stójka
51%
49%
Obaj mają naprawdę mocną stójkę i ciężko wskazać faworyta. 15 nokautów Alvareza i 10 Poiriera. Obaj mają umiejętności by znokautować się nawzajem.
parter
51%
49%
Co ciekawe w parterze podobnie jak w stójce, ciężko znaleźć faworyta. Jeden procent dałem więcej Eddiemu, gdyż poddał więcej zawodników oraz ma lepszą kontrolę. Jednak w dalszym ciągu będzie to pojedynek dwóch brązowych pasów, które mogą się nawzajem poddać.
zapasy
60%
40%
Eddie jest świetnym zapaśnikiem i wielokrotnie udowadniał, że obalenia są jego mocną stroną. Ma też lepszą obronę przed sprowadzeniami. Jeśli walka będzie w klinczu i toczyła się na przestrzeni zapaśniczej, to Alvarez będzie miał przewagę.
doświadczenie
70%
30%
Zbliżona ilość walk, ale więcej przeżył Eddie. Był mistrzem w dwóch dużych organizacjach MMA. Walczył w większej ilości dużych walk. Jest zawodnikiem o wiele bardziej doświadczonym i nie ilość tu się liczy, a jakość stoczonych bojów i ich wielkość.
wytrzymałość
55%
45%
Przed walką z Conorem McGregorem napisałbym, że Alvarez jest bardzo wytrzymały, zwłaszcza po boju z Melendezem warto było przytoczyć jego szczękę. Jednak po walce z Irlandczykiem, daję mu nieco mniej punktów. Dustin również miał bardzo ciężkie przeprawy, ale i on padał od ciosów.
forma
50%
50%
Dlaczego 50-50? Forma u Alvareza jest totalną niewiadomą. Nie wiemy czy załamał się po porażce z McGregorem czy jest głodny zwycięstw. Z kolei Poirier średnio się prezentował. Tylko większościowa decyzja z Millerem oraz porażka z Johnsonem.
czynnik x
20%
80%
Czynnikiem X jest z pewnością psychika Eddiego Alvareza. Conor McGregor udowadniał, że potrafi łamać rywali. Łamać psychicznie na tyle, że nie są w stanie walczyć tak samo po porażkach z nimi. Choć z drugiej strony czasami działało to motywująco, czego Poirier jest również przykładem. Nie wiemy jak to zadziała na Eddiego: czy motywująco czy deprymująco, dlatego przewaga idzie w stronę Dustina, który ostatnią walkę wygrał.

Walką wieczoru karty wstępnej UFC 211, będzie pojedynek byłego mistrza wagi lekkiej Eddiego Alvareza z Dustinem Poirierem. Alvarez powraca po blamażu z obrony pasa mistrza wagi lekkiej i będzie chciał zmazać z siebie plamę porażki z Conorem McGregorem. Zadanie nie będzie łatwe, bowiem naprzeciw niego stanie zaprawiony w bojach Poirier. Co ciekawe faworytem spotkania jest Dustin, a nie były mistrz.

“The Diamond” z pewnością będzie łatwiejszym wyzwaniem dla Alvareza, nie tylko w zakresie umiejętności. Tym razem Eddiemu nie powinien towarzyszyć ogromny stres, jaki miał miejsce przed i w trakcie boju z niepokornym Irlandczykiem. Alvarez wtedy psychicznie nie podołał, a teraz jest szansa, że do kolejnego starcia podejdzie z bardziej chłodną głową. Conor ma tę umiejętność, że wchodzi swoim rywalom do głowy jeszcze na długo przed walką. Większość zawodników przegrywa z nim jeszcze przed przekroczeniem progu oktagonu. To właśnie spotkało Alvareza, który przecież jest na mistrzowskim poziomie bowiem był mistrzem i w UFC i w Bellatorze. Pokonywał takich rywali jak Rafaela dos Anjosa, Anthony’ego Pettisa, Gilberta Melendeza czy Michaela Chandlera. Nie można więc mu zarzucić braku umiejętności.

Eddie lubi miksować boks z klinczem przy siatce i obaleniami. Taktyka “klejenia” się do rywali dała mu zwycięstwa z Gilbertem Melendezem i Anthonym Pettisem, a w konsekwencji walkę o pas mistrza wagi lekkiej z Rafaelem dos Anjosem. Być może Eddie będzie starał się wcielić ten plan w życie także w najbliższym boju, a może pójdzie na otwartą wojnę, jak w dwóch ostatnich potyczkach. W tym drugim przypadku może być bardzo ciekawie, bowiem również Dustin nie stroni od wymian. Co jednak działa na korzyść Alvareza, to defensywa – ma ją nieco lepszą od Poiriera, który mimo nieustannego progresu umiejętności, wciąż daje się trafiać – a Eddie potrafi celnie użądlić!

Te braki boleśnie u Poiriera obnażył Michael Johnson.

Atutem Poiriera będą mocniejsze uderzenia, ale też częstotliwość wyprowadzania ciosów. Eddie jest w tej kwestii bardziej oszczędny, dlatego gdy w danej rundzie nie uda mu się zapunktować obaleniami i nie znokautuje rywala, to może ją przegrać. Z drugiej strony jeśli uda mu się obalić, w ruch mogą pójść uderzenia ground’and’pound, które również są świetne w wykonaniu Alvareza.

Zapowiada się więc kolejne wyrównane starcie, czyli matchmaker UFC znowu wykonał kawał dobrej pracy. Bukmacherzy też nie potrafią wskazać wyraźnego faworyta. Każdy z panów ma swoje atuty, a otwartość obu na wymiany sprawia, że walka w każdej chwili może zakończyć się nokautem. Mimo wszystko skłaniałbym się ku Alvarezowi. Dustin Poirier jest naprawdę mocnym zawodnikiem, który niejednokrotnie był na ciężkich wojnach w klatce, ale Alvarez to również osoba, która ma mnóstwo atutów, ale które zostały przyćmione po upokarzającej porażce z Conorem. Wedle przysłowia “Jesteś tak dobry jak twoja ostatnia walka”, nic dziwnego, że mało osób wierzy już w Eddiego. Jednak przed starciem z supergwiazdą z Irlandii, Alvarez był siłą, z którą musieli liczyć się wszyscy w czołówce. A dewastacja dos Anjosa tylko utwierdziła świat MMA w tym, że z byłym mistrzem Bellatora (i ówczesnym UFC) nie ma żartów. Ciężko powiedzieć w jakiej formie wyjdzie do tego boju – i to nawet niekoniecznie fizycznej ale psychicznej – jednak jeśli zachował w sobie dawny ogień (bo umiejętności na pewno ma takie same), to jest szansa, że spotkanie to zakończy się z jego ręką w górze.

Komentarze