stójka
55%
45%
Polak lepiej kontruje, Brazylijczyk operuje mocniejszymi cepami - zarówno jedno, jak i drugie może być dewastujące dla przeciwnika. Wspaniała forma stójkowa z walki z Pestą, może jednak dać przewagę Polakowi i to jemu dajemy 5% więcej szans w stójce.
parter
49%
51%
Obaj mają świetny parter. Obaj są utytułowani i uczestniczą w największych turniejach grapplerskich - są mistrzami swoich krajów i mają tytuły mistrzów świata czy Europy. Potrafią poddać przeciwników na wiele sposobów. Obaj również mają brązowy pas BJJ. Więcej jednak tego parteru pokazuje Brazylijczyk i częściej w swych walkach dąży do skończeń w tej płaszczyźnie. Ma też lepsze ofensywne zapasy, a przez to lepszą kontrolę w parterze. Procent więcej daję więc Luisowi.
zapasy
40%
60%
Kolejny raz zawodnicy są bardzo blisko siebie. Henrique ma lepsze zapasy ofensywne - kładł na matę wszystkich rywali, ale Tybura świetnie sobie radzi w zapasach defensywnych - stopując wszelkie próby wywrócenia go. Atak jest tu tak samo ważny jak obrona. Większe doświadczenie w zapasach i lepszą technikę ma jednak Brazylijczyk i sądzę, że choć raz uda mu się przenieść walkę do parteru na swoją korzyść
doświadczenie
58%
42%
Bardziej doświadczony jest nasz rodak, który nie tylko stoczył więcej walk, ale z lepszymi rywalami. Dla Marcina będzie to też trzecia walka w UFC, nie powinien więc mieć już tremy - zresztą nie miał jej już w boju z Pestą. Walki w polskich, rosyjskich i amerykańskich klatkach, czynią Polaka bardziej doświadczonym zawodnikiem.
wytrzymałość
63%
37%
Tybura ostatnią przegraną walkę stoczył w 2015 roku i przegrał bój ze Stephanem Putzem z powodu decyzji lekarza. Stephanowi udało się wsadzić Marcinowi całą serię kolan na twarz, łamiąc mu tym samym nos. Marcin jednak stał twardo dalej na nogach. Luis Henrique z kolei przegrał z Francisem Ngannou, który obecnie jest na 6. pozycji w oficjalnym rankingu UFC. Francis trafił go jednak ciosem, który powaliłby każdego. Z racji, że Marcin nie zaliczył jeszcze nokautu, po którym leżałby nieprzytomny, daję mu przewagę w tej płaszczyźnie.
forma
56%
44%
Obaj są w doskonałej formie. Tybura w walce z Pestą zaprezentował się z jak najlepszej strony - tak samo zresztą Henrique, który skończył swoje dwa ostatnie pojedynki. W tej płaszczyźnie jest więc remis, ale Marcin wyglądał lepiej w drugiej rundzie starcia niż Luis, który aż trzy rundy męczył się z kimś takim jak Christian Colombo. No i to wysokie kopnięcie działa na wyobraźnię.
czynnik x
60%
40%
Legendarna polska siła będzie po stronie Marcina Tybury. Nie można więc inaczej wytypować wyniku jak tylko jego zwycięstwo :)

UFC 209 zbliża się wielkimi krokami i w związku z tym, pojedynkiem Marcina Tybury z Luisem Henrique, rozpoczynamy cykl analiz MMA na łamach laczynaspasja.pl! Zapraszam do lektury i wspólnej oceny tego pojedynku.

Gdy w 2014 roku Marcin Tybura zdobywał pas organizacji M-1, wielu wróżyło mu szybkie przejście do UFC i wielką karierę za oceanem. Transfer ten nastąpił co prawda po dwóch latach, ale nasz najlepszy wówczas ciężki (obecnie przegonił go w rankingach Daniel Omielańczuk) nie sprostał wyzwaniu i w debiucie uległ Timothy’emu Johnsonowi. Wojownik z Uniejowa szybko jednak odbił się od tej porażki i już w następnej walce efektownie, wysokim kopnięciem znokautował Czecha Viktora Pestę. W trzeciej walce dla największej na świecie organizacji MMA, przyjdzie mu się zmierzyć z Brazylijczykiem Luisem Henrique.

Zaczniemy analizę od rodaka: Marcin jest wszechstronnym zawodnikiem. Nokautował, poddawał swych rywali, a także dochodził z nimi do decyzji sędziowskiej. Jego boks jest całkiem niezły jeśli chodzi o wagę ciężką. W akcjach ofensywnych skupia się na kontrach, chociaż równie często sam wyprowadza kombinacje jako pierwszy. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że w dwóch ostatnich walkach, prezentował się zgoła różnie. W walce z Johnsonem jego ręce były ślamazarne i mało dynamiczne. Jednak już z Pestą zaczął poprawnie wykorzystywać swoje umiejętności bokserskie i odnosił znaczne sukcesy w tej płaszczyźnie walki.

Jest wyszkolony technicznie i podstawowe kombinacje wykonuje bardzo ładnie. Na gifie widzimy świetną pracę nóg: wyprzedzają one cios i dają fundamenty pod sprawdzający lewy prosty, po którym następuje atak mocnym prawym prostym z nogi zakrocznej.

