenie
80%
20%
Co tu dużo mówić, kariera "Shoguna" zaczęła się w 2002 roku i przez te 15 lat stoczył naprawdę ciężkie boje z najlepszymi zawodnikami na świecie. Sięgał też po najwyższe trofea, zarówno w PRIDE, jak i UFC. Doświadczeniem w klatce bije Giana na głowę.
wytrzymałość
50%
50%
Mauricio Rua potrafi jeszcze przetrzymywać natłok ciosów. "Lil Nog" miał go na widelcu, a mimo to nie potrafił skończyć. Gian Villante jednak również (mimo słabej defensywy) potrafił się utrzymać na nogach gdy był w tarapatach. Jednak w dalszym ciągu obaj byli nokautowani na przestrzeni ostatnich walk. Rozłożę więc punkty po równo, gdyż ciężko wskazać w tej kategorii faworyta.
forma
55%
45%
Rua w ostatnich dwóch walkach pokazał, że stać go jeszcze na to by znajdować się w czołówce dywizji. Villante też zawsze się kręci wokół TOP8, TOP6. Ostatni pojedynek Giana jednak nie był najlepszy, a i nie najlepszy był rywal, który szybko spuchł. Lepszą formę pokazywał mimo wszystko "Shogun", który przynajmniej wyglądał lepiej po pierwszej rundzie z Andersonem niż Gian z Safarovem.
czynnik x
59%
41%
Czynnikiem X w tym boju powinna być walka z kontry w wykonaniu Ruy. Okopywanie korpusu i ud Giana oraz ataki bokserskie z kontry powinny załatwić sprawę i przeważyć szalę na stronę Brazylijczyka.

Dziś zajmiemy się walką legendy PRIDE i UFC, Mauricio “Shogunem” Ruą, który na UFC w Brazylii podejmować będzie Giana Villante. Kto wyjdzie zwycięsko z tej konfrontacji z drugiej walki wieczoru UFC Fight Night 106?

“Shogun” Rua to przede wszystkim stójkowicz. Najbardziej znany jest z brutalnych ‘stompów’ i ‘soccer kicków’, którymi w PRIDE zasypywał rywali. Po przejściu do UFC dał dwie niesamowite walki z Lyoto Machidą, w pierwszej został oszukany przez sędziów, ale w natychmiastowym rewanżu nie pozostawił już złudzeń i znokautował Machidę, odbierając mu pas wagi półciężkiej. Na jego nieszczęście w obronie zmierzył się z Jonem Jonesem, który dzisiaj uważany jest za jednego z najlepszych zawodników bez podziału na kategorie wagowe. Pas zmienił wówczas właściciela, a Rua nigdy już od tamtej porażki nie odzyskując rezonu – owszem, nokautował i wygrywał, ale to już nie było to samo. Od czasu porażki z Jonesem, zaczął walczyć w kratkę, a klasa rywali jakich pokonywał, nie należała do najlepszej. Wygrane nad Forrestem Griffinem, Brandonem Verą czy Jamesem The Huną nie robią wrażenia. Za to porażki z Ovincem Saint Preuxem czy Danem Hendersonem nie nastrajały pozytywnie na przyszłość “Shoguna” w UFC. Brazylijczyk zdołał jednak w dwóch ostatnich walkach zdobyć dwa zwycięstwa (co nie zdarzyło mu się od 2009 roku) i tym samym znowu zaczął się liczyć i być na ustach fanów. Choć trzeba jasno zaznaczyć, że walka z 40-letnim Antonio Rogerio Nogueirą nie może być wyznacznikiem niczego, a niejednogłośna decyzja z Coreyem Andersonem przez wielu uważana jest za kontrowersyjną.

Mauricio zawsze polegał na swoich nogach. Kopnięcia ma bardzo mocne, zarówno z zakrocznej, jak i wykrocznej nogi. Okopywał tak samo skutecznie uda, korpusy, jak i głowy rywali z którymi miał okazję toczyć boje.