Nogi to bardzo ważny element gry Marcina. Nasz rodak używa ich często oraz skutecznie. Szczególnie upodobał sobie wysokie kopnięcia oraz uderzenia frontalne. To nimi atakował Johnsona, a później Pestę. Widać wpływ boksu tajskiego na jego styl – porusza się w oktagonie po tajsku. Jego noga wykroczna “tańczy” na macie, podrygując raz w górę, raz w dół. Ma to na celu jak najszybszą reakcję – czy to wycofanie się, czy zaatakowanie rywala. Kolejnym elementem zdradzającym Tyburę, są zadarte palce przy kopnięciach. Niby szczegół, ale pokazujący liczne treningi pod okiem trenerów wywodzących się z muay thai. Atakując kopnięciem, często chowa nogę za ciosami, czyli uderza lewy-prawy lub lewy-lewy dla zmyłki, a noga (której nie widać za ciosami), już podąża ku górze, w kierunku twarzy przeciwnika. Tak właśnie załatwił Viktora

Warto zwrócić szczególną uwagę, że uderzenie nokautujące nastąpiło z nogi, która znajdowała się z przodu. Jest to dosyć trudna technika, która wielu zawodnikom sprawia problemy. Na dodatek kopnięcie takie jest o wiele słabsze niż te z nogi zakrocznej. Tym większy podziw dla Marcina i jego technik nożnych.

Jego defensywa stójkowa w walce z Timothym była słaba, ale już pięknie unikał ciosów Pesty. Można więc założyć, że w debiucie znaczny wpływ na dyspozycję miał zwyczajny stres.

Parter Polaka stoi na równie wysokim poziomie co stójka. Marcin jest częstym gościem na zawodach parterowych. Odnosił spore sukcesy i przywoził medale z takich imprez jak Mistrzostwa Europy IBJJF czy Abu Dhabi World Pro. Jego zapasy nie odstają od reszty umiejętności i korzysta z nich ze świetnym rezultatem zarówno w ataku jak i obronie. Żaden jego rywal w UFC nie był w stanie go obalić, a zarówno Johnson jak i Pesta są zawodnikami mocno skupionymi na zapasach. Będąc tak wszechstronnym i dobrym w każdej płaszczyźnie walki, nic zatem dziwnego, że wielu ludzi widziało w nim kogoś, kto mógłby zawojować dywizję ciężką UFC. Nie dziwne też to, że porażka w słabym stylu z Timothym, była dla wielu sporym zaskoczeniem.

Jeśli o jego rywala chodzi, Luis Henrique jest także bardzo przekrojowy i odnajduje się w każdej sytuacji. Brazylijczyk jest skoczny na nogach. Jak sprężyna porusza się do przodu i do tyłu. Dlatego też szybko doskakuje z ciosami; jak zwykle przy tego typu poruszaniu się, najczęściej z prawym zamachowym, po którym momentalnie leci lewy. Przy tych atakach jednak sporo się odsłania, co dobrze kontrujący Tybura może wykorzystać.

Jest krępej budowy ciała, z nogami jak kłody i torsem jak u gladiatora. Nie dał żadnych szans ostatniemu rywalowi którym był Christian Colombo, ale trzeba uczciwie przyznać, że Colombo to słabej klasy zawodnikiem, który dawno już powinien udać się na emeryturę. Egzekucja na nim, nie jest więc żadnym odzwierciedleniem dobrej formy.

Luis może za to pochwalić się świetnymi obaleniami. Zarówno Christiana Colombo jak i Dmitry’ego Smoliakova wynosił wysoko i rzucał o matę jak workami ziemniaków. Bardzo widowiskowo, a przy tym technicznie obalał każdego rywala z jakim się spotkał w klatce. Będzie więc poważnym testem dla Marcina i jego defensywnych zapasów.

Luis Henrique to ciekawy zawodnik i wielu fanów zbyt szybko go skreśla w starciu z naszym Marcinem Tyburą. Jest naprawdę niebezpieczny bo ma dynamiczną stójkę, operuje mocnymi cepami oraz ma bazę zapaśniczo-parterową, z której często korzysta. Jest tak samo przekrojowy jak Tybura, zatem obaj mogą się tak znokautować, jak i poddać nawzajem. Walka również może dojść do decyzji, która będzie niejednogłośna – tak blisko są jeśli chodzi o umiejętności, jakie prezentują w klatce.

Tybura to zawodnik uczący się na błędach i po porażce z klocem jakim był Timothy, mocno skupił się na swoim kickboxingu, czego efektem była walka z Viktorem. Walka totalnie inna od tego, co mogliśmy ujrzeć w debiucie. Z Czechem był również w o wiele lepszej formie – nie tylko kondycyjnie, ale też wizualnie wyglądał na mniej “zalanego” tłuszczem, a jego poruszanie się na nogach było świetne. Teraz czeka go moim zdaniem najcięższa przeprawa w UFC, z zawodnikiem wywodzącym się ze sportów chwytanych, który na dodatek od 13 roku życia trenował też tajski boks i ćwiczył z reprezentacją Brazylii w zapasach (do której też startował). Luis Henrique jest niebezpiecznym oponentem i tylko jeszcze lepsza forma niż ta z Pestą, może zapewnić Marcinowi Tyburze zwycięstwo. Polaka stać na to i szansę upatruję w kontrach oraz decyzji sędziowskiej. Jeśli Polak skutecznie będzie bronił obaleń, uda mu się dojść do decyzji, która z racji większej ilości trafień w stójce, powędruje na jego konto.

Komentarze