Choć może z wiekiem coraz rzadziej kopie wysoko, tak “middle kicki” w dalszym ciągu kopie takie, że hałas obijanych żeber słychać doskonale. Boks w wykonaniu Ruy to zamachowe ciosy oraz krótkie sierpy i podbródkowe. Operuje też łokciami. Jest to typowy tajski bokser i przez całą karierę jego styl nieznacznie się tylko zmienił. Adaptował się do rywali, do rozwoju dyscypliny, ale główny trzon techniczny u “Shoguna” pozostał mniej więcej taki sam od czasów PRIDE. To co można zauważyć nieco łatwiej od innych elementów, to że jego szczęka już nie jest taka jak dawniej. Młodszy z braci Nogueira był bliski skończenia, Saint Preux znokautował, a sukcesy w stójce miał nawet zapaśnik Corey Anderson.


Grappling u “Shoguna” również stoi na wysokim poziomie. Potrafi poddać i ma spore umiejętności parterowe, ale jego główną bronią jest stójka i jej się trzyma przez większość czasu. Również zapasy są w porządku. Innych stójkowiczów obala gdy jest w tarapatach, ale ofensywnie do bardziej ogarniętych zapaśniczo zawodników, raczej nie ma startu. Defensywne zapasy ma w porządku i umie się bronić przed przewróceniem. Choć Corey zdołał go obalić cztery razy (na osiem), to warto przypomnieć, że nasz inny stójkowicz, Jan Błachowicz, nie potrafił obronić żadnego i nie umiał nawet wstać spod Coreya.

Widać jak na dłoni, że “Shogun” nadal ma swoje umiejętności, ale lata wojen odcisnęły na nim swoje piętno i jest już cieniem samego siebie. W dalszym ciągu jest jednak bardzo niebezpieczny i ma na tyle siły by znokautować każdego zarówno z ręki, jak i nogi. Stracił na szybkości, dynamice i ‘timingu’, ale w dalszym ciągu jest jednym z najlepszych uderzaczy, jacy kiedykolwiek weszli do oktagonu.

Co ciekawe Gian również jest stójkowiczem i raczej na pewno zbliżający bój będzie toczył się na nogach. Pytanie pozostaje więc jedno: który z walczących zdoła znokautować przeciwnika? Głównym i decydującym czynnikiem może tu być defensywa. Villante bardzo dużo zbiera na twarz. Wręcz za dużo. W walce z chaotycznym Saparbekiem Safarovem, jego głowa co chwilę była obijana (zwłaszcza w końcowych minutach pierwszej rundy). Nie wróży to najlepiej w starciu z Ruą. Gdyby to “Shogun” zadawał ciosy jakie Saparbek zadał Gianowi, to Villante mógłby do drugiej odsłony pojedynku już nie wyjść. Trzeba mieć na uwadze, że szczęka Mauricio również nie należy teraz do najtwardszych i jego też jest łatwo “wytrącić z równowagi” ciosem na żuchwę.

Kto wyjdzie zwycięsko? Mimo wszystko obstawiałbym tu “Shoguna”. Bardziej techniczna stójka i słaba defensywa Villante (jeszcze słabsza niż u Ruy) mogą tu mieć decydujące znaczenie. Nie bez powodu na Brazylijczyka kursy u bukmacherów wahają się od 1.70 do 1.75 a na jego rywala w okolicach 2.20. Jednak tak wysokie kursy świadczą dobitnie jak bardzo wysokiego ryzyka jest to spotkanie, w sensie: ani faworyt nie jest mocnym faworytem, ani underdog mocnym underdogiem. Zapewne im bliżej będzie spotkania, tym kursy będą się bardziej wyrównywać. Liczę jednak, że Mauricio nadal stać jest jeszcze na pokonywanie takich rywali jak Villante i choć nie wróci już na tron dywizji, to pokaże dlaczego był mistrzem UFC i zwycięzcą Grand Prix wagi średniej PRIDE.

Komentarze